Going. | Festiwal Domoffon - Karnet - Off Piotrkowska

Festiwal Domoffon - Karnet

11:00 | Piątek, 26 sierpnia 2016
Off Piotrkowska

Koncert

100 zł

100 zł

FESTIWAL DOMOFFON

26-27 SIERPNIA 2016

Druga edycja festiwalu, który stał się kultowy jeszcze zanim na dobre zaistniał. Przedsięwzięcie przeprowadzone wspólnymi siłami przez ekipę klubu Dom z Łodzi oraz agencję Distorted Animals, ulokowane w pofabrycznych przestrzeniach kultowego kompleksu Off Piotrkowska, już podczas zeszłorocznej, pierwszej edycji wyznaczyło nową jakość na festiwalowej mapie Polski. Domoffon to festiwal zorientowany na artystów niszowych, niemainstreamowych, skupiający zarówno uznane gwiazdy, jak i młodych artystów, reprezentujących pełne stylistyczne spektrum sceny niezależnej. Domoffon to festiwal osobowości i osobliwości na co dzień nie widzianych w mediach. To próba ukazania tego wszystkiego, co najciekawsze i najlepsze, a co powstaje peryferiach kultury popularnej.

Tegoroczna edycja festiwalu rozrośnie się do dwóch dni i oprócz koncertów jej program zawierać będzie pokazy kina plenerowego, kiermasz niezależnych wytwórni płytowych, wykłady i wystawy ? wszystko to ulokowane na terenach zabytkowego kompleksu fabrycznego Off Piotrkowska, w samym centrum Łodzi, przy ulicy Piotrkowskiej 138/140.

Z dumą przedstawiamy gwiazdy Festiwalu:

WIRE
Kiedy w październiku 1976 r. Sex Pistols nagrywali w Londynie debiutancki singiel ?Anarchy in the UK?, parę kilometrów dalej czterech innych rozczochranych chłopaków w wąskich spodniach obmyślało pierwsze piosenki powołanego właśnie do życia zespołu. Te same utwory - ?12XU?, ?Lowdown?, ?Mannequin? - te same chłopaki (trochę mniej rozczochrane) zagrają 40 lat później w Łodzi. Nazwali się Wire, a kontakt z ich minimalistycznymi petardami z albumu ?Pink Flag? (1977) miał podobny efekt co bliskie spotkanie pierwszego stopnia z kablem elektrycznym. Granie w kółko trzech akordów szybko im się znudziło. Miejsce w historii zapewnili sobie dwoma kolejnymi płytami ?Chairs Missing? i ?154? z inteligentnymi, zwięzłymi tekstami i niecodziennymi wówczas zabiegami aranżacyjnymi. Dziś encyklopedyści słusznie widzą w zespole Colina Newmana pionierów nowej fali i postpunka - obok ubiegłorocznej gwiazdy Domoffonu The Fall. Wire na laurach nie osiada, a o tym, że wciąż ma coś do powiedzenia świadczą dwie nagrane za jednym zamachem, ciepło przyjęte płyty - ubiegłoroczna ?Wire? i tegoroczna ?Nocturnal Koreans?. Ta druga nawet jeszcze ciekawsza, bo zespół zwalnia tu tempo i eksploruje mroczniejsze, bardziej psychodeliczne rejony. Jedno jest pewne: lepszej okazji do świętowania okrągłych narodzin punk rocka w tym roku mieć nie będziecie. Różowa flaga na maszt!

ZOLA JESUS
Jezus Maria, Zola! - Kiedy byłam w liceum fascynował mnie Emil Zola. I Jezus, bo w sumie dlaczego nie on? - tak 27-letnia dziś Nika Roza Danilowa tłumaczy swój sceniczny pseudonim. Ale Amerykanka z rosyjskiej rodziny szlachetne fascynacje miała już we wczesnej podstawówce - całkowicie oczarowana operą, kupowała nuty i kształciła głos. Lekcje, na których nauczyła się wykorzystywać imponujące warunki wokalne, przydały się, gdy w 2008 r. zadebiutowała już jako Zola Jesus. Mocny, niski głos o ciemnej barwie idealnie pasował do jej muzyki, w której przeglądał się smutny pop spod znaku 4AD, melancholia Kate Bush, trans zimnej fali, eksperymenty awangardzistek w rodzaju Lydii Lunch czy Diamandy Galas. Brytyjskie media ogłosiły Danilową odnowicielką i nową królową subkultury gotyckiej. Zola wycięła im jednak numer. Na piątym i ostatnim jak na razie albumie ?Taiga? (2014), współprodukowanym przez Deana Hurleya, najbliższego muzycznego współpracownika Davida Lyncha, Zola zorientowała się na mainstreamowy pop (singiel ?Dangerous Days? mógłby spokojnie znaleźć się w repertuarze takich piosenkarek jak Sia) i klubową ?muzykę środka? (?Hunger? brzmi jakby przybył z lekko połamanej epoki Kosheen). Ale spokojnie, niech wasze offowe, czarne serduszka się nie smucą! Podobno na koncertach ta szamanka rodem z tajgi stanu Wisconsin wciąż wprowadza słuchaczy w stan hipnozy i odprawia nad nimi swe tajemne, mroczne rytuały.

U.S. GIRLS
To wbrew pozorom nie żaden girlsband, ale projekt wokalistki i kompozytorki Megham Remy. Ta mieszkająca w Torono Amerykanka, którą Iggy Pop zabrał w tym roku na własną trasę, to objawienie ostatnich miesięcy. Czy znacie inną piosenkarkę, której muzykę porównywano by naraz do nagrań Grace Jones, Portishead, PJ Harvey, Amy Winehouse, Florence Welch, Austry, Debbie Harry i Ariela Pinka? Pytanie o tyle bardziej na miejscu, że jej pierwsze albumy, wypełnione gitarowym hałasem i prymitywnym bitem, z niewielkim tylko dodatkiem melodii, kojarzyły się raczej z dokonaniami pionierów industrialu z Throbbing Gristle. W ciągu ośmiu lat Remy przeszła od uprawiania półamatorskiego zgiełku do pisania kompletnych piosenek, małych arcydzieł, w których współczesny alternatywny pop miesza się z glam rockiem, disco - z nową falą, elegancja lat 60. - z psychodelią lat 70., punk rock z trip-hopem. A wszystko to spaja mocny, głęboki i ostry zarazem głos Remy. Wydana przez słynną wytwórnię 4AD płyta ?Half Free?, na której Meg przygląda się znojowi kobiet pracujących Ameryki, znalazła się w wielu zestawieniach najlepszych płyt roku 2015. To będzie pierwsza okazja do usłyszenia U.S. Girls w Polsce. I ostatnia okazja do zobaczenia go w tak kameralnych warunkach. Mehgam Remy jest na gwałtownej fali wznoszącej i wkrótce - idziemy o zakład - będzie gwiazdą największych światowych festiwali. Wiecie, co macie robić.

NO JOY
Nazwa tego zespołu jest oczywistą prowokacją. Czy może być coś przyjemniejszego niż łączenie pięknych melodii i zgiełku, zderzanie konkretu i zamglenia, przenikanie się harmonizujących dziewczęcych głosów i brudnych, przesterowanych gitar? Okej, jest na świecie parę fajniejszych rzeczy, ale jeśli My Bloody Valentine, Jesus and Mary Chain i Sonic Youth wciąż was grzeją, to obcowanie z No Joy da wam mnóstwo radości. Historia tego kanadyjskiego zespołu sięga pradawnych czasów portalu MySpace. Jasmine White-Gluz wyjechała do Los Angeles i wysyłała do pozostałej w Montrealu koleżanki Laury Lloyd szkice piosenek. Dwa utwory dziewczyny wrzuciły na rzeczony serwis, gdzie wyhaczyła je wytwórnia Mexican Summer - wówczas początkująca, dziś renomowana. W jej barwach zespół, powiększony o męską sekcję rytmiczną, wydał trzy albumy. Najlepszy z nich - ?More Faithful?, nagrany z producentem Ariela Pinka Jorge Elbrechtem - ukazał się przed niecałym rokiem i pokazał No Joy wyzwalających się spod wpływu wspomnianych wielkich poprzedników, wyposażonych w talent do pisania wpadających w ucho melodii i zalewających odbiorcę oceanami pogłosów. To prawdopodobnie najprzyjemniejszy z możliwych potopów.

KRÓL
Jest szalenie muzykalny i wszechstronny. Imponuje tempem pracy (dwa albumy duetu UL/KR i trzy solowe w ciągu pięciu lat - wszystkie świetnie przyjęte). Wykształcił osobny, rozpoznawalny od pierwszych sekund styl, wobec którego nikt nie sposób pozostać obojętnym: jednych przyciąga na amen, innym - choć raczej to mniej liczna grupa - staje kością w uchu. Posiadł rzadką umiejętność balansowania na granicy kiczu. No i ma słabość do wąsika. Błażej Król polskim Prince?em co prawda nie jest, ale jest królem w swej własnej kategorii. I na pewno należy mu się tytuł księcia polskiego popu, bo choć można wyobrazić sobie krajobraz polskiej scenę bez tego gorzowskiego oryginała, to łatwo też sobie uzmysłowić, o ileż biedniejszy byłby to landszaft. Dowodem królewskiej formy Błażeja jest tegoroczna płyta ?Przez sen? - oniryczna, rozmarzona, zamglona, wciągająca słuchacza w - to paradoks, ale i istota zastawionej przez Króla pułapki - podszytą niepokojem comfort zone. ?Daj się uśpić!? - prosi w jednej z nowych piosenek, ale na koncercie grozi wam co najwyżej piękny sen na jawie.

SHXCXCHCXSH
Taneczna elektronika z pogranicza electro, techno i industrialu od początku zaistnienia sceny klubowej w Łodzi, a więc od początku lat 90., cieszy się tu szczególną estymą. Hale, w których kiedyś turkotały maszyny włókiennicze, producenci i didżeje wypełniają dziś mechanicznym, transowym bitem. Powstawanie prężnych scen elektronicznych w podupadłych fabrycznych imperiach to oczywiście fenomen szerszy, czego przykładem jest nie tylko Detroit, ale także szwedzkie Norrköping i pochodzący stamtąd duet Shxcxchcxsh. Już debiut ?Strghts? (2013) przykuł uwagę środowiska zamiłowaniem zakapturzonych muzyków do brudnych brzmień oraz niecodziennych pomysłów rytmicznych. Na wydanym rok później albumie ?Linear S Decoded? Szwedzi zaskoczyli - zamiast rzucić się w środek modnego nurtu mrocznego, twardego techno zdecydowanie swój przekaz zniuansowali. Włączyli do repertuaru nietaneczne tempa i rytmy rodem z nurtu IDM. Sięgnęli po kosmiczne brzmienia syntezatorowe. Ponakładali i pogmatwali plany dźwiękowe. Czy zagrają mocniej, czy też bardziej eksperymentalnie, delegacja Manchesteru Szwecji powinna poczuć się w dawnej fabryce Ramischa w sercu Manchesteru Polski jak w domu.

Uwaga! To nie wszystko! Kolejnych wykonawców występujących na tegorocznej edycji Festiwalu Domoffon poznacie już wkrótce!

Pobierz Going. i miej miejski kalendarz zawsze pod ręką.
więcej
  akordow     wykonawcow     industrialu     hunger     rozowa     nalezy     objawienie     stal     kobiet     kameralnych     rzucic     electro     rytualy     sierpnia     uznane     zola     krolem     kiermasz     osobowosci     wiec     wprowadza     plytowych     szlachetne     imperiach     tegoroczna     ramischa     klubu     duma     fabryce     niecodziennych     srodowiska     eksperymenty