Czytasz teraz
Sonbird: „Studio było spełnieniem marzeń”
Muzyka

Sonbird: „Studio było spełnieniem marzeń”

Tęskniliście za Sonbird? Oni za Wami też. Chłopaki zagrają przedpremierowo nowy materiał 29 marca w warszawskim Niebie, a w międzyczasie złapaliśmy się z nimi na rozmowę. 

Po siedmiu latach od debiutu muzycy Sonbird wracają z nowym albumem – dojrzalsi, bardziej świadomi i pełni nowych pomysłów. W przeddzień premiery artyści opowiedzieli nam o tęsknocie za studiem, cyfrowej pogoni, odświeżaniu starych utworów i solowym koncercie w Warszawie.

Pytania: Stanisław Bryś i Jagoda Gawliczek

Sonbird Świetnie
fot. materiały prasowe

Stanisław Bryś, Going. MORE: Wydajecie płytę po dłuższej przerwie. Za jakim elementem procesu nagrywania piosenek najbardziej tęskniliście? 

Dawid Mędrzak, Sonbird: Za studiem nagrań. Przy nagrywaniu naszej pierwszej płyty nie mogliśmy uwierzyć, że jesteśmy w takim miejscu. To wywołało w nas masę emocji. EP-kę EP25 nagrywaliśmy w dość dobrych warunkach, którymi sami dysponujemy, natomiast pełnoprawne studio to dopiero było coś. Dla muzyka czy zespołu to spełnienie marzeń. 

Maciek Hubczak, Sonbird: Do stycznia tamtego roku nie wiedzieliśmy, za czym tęsknimy, bo dopiero wtedy poznaliśmy tak naprawdę cały proces nagrywania. Prawie dwa tygodnie pracowaliśmy w studiu w Gdańsku. To dla nas trochę jak american dream. Teraz tęsknię za tym właśnie momentem. Z drugiej strony brakowało mi też wydawania piosenek. 

Tomek Kurowski, Sonbird: Sam zdecydowanie najbardziej tęskniłem za graniem. Nie wiem, jak chłopaki, ale mi zawsze jednak najwięcej radości sprawia właśnie scena.

Maciek i Dawid: Potwierdzamy.

SB: Czy czujecie, że od czasu premiery Głodnego, waszego debiutu, rynek muzyczny mocno się zmienił? Jest coś, co was w nim zaskakuje? 

Dawid: Zmienił się i to bardzo. Od naszego debiutu minęło tak naprawdę 7 lat. Różnica, która przyszła z czasem, wymaga, żebyśmy prężnie działali w social mediach. Pojawia się bardzo dużo muzyki i bardzo dużo nie wyraża nawet tej ilości. Z jednej strony to super, że wszyscy mogą tworzyć, ale też konkurencja jest teraz znacznie większa. Od wszystkich tak naprawdę, niezależnie czy zaczynasz, czy jesteś już na szczycie, wymaga się bardzo dużej systematyczności. Możesz być największy, a i tak wypuścić coś, co wzbudzi niepokój ze względu na liczby. I to może być bardzo trudne, więc chyba trzeba po prostu nauczyć się z tym żyć.

Maciek: Przez to, że ludzie są bardzo przebodźcowani, na każdym kroku potrzebują bardzo wielu szybkich momentów, które zaspokoją ich potrzeby. Całkiem niedawno, bo właśnie tych 7 lat temu, wypuszczało się album, który żył potem przez 2-3 lata. Teraz wydaje się płytę i tak naprawdę po kilku miesiącach już trzeba mieć gotową kolejną.

Dawid: No i też sama kwestia singli! Pamiętam, że przy debiucie długość tzw. radiówki wynosiła 3:19. Teraz spada nawet do 1:50. To też się bardzo mocno pozmieniało.

Sonbird — Yeyeye

JG: A myślicie czasem o tym, jak dany kawałek poradzi sobie na TikToku?

Maciek: Oczywiście mamy takie myśli i jest to jeden z naszych couple goals, że któryś z naszych utworów staje się viralem. 

JG: Baby Lasagna wypuścił teraz nowy singiel o tym, że po wygranej na Eurowizji zrobił się na niego duży hype, który zaczął go wręcz pożerać.

Maciek: Bo to samonakręcająca się maszynka do mięsa, w którą sam wpadasz. Czy lubimy robić piosenki bardziej niż 7 lat temu? Niekoniecznie, raczej jest tak samo. Ale teraz cały proces wymaga od nas dużo więcej innych aktywności, by móc w ogóle zajmować się muzyką. 

Tomek: Kiedyś, aby być popularnym muzykiem, prezentowało się swoje umiejętności. Dziś w dużej mierze warto łączyć pracę w sieci z promocją siebie. I działać wielotorowo.

SB: A co najważniejszego zmieniło się w was samych? 

Maciek: Dawid w końcu ma wąsa.

Dawid: Od dawna już przecież?

Maciek: No ale 7 lat temu nie miałeś.

Dawid: Nasze życie bardzo się pozmieniało. 7 lat temu byliśmy dzieciakami na studiach, graliśmy koncerty, jeździliśmy po Polsce trochę jak nomadzi. Teraz wszystko się poukładało. Wbrew naszym wcześniejszym niedoskonałościom staliśmy się też dużo bardziej zorganizowani. Z mojej perspektywy słychać dużą zmianę. Wydaje mi się, że dojrzałość i odpowiedzialność za wszystko, co robimy, wykiełkowała do takiego stopnia, że zależy nam jeszcze bardziej niż kiedyś. Poza tym widzimy też wszelakie ryzyka, które się pojawiają wokół nas i których wcześniej nie zauważaliśmy.

Tomek: Ja zapuściłem włosy, przeprowadzaliśmy się po trzy razy, mamy nowe gitary. Dawid już powiedział o tym, co najważniejsze, więc tylko uzupełniam listę. 

Sonbird
Sonbird / fot. materiały prasowe

SB: Jak w takim razie wyglądał proces tworzenia nowych piosenek? Było w nim dużo spontaniczności czy raczej działaliście zadaniowo? 

Tomek: W zasadzie przy wszystkich naszych piosenkach było dużo spontaniczności. Są kawałki, przy których muzykę zrobiłem z Dawidem i takie, które zaproponował Maciek i wspólnie je przerabialiśmy. Są też takie zrobione w trójkę. Często również dzieliliśmy się swoim instrumentarium podczas tworzenia, więc każdy pograł na czymś innym niż zwykle.

SB: Premierowe utwory są bardziej rozbudowane brzmieniowo. Czego głównie słuchaliście podczas pracy nad albumem? 

Dawid: Zupełnie innych rzeczy! Ja w trakcie powstawania albumu słuchałem chyba najwięcej metalcore’u i rapu. Czy mają coś wspólnego z naszą muzyką? Nie wiem, choć się domyślam. Na pewno można usłyszeć u nas nuty Maca DeMarco. To faktycznie były rzeczy, które stały się dla nas pewnego rodzaju wskazówką, jaki kurs mamy obrać. Jednocześnie cały czas eksperymentowaliśmy i rozbudowywaliśmy brzmienia, ale tak, żeby nie zapomnieć o naszej bazie.

SB: Jedną z piosenek nazwaliście Kilka ulubionych miejsc. Które dziś są dla was najważniejsze? 

Tomek: Ja na przykład mam nieograniczoną miłość do miejsca, z którego się wywodzimy, czyli do Żywca. Gdy widzę góry i czuję tamtejsze powietrze, jest mi zdecydowanie lepiej na duchu.

Maciek: Byłem na Islandii i mam tam swoje ulubione miejsca, tak samo jak na Maderze. Nad polskim morzem polecam za to kemping Alexa, a na Mazurach — Nad Zielonym.

Dawid: W moim życiu ostatnio dużo się działo. Z Żywcem mam tak, że bardzo kocham to miasto i wszelakie okolice, w których dorastaliśmy. Są tam takie punkty, do których żywię duży sentyment. Czasami, myśląc o tym, że szybko tam nie wrócę, czuję smutek. A jeśli chodzi o Warszawę, to odkąd zacząłem biegać, odkryłem bardzo dużo miejscówek. Lubię zabierać w nie bliskie mi osoby i mówić: Wow, ja to znalazłem!

Sonbird — wyrwij mi serce

SB: Pod koniec marca zagracie premierowy koncert w warszawskim Niebie. Jak się do niego przygotowujecie?

Maciek: Jesteśmy w trakcie układania setlisty i sprawdzania różnych opcji. Zastanawiamy się, co grać z pierwszego albumu i EP-ki, która wyszła po drodze. Nie mamy wątpliwości, co zagrać z drugiej płyty! 

Dawid: Maciek przygotowuje materiał pod kątem produkcyjnym. Musimy teraz samodzielnie pracować nad tym, by muzyka wypływała z nas bardzo sprawnie i płynnie, bez momentów wątpliwości. Wracamy z płytą i to dla nas ważny koncert, więc nie możemy sobie pozwolić na błędy logistyczne. Jeżeli mamy się pomylić, niech to będzie pomyłka naturalna, a nie taka, która wynikałaby z naszego nieprzygotowania. 

Tomek: Zaczynamy próby i musimy dać z siebie wszystko. Mamy czas do końca marca, więc wiem, że świetnie sobie poradzimy (śmiech)

JG: Macie jakieś typy, jakich utworów będziecie domagać się publiczność?

Dawid: Zagramy piosenki z pierwszej płyty, które zawsze cieszą się pozytywną reakcją słuchaczy. Na pewno zrobimy to w delikatnie odświeżonej formie. Natomiast wydaje mi się, że jako zespół zawsze mieliśmy chęć robienia czegoś – nawet tego, co już było wykonane – jeszcze raz. Więc i tym razem chcemy zaskoczyć.

Zobacz również
koncerty rapowe

Maciek: To pewna pułapka. Gdy tworzysz kawałki, jesteś z nimi bardzo blisko i po jakimś czasie po prostu ci się nudzą. Z drugiej strony moje ulubione piosenki innych zespołów nigdy mnie nie męczą. Zastanawiałem się nad tym, układając naszą setlistę. Zawsze można zrobić nowe aranże od podstaw, ale czy przypadkiem to nie jest tylko zaspokojenie swojego ego? Bo ludziom nie nudzą się te piosenki tak szybko jak nam. 

Tomek: Gadaliśmy o tym wielokrotnie, chyba od 4 lat już! 

Maciek: To prawda, ale dopiero teraz do tego dorosłem. 

JG: Czyli nie trzeba ich jednak odświeżać? 

Maciek: Odświeżać warto, wywracać do góry nogami — niekoniecznie. 

JG: Rozumiem, że jeśli zmienia się wasze brzmienie, to wypadałoby dostosować do niego starsze utwory, żeby na koncercie wszystko wypadło spójnie.

Dawid: Tak. Kiedyś było inaczej, zbyt eksperymentowaliśmy, ale na szczęście wróciliśmy do poprzedniej strategii.

Maciek: To kwestia zmęczenia głowy, która chce czegoś nowego. 

Dawid: Bierzemy to, co znamy już bardzo dobrze, i szukamy w tym czegoś świeżego. Mało jest zespołów, które nie robią zmian. Może Myslovitz jest wierny swojemu brzmieniu. Chłopaki wiedzą, że ludzie chcą tych konkretnych piosenek, dźwięków i aranżacji. Nie walczą sami ze sobą, tylko konsekwentnie prezentują to, za co pokochali ich słuchacze. I to też jest spoko. 

SB: Jest coś, co chcieliście zrobić kiedyś na koncercie, ale nigdy dotąd nie mieliście jeszcze okazji? 

Dawid: Nie pamiętam nazwy zespołu, ale widziałem, jak wokalista biegał z mikrofonem pomiędzy ludźmi i to jest mój cel na przyszłość. Nie chodzi mi o stage diving, tylko takie wejście w tłum. Koniecznie z mikrofonem na długim kablu!

Maciek: Byłem kiedyś na koncercie The National na Torwarze. Wokalista Matt Berninger zszedł ze sceny i biegł z mikrofonem na kablu przez cały Torwar, także dookoła przez trybuny. Pracownicy techniczni trzymali mu ten kabel, a potem musieli go zwijać.

Tomek: Tak byś chciał? 

Dawid: Bardzo. 

Tomek: Naszym marzeniem, które się spełni, jest też zagranie płyty Świetnie na żywo w Niebie. Nigdy wcześniej tego nie robiliśmy! 

Copyright © Going. 2024 • Wszelkie prawa zastrzeżone

Do góry strony