Muzyka

Uncaame z Mosa.Tech o debiutanckim solowym albumie i nowym wcieleniu. „To postać, którą otacza pozorny luksus”

Uncaame

Chcę stworzyć spójną, fikcyjną postać, której będę mógł oddać głos posługujący się językiem najbardziej zbliżonym do mowy potocznej — mówi o swoim alter ego artysta. Płyta Jeden, którą prezentuje jako splendor, właśnie ujrzała światło dzienne.

Jeszcze dwa lata temu, tuż po wydaniu krążka WOJNE, twórczość MOSA.TECH łatwo było potraktować jako spuściznę po Tonfie i Synach. Tymczasem podczas słuchania debiutanckiego solowego albumu połowy grupy, rapera i producenta Uncaame, można w pierwszych chwilach odnieść wrażenie, że ślady po wyżej wymienionych składach całkowicie się zatarły.

Na Jeden mało ulicznego ciężaru czy dysonansu industrialno-grime’owych bitów, z jakich znana była formacja. Zastąpiła je harmonia wybijających się na pierwszy plan smyczków. Wystarczy jednak kilka pierwszych utworów, by dekoracje zaczęły niszczeć. Instrumenty przestają grać czysto, linia melodyczna z promującego wydawnictwo singla Ty decydujesz zostaje poszatkowana.

W naszej rozmowie Uncaame zdradza, dlaczego tak się dzieje, i przekonuje, że ów zabieg przypomina o tym, jak mało o sobie wiemy. Choć podkreśla, że splendor, człowiek zapełniający emocjonalną pustkę dobrami materialnymi, to tylko wymyślona na potrzeby krążka postać, warto zapytać się siebie samych, czy skądś przypadkiem go nie znamy.

Uncaame
okładka albumu Jeden

Marcin Zimmermann: Jeden to twój debiutancki solowy materiał. Zdecydowałeś się nie wydawać go pod pseudnimem Uncaame. Skąd wziął się pomysł na splendora?

Uncaame: Czas, w którym powstawał materiał na Jeden, czyli listopad 2025 – luty 2026, był dla mnie okresem przemian. Przeprowadziłem się z Warszawy do Łodzi, więc chcąc nie chcąc, zostawiłem 80% moich znajomości. Działalność Mosa. Tech przeszła w stan uśpienia, ja zaś potrzebowałem startu od zera. Miałem też poczucie, że nie interesuje mnie język, jakim się opowiada w polskim rapie. Nie odczuwam w nim szczerości, do tego jest niespójny stylistycznie: często zmienia się w nim perspektywę.

splendor miał być do tego kontrą?

Uncaame: Nie nazwałbym go kontrą, bo stan rapu jako gatunku niespecjalnie mnie interesuje. Po prostu wiedziałem, że chcę stworzyć spójną, fikcyjną postać, której będę mógł oddać głos posługujący się językiem najbardziej zbliżonym do mowy potocznej.

Ty decydujesz to pierwszy i jedyny singiel z płyty Jeden.

Opowiedz o tej postaci. Kim jest splendor?

Uncaame: To postać, którą otacza pozorny luksus. Ma natomiast potężne braki emocjonalne, niezdolność do zauważania swoich oraz cudzych emocji. Splendor nie rozumie uczuć, tylko widzi ich skutki.

Czy napisanie tekstów właśnie jako Splendor miało dla ciebie samego wartość terapeutyczną?

Uncaame: W kontekście mojej osoby — absolutnie nie. Jest to postać fikcyjna, posłużenie się nią sprawiło, że nie musiałem się kontrolować. Splendor ma dużo moich cech, w końcu go stworzyłem, ale są celowo wyolbrzymione.

Skąd pomysł, by opowiedzieć historię Splendora za pomocą żywych instrumentów?

Uncaame: Interesowała mnie relacja między luksusem wyrażanym przez instrumenty orkiestrowe a celowym posługiwaniem się kiczem w tekstach. Inspirowałem się też moimi wyobrażeniami na temat muzyki smyczkowej, folkowej i muzyki klasycznej z epoki romantyzmu. Dużą rolę odegrały również aranżacje utworów Dead Can Dance, co myślę, że słychać w niektórych fragmentach tego albumu.

Tu się na moment zatrzymajmy. Dead Can Dance to inspiracja, której się chyba najmniej spodziewałem. 

Uncaame: Ich utwory mają wspólny pierwiastek z moją wrażliwością. Oprócz tego od zawsze kojarzyły mi się ze ścieżką dźwiękową Jocelyn Pook do Oczu szeroko zamkniętych. Obejrzałem go ostatnio po raz kolejny i myślę, że panująca w nim tajemnicza aura jest tą, na której zależało mi na moim albumie. W filmie Kubricka luksus wnętrz, w których znajdują się bohaterowie, jest obrazem pozornego szczęścia. W rzeczywistości jednak te postacie funkcjonują w nieoczyszczonych relacjach, boją się prawdy. Na mojej płycie jest podobnie, ale może łatwo znajdować takie analogie z perspektywy autora.

Oglądając Oczy szeroko zamknięte, nie wiemy, na ile obserwujemy prawdę, a na ile percepcję prawdy postaci tego filmu. Tak też chyba często zdarza się w życiu, że trudno odróżnić to, co nam się wydaje, od tego, co jest. Powracając jednak do warstwy instrumentalnej: jak się tworzy album orkiestrowy bez udziału orkiestry?

Uncaame: Na szczęście nie zależało mi na tym, by to brzmienie było w 100% organiczne. Korzystałem głównie z biblioteki instrumentów orkiestrowych, czasem z sampli, ale 90% tego albumu zostało skomponowane od zera.

Uncaame
Uncaame / fot. materiały prasowe

Rzeczywiście czuć, że to nie prawdziwe, żywe instrumenty, ale nie postrzegam tego za wadę. Warstwa instrumentalna i tak świetnie koresponduje z warstwą tekstową.

Uncaame: Nie chodziło mi o perfekcjonizm. Inną moją inspiracją filmową była Pianistka Michaela Hanekego. Jej bohaterowie to wybitni muzycy, żyjący w świecie iluzji i wnętrzach pełnych przepychu, ale w niedopowiedzianych, toksycznych relacjach.

Zobacz również
blonde boys summer

Tworzysz z takim Splendorem album przez cztery miesiące. Łatwo się potem od niego uwolnić?

Uncaame: Myślę, że nie zdawałem sobie do końca sprawy z ciężaru tej postaci do momentu wydania płyty. Natomiast mam świadomość, że nią nie jestem i że nie jest to album biograficzny, tylko płyta, na której odzwierciedlenie znajduje fragment mojej przeszłości. Ale to tyle.

Więcej undergroundowego rapu znajdziesz na festiwalu 3ERA w Gdańsku. Sprawdź jego program i kup bilety!




Copyright © Going. 2024 • Wszelkie prawa zastrzeżone

Do góry strony