Czytasz
JIMEK znów stworzył historię. Z czego zapamiętamy koncert na Śląskim?

JIMEK znów stworzył historię. Z czego zapamiętamy koncert na Śląskim?

JIMEK koncert

Wyjątkowy koncert, na którym JIMEK wraz z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia opowiedział historię hip-hopu już za nami. Jakie występy i kombinacje najbardziej zapadły w pamięć?

JIMEK wraz z orkiestrą grający ponad 3-godzinny koncert pełen gości, niespodzianek i zwrotów akcji, to bezdyskusyjnie jedno z najciekawszych wydarzeń muzycznych tego roku w Polsce. Oto nasze typy co do najlepszych występów przygotowanych z połączenia raperów i orkiestry pod batutą tego nadzwyczajnego artysty.

Krzysztof Nowak

Celebracja Śląska

Każdy, kto zna historię polskiego rapu, wie, jak ważna była dla niego lokalność. Dlatego właśnie bardzo dobrze się stało, że JIMEK rozpoczął swoje wydarzenie od zaproszenia na scenę grupy Kaliber 44. Zagranie kawałka Nasze mózgi wypełnione są Marią spowodowało tumult, ale do gustu bardziej przypadła mi interpretacja utworu Normalnie o tej porze. No właśnie, interpretacja, bo dzięki instrumentom klasyk dostał większej głębi narracyjnej. Pod koniec eventu słuchacze dostali zaś informację, że legendy szykują swoje 30-lecie. Co, gdzie i kiedy? Tego dowiecie się z poniższego linka.

Bilety na 30-lecie Kalibra 44 znajdziecie tutaj

Paktofonika odmroczona

Po K44 sprawdziliśmy, jak na scenie prezentują się wykonujący utwory Paktofoniki Fokus i Rahim. Tym razem nie pojawili się raperzy wcielający się w rolę Magika (o ich motywacjach do wejścia w buty legendy opowiedzieli nam tutaj). Sposób, w jaki do Chwil ulotnych podszedł NOSPR, to świetna wizytówka symfonizowania rapu. Kultowy numer zmienił charakter – przestał być mroczny, stał się napastliwy i żywy. Statyczne Gdyby… również dostało więcej energii. Taaa, lepiej, jak jest więcej.

Fenomen pustych butelek

Twórczość warszawskiej grupy Fenomen kręciła się wokół dylematów ludzi wchodzących w dorosłość. Pewien pomysł instrumentalny dobrze dopasował jej klasyczny utwór do nowych czasów. W trakcie grania Szansy, mówiącej o zmienianiu życia, na ekranach wyświetlił się instrumentalista, który ze swadą uderzał w puste butelki po alkoholach, a coraz więcej przedstawicielek i przedstawicieli generacji Z rezygnuje z procentów. Przypadek? Tak sądzę, ale wyszło symbolicznie.

Młoda bestia

Nie ma co ukrywać, przed wydarzeniem najwięcej dyskusji pojawiało się nie przy ksywkach kolejnych weteranów, lecz dużo młodszych artystów, którzy mieli zaprezentować swoje dokonania. Jeśli ktoś załamywał ręce nad zaproszeniem Young Igiego, po jego wlocie na scenę powinien sięgnąć po najpopularniejsze kawałki trapera. Kolejny raz potwierdził, że czysto wokalnych umiejętności, wyczucia rytmu i łapania melodii w lot nie można mu odmówić. Chorzowskie wykonanie Bestii ma szansę wbić duże liczby na YouTubie, fakt jest to.

Prezent dla Szczyla

Co do młodych – największe wrażenie i tak zrobił Szczyl, który od ładnych kilku miesięcy raz po raz udowadnia, że jest w stanie nie tyle dźwignąć każdą stylistykę, ile w każdej pokazać niesamowite stilo w zgodzie z samym sobą. To dla reprezentanta autora Polskiej Florydy JIMEK zasiadł przy nobliwych klawiszach, by ten mógł zinterpretować na nowo kawałek Paruje mi bar. Dodajmy jeszcze, że i Banda, i Hiphopkryta wpadli na galowo, a szybko dowiemy się, kto teraz rozdaje karty.

Nowy PRO8L3M Oskara

Kiedy już wydawało się, że o stylistyce PRO8L3MU wiemy wszystko, więc nic nas nie zaskoczy, Oskar pokazał swoje nowe performerskie oblicze. Stało się tak za sprawą zagrania Flar. Chyba każdy z nas ma z tyłu głowę flow wspomnianego rapera z tego numeru. A tu proszę – warszawski weteran postanowił nadpisać swoją twórczość dzięki zdecydowanie większej niż zwykle swobodzie wokalnej. MC bawił się głosem, grał tempem, zmieniał nastroje. Niekiedy brzmiało to jak mini recital w zadymionej jazzowej knajpce!

Siła sióstr

Występ Natalii i Pauliny Przybysz z Sistars był unikalnym akcentem koncertu. Dlaczego? Ano dlatego, że już na pierwszy rzut ucha było słychać, iż mamy do czynienia z profesurą w kwestiach wokali. U duetu nie było słychać chęci dopasowania się do rapowego anturażu. Głosy były mocne i dźwięczny jak u piosenkarek, nie raperek, co doskonale sprawdziło się podczas grania Na dwa. Swoje zrobiła także warstwa muzyczna. Tak mniej więcej wyobrażam sobie Kanyego Westa nagrywającego 808s & Heartbreak w Polsce. To komplement.

Wciąga nas biznes

Już w zasadzie na etapie ogłoszenia występu Jajonasza można było podejrzewać, że usłyszymy występ dla koneserów. W końcu legendarny raper i producent pozostaje nieaktywny od lat. JIMEK zadbał jednak, by jego wykon stał się jednym z najważniejszych podczas koncertu. Nie dość, że Jajo, znany również jako Lukatricks, sparafrazował części swojego nieśmiertelnego Nie jestem k***a biznesmenem (tym razem nawinął, że nie był wtedy), to jeszcze na scenie dołączyli do niego Te-Tris i Ostry, po czym zaimprowizowali kawał wersów. W przypadku tego pierwszego szczególnie miało to swoją wagę, bo Tet działał zarówno w złotych czasach polskiego podziemia, jak i wciąż współtworzy najwyższe managerskie rejestry branży. Tak to można odtwarzać klasykę.

Raportażysta

Polepiony od podstaw do nowej szkoły

Dzisiejsi fani Otsochodzi mogą już nawet nie pamiętać, skąd prowadzą początki jego kariery. Przed staniem się jednym z raperów definiujących w Polsce trap i szeroko pojęty newschool, Młody Jan hołdował starszym brzmieniom. Tak się składa, że pierwszym numerem, którym Otso przebił się do jakkolwiek szerszej publiki był właśnie Polepiony. Utwór bezpośrednio follow-upujący do klasyka FISZa, nagranego 14 lat wcześniej. Tym bardziej serca wszystkich fanów zarówno jednego, jak i drugiego artysty zadrżały mocniej, gdy na koncercie JIMKA postanowiono bezpośrednio zaaranżować oba utwory po sobie. Po nostalgicznym występie FISZa na scenę wleciał Otso, i tak oto pewna klamra narracyjna w naszym hip-hopie zatoczyła pełny obrót.

Sprawdź też
Bad Bunny Spotify

Zdechły Osa ożywiony przez symfoniczny aranż

Aż ciężko uwierzyć, jak imponująco i naturalnie wypadł Zdechły Osa ze swoim performance’m. Raper z Wrocławia zagrał swoje największe hity nie pokazując po sobie najmniejszego cienia stresu czy jakiegokolwiek czucia się nieswojo. Nie tylko jego wokal fenomenalnie współgrał z zaaranżowanym podkładem. Także całe ciało Osy wręcz wiło się w rytm orkiestry i współgrało z całością w sposób naprawdę imponujący. Każdy drobny gest i dźwięk, który wykonał podczas swojego występu, kooperował z muzyką NOSPR oraz JIMKA perfekcyjnie.

Newschool pokazał, że w nim również liczy się współpraca

Poza fenomenalnym solowym występem, Young Igi od świetnej strony pokazał się także z Young Leosią i podczas wykonywania utworu No weź z projektu Club 2020. Aranż podkładu autorstwa PSR’a został odegrany w sposób co najmniej niebanalny. Ponadto zarówno Igi jak i Leosia doskonale odnaleźli się na nowej wersji i udowodnili, że współczesny hip-hop to nie tylko same indywidualne persony.

JIMEK koncert

Zakończenie tym, od czego się wszystko zaczęło

Po trzech godzinach nieustannej epickości i kiloton nostalgii zdawało się, że cały koncert zmierza ku końcowi. Wszyscy artyści z line-upu odegrali swoje role, pozostawało jedynie obdarować wszystkich salwami braw i kończyć show. Wtem JIMEK wspomniał, że zapomniał o jeszcze jednym utworze w repertuarze. Wtedy na scenę ponownie wbiegł Pezet (występował już wcześniej jako część Płomienia 81). Orkiestra z kolei zaczęła grać Nie muszę wracać – pierwszy historyczny kontakt JIMKA i jego artystycznego sznytu z polskim hip-hopem.

JIMEK koncert

Tak oto dzieje hip-hopu zatoczyły pełne koło, a JIMEK zakończył tym, czym zaczął. Wszyscy artyści wyszli wówczas na scenę i mogliśmy ujrzeć stojących ramię w ramię przedstawicieli wszelkich szkół i nurtów polskiego rapu. Ciężko wyobrazić sobie lepszy finał tego wydarzenia. JIMEK i jego wyjątkowy koncert na zawsze przejdą do historii tej kultury.

Copyright © Going. 2021 • Wszelkie prawa zastrzeżone