Czytasz
„Okej” wystarczy – o ciałopozytywności z autorkami książki „Moje ciało jest okej”

„Okej” wystarczy – o ciałopozytywności z autorkami książki „Moje ciało jest okej”

Od lewej: Aleksandra Górecka i Anna Natasza Górecka, fot. Staszek Kamionka, mat. promocyjne

Anna Natasza Górecka i Aleksandra Górecka napisały książkę, jakiej im brakowało. Moje ciało jest okej to publikacja (nie tylko) dla dzieci, która uczy szacunku do siebie. Autorki opowiedziały mi o ciałopozytywności, roli mediów w kształtowaniu relacji z ciałem i pracy z kompleksami.

Moje ciało jest okej zaczyna się od powitania. Autorki przedstawiają się czytelnikom i czytelniczkom, ale nie w formie typowych biogramów – te znajdziemy dopiero na końcu. Już początek lektury sprawia, że czujemy się jak w domu. Nowe wydawnictwo od Znak Emotikon ma w przyjazny sposób uczyć relacji z ciałem. O książce Anna Natasza Górecka i Aleksandra Górecka opowiedzą na żywo już 26 września w warszawskiej Kawie Popularnej. Zanim to nastąpi, przeczytajcie, co dziewczyny powiedziały mi o tej wyjątkowej publikacji.

Kiedy czytałam Waszą książkę, w głowie miałam taką jedną myśl – szkoda, że za czasów mojego dojrzewania nie było takiej lektury. Jednocześnie znalazłam w niej wiele dla tej „dorosłej siebie”. Czy to rzeczywiście książka tylko (i aż!) dla dzieci? Czy możemy ją czytać jako książkę skierowaną niekoniecznie do dorastającego dziecka lub nastolatka a po prostu do człowieka – niezależnie od wieku czy płci?

Ola: Właśnie ten brak był jednym z powodów, dla którego napisałyśmy tę książkę. Teraz ruch ciałopozytywności jest coraz bardziej widoczny, różnorodność coraz częściej pojawia się w mediach a dostęp do treści mówiących o tym, że zmiany, którym podlega nasze ciało jest naturalne, jest coraz większy. Poczułyśmy, że szkoda, że nie mówiło się o tym, kiedy byłyśmy małe. Przekaz w mediach, do którego miałyśmy dostęp jako dzieci, był raczej nastawiony na propagowanie konkretnego wzorca. 

Wspomniałaś, że w książce znalazłaś wiele rzeczy dla siebie –  słyszałyśmy już wiele podobnych opinii od innych dorosłych osób. Książka jest napisana językiem skierowanym do grupy odbiorców w wieku 9-12 lat. Z drugiej strony prosty i przyjazny język i jest przyjemnym językiem do czytania dla wszystkich – również dla dorosłych. 

Starałyśmy się w naszej książce poważnie traktować naszych odbiorców i odbiorczyniei, bo ta książka – tak jak powiedziałaś – może być po prostu dla osób (a dzieci to też osoby!)

W książce mówimy o tym, że ciało podlega zmianom nie tylko w okresie dojrzewania, ale tak naprawdę przez całe życie. Te zmiany zachodzą w innym tempie, czego innego dotyczą, ale troska o ciało i akceptacja zmian nie powinny zanikać z wiekiem. 

Ola

Czy to książka skierowana również do rodziców? 

Jak najbardziej rodzice mogą być odbioracmi i odbiorczynami tej książki., Jeśli rodzice przeczytają tę książkę lub osoby, które będą mieć w przyszłości dzieci, to jest szansa, że swoją postawą przekażą ciałopozytywność dalej. Obraz ciała w głowie dziecka w dużej mierze pochodzi od przekazywanych mu przez rodziców (lub opiekunów) wzorców. 

Rodzice rzadko rozmawiają z dziećmi o ciele – ciało jest często pomijane. Jak myślicie, skąd ta rezerwa? Czy ciało to nadal temat tabu, mimo że w mediach tego ciała jest bardzo dużo? 

Ola: Ciało nie jest tematem tabu w mediach w kontekście jego pokazywania, ale w kontekście rozmowy o nim – już tak.

Brakuje rozmów o ciele i emocjach, o tym, jak my się w tym ciele czujemy. Rozmowy częściej są o tym,jak ono wygląda.

Ola

To, z czego może wynikać ten dystans do rozmowy o emocjach to w dużym stopniu kwestia dostępu do wiedzy psychoedukacyjnej. Gdy rozmawiam z moimi znajomymi, rówieśnikami i rówieśniczkami, mam wrażenie, że osoby w przedziale 25-35 lat to pierwsze pokolenie, które ma dostęp do specjalistycznej wiedzy psychologicznej, wiedzy związanej z emocjami.

Wiąże się to pewnie m.in. z tłumaczeniami konkretnych publikacji, które można teraz dostać w Polsce. Wcześniejsze pokolenia nie mogły ich przeczytać. Rodzice osób w mojej grupie wiekowej często mówią, że czasami szkoda im, że nikt im tego nie powiedział i nie mogli tego przekazać dalej. 

Z drugiej strony jest to kwestia mediów, które kreują konkretne wzorce ciała – np. jeden typ sylwetki. Mam wrażenie, że dopiero teraz do mainstreamowych mediów wchodzi różnorodność. Zanim ludzie się do niej przyzwyczają też musi minąć trochę czasu. 

Jednocześnie ciała jest tak dużo – w Internecie, social mediach. Instagram tworzy nowe trendy zatruwające naszą percepcję siebie. W książce pojawia się m.in. hip dip czy thigh gap. Czy zauważyłyście, żeby media społecznościowe konstruowały nowe kompleksy?

Ola: Myślę, że bardzo trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Przykładem może być przerwa między zębami, czyli tzw. diastema – w zależności od tego, kto ją zaprezentuje, może być kompleksem lub atutem. 

To, czy media wygenerują więcej kompleksów czy powodów do dumy zależy od tego, kto je prowadzi i kto je odbiera. 

Ciężko dopasować się do tych trendów – coś, co jest wadą zaraz zacznie być zaletą. Media są kapryśne a wzorce coraz bardziej płynne. 

Anna Natasza: Ja to widzę trochę inaczej, nie mam poczucia, żeby trendy dotyczące ciała zmieniały się bardzo szybko. Natomiast na pewno w ostatnich latach nastąpiła zmiana głównego wzorca piękna z sylwetki bardzo szczupłej na też szczupłą, ale jednocześnie z wyraźnymi krągłościami. Taki kształt ciała jeszcze trudniej osiągnąć. Wydaje mi się, że to zjawisko zaczęło się od popularności Kardashianek, a social media mocno się do tego przyczyniły.

Media społecznościowe to też przestrzeń, gdzie gwałtownie “wyciąga się na wierzch” istniejące od dawna zjawiska, nadając im nowe nazwy.  Przykładem może być jeden z najczęstszych kompleksów, czyli postrzeganie ud jako zbyt grube. Ten kompleks towarzyszy wielu ludziom od dawna, ale samo pojęcie “thigh gap” pojawiło się stosunkowo niedawno.

Social media mogą błyskawicznie i jaskrawo zwracać uwagę na pojedyncze zjawiska. Jednak sam zestaw najczęściej spotykanych kompleksów w sumie tak bardzo się nie zmienił. 

Anna Natasza
Fragment książki „Moje ciało jest okej”, mat. promocyjne

Media społecznościowe opakowują stare kompleksy w nowy hashtag. 

Anna  Natasza: Najniebezpieczniejszym aspektem social mediów jest według mnie nie sam przekaz, a brak różnorodności i eksponowanie jednego, bardzo konkretnego typu urody. Oczekuje się od nas, że każdy się do niego dostosuje. Jednak często jest on osiągalny tylko dla wąskiej grupy osób z odpowiednimi uwarunkowaniami biologicznymi.

Albo pieniędzmi na operacje plastyczne. Typ sylwetki Kardashianek, o którym wspomniałaś, dla wielu możliwy jest jedynie dzięki skalpelowi. Ta “walka o sylwetkę” nie jest wyrównana. To rodzi kompleksy. Czy pamiętacie, z jakimi kompleksami borykałyście się w okresie dojrzewania? 

Anna Natasza: Część moich kompleksów była ze mną od zawsze, ale w różnym natężeniu. Najtrudniejsza jest chyba moja relacja z udami. Odczuwam ją jako falową, raz je akceptuję bardziej, raz mniej. Natomiast kompleks, który miałam kiedyś, a teraz faktycznie się go pozbyłam, dotyczy bielactwa.

Książkę możecie kupić tutaj

Jako nastolatka bardzo wstydziłam się bielactwa, wkładając bardzo dużo czasu, energii i pieniędzy, by je zamaskować. Teraz to cecha, którą lubię i uważam za swój atut, ciekawy wyróżnik. 

Anna Natasza

Myślę, że ważne jest, by mieć w sobie zgodę na to, że kompleksy mogą zawsze wrócić. Takie wewnętrzne przyzwolenie na to, że możemy się też czasem w naszym ciele czuć gorzej. To tworzy mniej presji, niż oczekiwanie od siebie ciągłego samouwielbienia 

Ola: Kiedyś nie podobał mi się kształt mojego nosa, uważałam, że przeszkadza, że jest duży. Teraz nadal nie myślę o nim, jako o ładnym elemencie siebie, ale nie zwracam na niego uwagi. Nie mam już tego kompleksu, ale zwalczenie go nie wymagało pokochania tej części ciała. 

Ważne jest to, żeby wystrzegać się skrajności. Ta relacja z ciałem nie musi być skokowa. Myślę, że to bardzo ważne, co mówicie – że mamy prawo, jako ludzie, mieć również trudną relację z ciałem. 

Ola: Ważnym motywem w książce jest dla nas akceptacja, a nie miłość do naszego ciała. Nie stawiajmy sobie poprzeczki zbyt wysoko.

Przede wszystkim ważne, żeby  ciało zaakceptować, zatroszczyć się o nie i o siebie. Jeśli w przyszłości uda się je pokochać, to dobrze, ale sama akceptacja jest czymś wystarczającym.

Ola

Ważne, żeby zachować równowagę w głowie i presji bycia pięknym nie zastąpić presją wymuszonego, nieszczerego zadowolenia z siebie. 

Anna Natasza: Stąd też tytuł książki Moje ciało jest okej – “okej” wystarczy, nie musi być “super” albo “idealne”. 

Wasza książka pisana jest w duchu “bodypositvity”. Wielu krytyków łączy ten ruch i wspomnianą akceptację z przyzwoleniem na niezdrowe nawyki, np. promowaniem otyłości czy wręcz brzydoty. Z głosów sprzeciwu wyłania się duże skoncentrowanie na samej aparycji. 

Autorki książki, od lewej: Aleksandra Górecka i Anna Natasza Górecka, fot. Staszek Kamionka, mat. promocyjne

Anna Natasza: Chciałyśmy naszą książką zwrócić uwagę na to, że temat ciała nie dotyczy tylko wyglądu.

Ciało pełni bardzo dużo różnych funkcji – pozwala nam chodzić, trawić, kontaktować się ze światem i ludźmi, po prostu żyć. A niejako przy okazji też w jakiś sposób wygląda.

Anna natasza

Często w mediach mówi się o ciele tylko w tym ostatnim kontekście. A może sposobem na polubienie naszego ciała jest docenienie tego, co ono dla nas robi, a nie tylko jak je widzą inni czy mi sami

Wspominałaś o promowaniu otyłości. Tak naprawdę dużo łatwiej jest zacząć się zdrowo odżywiać czy uprawiać sport, gdy robimy to z troski i szacunku do naszego ciała, niż dlatego, że chcemy z nim walczyć. Dlatego według mnie myślenie ciałopozytywne prowadzi do współpracy z ciałem, a nie zaniedbania. 

Zaburzenia odżywiania najczęściej  biorą się z tego, że dana osoba nie akceptowała samej siebie – i albo próbowała walczyć o zmianę swojego wyglądu, albo wytworzyła mechanizmy regulowania emocji poprzez jedzenie.

Zwracacie w książce uwagę na to, że ciało jest z nami od momentu narodzin aż do końca. Musimy je szanować. Od momentu, kiedy wychodzimy z brzucha mamy aż do śmierci – ciało się ciągle zmienia – to jeden  z moich ulubionych fragmentów.  Dlaczego ludzie tak bardzo boją się tej transformacji? Jak ją oswoić? 

Anna Natasza: Wydaje mi się, że to znowu kwestia różnorodności. Jeśli znamy tylko jednej kanon urody, ten promowany w mediach,, cały wysiłek wkładamy w to, by się do niego zbliżyć. Ten lęk, o którym mówisz, wynika z potrzeby kontroli i dopasowania się do wzorców. A jeśli spojrzymy na ludzi akceptując ich różnorodność, w tymróżnorodność ciał, łatwiej nam zaakceptować też nieuchronność zmian u siebie. Lepiej zaprzyjaźnić się z ciałem, niż ciągle czegoś od niego wymagać. 

Sprawdź też

Z autorkami spotkacie się już 26 września na spotkaniu autorskim w Warszawie

Przypomniałam sobie dedykowane śledzeniu zmian cielesnych wśród celebrytek, aktorek, piosenkarek które oglądałam, gdy byłam nastolatką. Ich admini podkreślali na ogół drastyczne zmiany w ich wyglądzie – albo chorobliwą otyłość, albo wychudzenie. Z perspektywy czasu wydaje mi się to przerażające. Transformacja nie była tam traktowana jako coś normalnego, ale jako sensacja. 

Ola: Wracamy do tego, w jaki sposób media konstruują swój przekaz. Nie powinno to być sensacją, ale czymś naturalnym. Ważne, żeby uświadamiać ludzi, że nawet w ciągu jego dnia ich ciało się zmienia – np. kiedy są zmęczeni mogą ich puchnąć oczy.

Zmiana ciała może też być sygnałem, że coś się w nas dzieje, być dla nas cenną informacją.

Ola

Anna Natasza: Zjawisko niezgody na zmianę bardzo dobrze widać, gdy w mediach poruszany jest temat ciąży, na przykład celebrytki. Często towarzyszy temu presja na kobiecie, by jak najszybciej wróciła do swojej ”dawnej formy”. Oczywiście na pewno warto zadbać w tym czasie o regenerację, ale jednocześnie ciało nigdy nie będzie identyczne jak przed ciążą. Z tym faktem wielu osobom trudno się pogodzić. Ten przykład pokazuje, jak duża jest w nas niezgoda na zmienność ciała. 

Tworząc Waszą książkę zaprosiłyście do współpracy goście i gościnie często aktywnie działających w mediach. W rozdziale Historie o różnorodności wypowiadają się m.in. Wojtek Sawicki, dziennikarz muzyczny, współtwórca projektu Life on Wheelz, czy aktywistka Ogi Ugonoh. 

Ola: Chciałyśmy poprzez ten rozdział pokazać, że w pewnym sensie każdy jest ekspertem od samego siebie. Oddać głos konkretnym osobom, żeby nie opowiadać za innych o ich indywidualnych doświadczeniach. 

Czy książka bazuje również na Waszych historiach? Czy jest bardziej osobista czy ekspercka? 

Anna Natasza: Ja jestem z wykształcenia psycholożką, prowadziłam warsztaty świadomej pracy z ciałem. Ola ma wykształcenie pedagogiczne, na co dzień pracuje z dziećmi. Tworząc książkę czerpałyśmy z naszej wiedzy wynikającej z edukacji, praktyki zawodowej, i oczywiście również z własnych doświadczeń. 

Ale finalnie ta książka jest mało osobista. Przynajmniej ja starałam się pisać ją z roli psychologa, a nie z roli prywatnej. Z osobistego kawałka historii wzięło się przede wszystkim marzenie, by taka książka powstała. 

Na jej końcu zawarłyśmy też notkę metodologiczną, gdzie zaznaczamy inspiracje i źródła: co zaczerpnęłyśmy z terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, z psychoterapii Gestalt, terapii poznawczo-behawioralnej czy arteterapii. 

Książka to również zbiór ćwiczeń. Czytelnik musi dosłownie przepracować temat ciała, wchodząc z książką (i dzięki temu z samym sobą) w interakcję, dialog. Są tu zarówno quizy, jak i pytania otwarte. Na czym skupiałyście się tworząc tak różnorodne zadania? 

Ola: Różnorodność ćwiczeń wynikała między innymi z tego, żeby nie było nudno. Ćwiczenia miały pomóc w przepracowaniu tematów, żeby trochę z nimi pobyć. Gdy mamy coś zapisać, o wiele lepiej to zapamiętujemy. 

Zależało nam, żeby ta książka mogła zostać z odbiorcą/odbiorczynią na dłużej niż być tylko szybką, jednorazową lekturą. Można do niej wracać, coś dopisać a nawet dorysować.

Ola

Niektóre ilustracje są niedokończone, zachęcają do uzupełnienia ich, pokolorwania. Chciałyśmy w ten sposób ośmielić czytelniczki i czytelników do wprowadzania własnych zmian w książce, sprawiając, że będzie bardziej ich. Można to połączyć ze wspomnianym już tutaj strachem przed zachodzącymi w ciele zmianami. Nasza książka ma się zmieniać, zachęca do dania sobie tego luzu, zaakceptowania zmian.

Dzięki temu zmienia się w rodzaj pamiętnika, też ulega transformacjom. 

Fragment książki „Moje ciało jest okej”, mat. promocyjne

Ola: W rozdziale o gościach i gościniach jest też puste miejsce dla czytelnika czy czytelniczki – każdy może napisać tam coś od siebie, wpisując się w całość, stając się bohaterem czy bohaterką książki. Wiele ćwiczeń w książce powstało w zgodzie z nurtami psychoterapeutycznymi, o których wspominałyśmy. 

Anna Natasza: Wiemy od czytelników, że rodzice czytający książkę wspólnie z dziećmi,często robią też razem ćwiczenia. Jedna znajoma opowiadała nam, że dla jej córki ważne było usłyszeć, jak jej mama odpowiada na zadane w książce pytania. 

Ćwiczenia traktujemy trochę jak takie narzędzia pomagające rodzicom wejść w interakcję z dzieckiem. Rolą tej książki miała być pomoc w poruszaniu tematu ciała. 

Anna Natasza

Macie w planach wyjście z projektem poza książkę? Organizację prelekcji, spotkań, może warsztatów? 

Ola: Z części książki został stworzony szkic scenariusza do lekcji na temat ciałopozytywności. Udostępniałyśmy go m.in. na grupie nauczycielskiej na Facebooku, gdzie spotkał się z dużym odzewem. Chcemy dzielić się naszymi materiałami z osobami, które mogą podać je dalej, opracować warsztaty, lekcje. 

Anna Natasza: Nie wykluczam, że wrócimy do tego tematu, ale trudno powiedzieć w jakiej formie. Dziś zapraszamy na spotkanie autorskie na Pańskiej, gdzie będzie można posłuchać nas na żywo. 

Copyright © Going. 2021 • Wszelkie prawa zastrzeżone