Autorka „Roku wśród kwiatów”: „Pragnę, byśmy mogli stać się bardziej podobni do roślin”
Szefowa działu kreatywnego Going. Pisze i rozmawia o książkach, feminizmie…
– Obserwowanie pojawiających się nowych liści i wzrostu rośliny jest jak śledzenie wątków w serialu, filmie czy telenoweli – mówi koreańska pisarka Kim Keum Hee o swojej relacji z roślinami. Jej książka Rok wśród kwiatów właśnie trafiła do polskich czytelniczek.
Kim Keum Hee jest certyfikowaną rośliniarą. W seulskim mieszkaniu towarzyszy jej ponad siedemdziesiąt doniczek, wypełnionych zielonymi… dziećmi? przyjaciółmi? To właśnie o intymnych, a zarazem trudnych do zdefiniowania relacjach z domową przyrodą pisarka opowiedziała nam w trakcie swojej wizyty w Polsce. Wspólnie z autorką Roku wśród kwiatów zastanawiamy się też nad ekonomicznym, klasowym i etycznym wymiarem roślinnego zbieractwa.
Książka ukazała się nad Wisłą nakładem Wydawnictwa W.A.B. w tłumaczeniu Klaudii Szary.

Jagoda Gawliczek, Going. MORE: Olivia Laing w Ogrodzie poza czasem nazywa pielęgnowanie roślin sposobem na uratowanie kawałka umierającego świata. U ciebie domowa dżungla pozwala raczej wejść w rytm natury i pogodzić się z jego cyklem. Czy to różnica kulturowa, czy osobista?
Kim Keum Hee: To coś osobistego. Najbliższa jest mi perspektywa zorientowana na rośliny. Dla mnie przebywanie z nimi jest niczym traktowanie ich jak członków rodziny czy przyjaciół.
Czujesz się bardziej partnerką, a nie właścicielką roślin?
Kim Keum Hee: Moje podejście wydaje mi się bardzo egalitarne. Jeśli miałaby istnieć jakaś hierarchia, to tylko w rozumieniu, że jestem kamerdynerką dla roślin. Mówią mi: Czas napić się wody, więc powinnaś mi ją przynieść. Ale nadal chodzi tu o dobrowolną troskę. Dobre traktowanie roślin zawiera w sobie także dobre traktowanie domu i samego siebie. Te wszystkie elementy składają się na relację partnerską.
Jennifer Nadel: „Intelekt jest kiepskim panem i wspaniałym sługą”
Twoja empatia wobec roślin wydaje się więc bardziej gestem empatycznym niż politycznym.
Kim Keum Hee: Ważne, by stale czuć, że jesteśmy częścią natury. Uprawa roślin w domu sprzyja takiej pokorze. W kontekście kryzysu klimatycznego trzeba koniecznie myśleć o jedności między roślinami a ludźmi. Z tej perspektywy uprawa roślin w domu jest wręcz konieczna. Jednocześnie uważam, że nie powinniśmy zanadto obciążać ludzi tematem kryzysu. Jeśli bowiem wywiera się na nich zbyt dużą presję, będą próbowali od niej uciec. Dużo bardziej skuteczne wydaje mi się właśnie położenie nacisku na budowanie harmonii z naturą, która w konsekwencji jest i tak jednym ze sposobów na rozwiązanie kryzysu klimatycznego. Swobodnie cieszmy się codziennością i każdym dniem z roślinami, skupiajmy na pielęgnowaniu tych relacji.
Zachód dużo mówi dziś o climate grief, czyli żałobie po znikającym świecie. Czy Korea ma swoją wersję tego zjawiska?
Kim Keum Hee: Nie powiedziałabym, ale nie dlatego, że Koreańczycy się nie przejmują. Chodzi raczej o to, że obecnie mają w sobie dużo więcej nadziei niż w poprzednich latach. Do niedawna sytuacja polityczna w Korei była bardzo chaotyczna. Zmienili ją jednak obywatele, którzy wyszli na ulice, żeby publicznie wyrażali swoje opinie. Dzięki temu mamy teraz nowy rząd. Zamiast odczuwać smutek czy żałobę, w społeczeństwie koreańskim dominują bardziej optymistyczne postawy i przekonanie, że możemy zmieniać świat. Nawet jeśli czasami po drodze popełnimy jakieś błędy, otrząsamy się z nich i działamy dalej.
Czego ludzie mogą nauczyć się od roślin?
Kim Keum Hee: Podstawowa różnica jest oczywiście taka, że ludzie mają emocje i to nie zawsze pozytywne. Czasami mogą prowadzić na przykład do samookaleczania. Kiedy patrzę na rośliny, w pierwszej kolejności zauważam ich prostotę. Żyją z dnia na dzień. To niezwykle mądre. Oczywiście, ludzie nie mogą w pełni stać się roślinami. Obcowanie z ich wolą życia sprawia jednak, że pragnę, abyśmy mogli stać się do nich chociaż bardziej podobni.
A jak rośliny wpływają na twoją praktykę pisarską?
Kim Keum Hee: Rośliny to piękne byty. W zależności od tego, jak pada na nie światło, ich kolory zmieniają się i mienią. Obserwowanie pojawiających się nowych liści i wzrostu rośliny jest jak śledzenie wątków w serialu, filmie czy telenoweli. Samo pisarstwo jest z kolei zadaniem wystawiającym na samotność, bo praktykuje się je jednak w odosobnieniu. Rośliny działają wówczas jako wsparcie.
Czytając Rok wśród kwiatów, myślałam o książce Uratuj mnie. O psach i ich ludziach Margaret Grebowicz. Autorka odnosi się w niej do kategorii posiadania psów, różnie postrzeganej w zależności od statusu klasowego. Czy w przypadku roślin zauważasz podobną tendencję?
Kim Keum Hee: Można zauważyć coś podobnego, gdy zaczynamy myśleć o roślinach w sposób materialistyczny. Weźmy na przykład monsterę. Normalnie jest dosyć tania. Kiedy jednak liście zaczynają przybierać rzadki kształt lub pojawia się na nich biały kolor, jej cena szybuje w górę. Wiele osób widzi więc w roślinach wyznaczniki statusu czy produkty. Ja nie patrzę w ten sposób na ich wartość. Lubię przyjść do sklepu i kupić tę, która po prostu wpadnie mi w oko.
A jak w ogóle zaczęła się ta cała przygoda? Od początku chodziło ci o budowanie więzi z roślinami?
Kim Keum Hee: Od zawsze kochałam drzewa i byłam z nimi bardzo związana. Akcja wielu moich tekstów dzieje się w ich pobliżu. Około 2000 roku moja pasja rozwinęła się w stronę posiadania roślin w domu. Zbierałam je po to, by je pielęgnować i przyglądać się im jako partnerom. Tak było od samego początku.
Posiadanie zwierząt może stać się drogą rozrywką: treningi, zabawki, specjalistyczna żywność. Czy to samo można powiedzieć o trendzie roślinnym w mieszkaniach?
Kim Keum Hee: Rzeczywiście niektórzy traktują zwierzęta czy rośliny jako wyznaczniki statusu i chwalą się nimi, ile mają pieniędzy. W gruncie rzeczy większość posiadaczy roślin nie kieruje się jednak czystą chęcią posiadania. Chodzi raczej o doglądanie, opiekę i akty troski. Dodatkową różnicą między zwierzętami a roślinami jest to, że te drugie się tak dużo nie przemieszczają i przez to trochę nie da się nimi tak obnosić. W filmie Leon zawodowiec tytułowy bohater nosi wprawdzie roślinkę ze sobą, ale to wyjątek od reguły.
To może jednak jest całkiem odwrotnie i pielęgnowanie roślin to akt oporu przeciwko kapitalistycznemu przymusowi produktywności?
Kim Keum Hee: Wczoraj poszłam do kawiarni w Polsce. Przyglądałam się bariście, który mielił ziarna kawy, a wokół niego stały afrykańskie rośliny. W Korei nawet małe sadzonki są bardzo drogie. Proces sprowadzania tych okazów z krajów tropikalnych zawsze będzie mieć związek z kapitalizmem i – potencjalnie – także wyzyskiem. Jest mi z tym trochę smutno. Warto dlatego myśleć o etycznym wymiarze kupowania roślin.
Szefowa działu kreatywnego Going. Pisze i rozmawia o książkach, feminizmie i różnych formach kultury. Prowadzi audycję / podcast Orbita Literacka. Prywatnie psia mama.

