Bez algorytmów i sztucznego hype’u. Z apką Unknown Band odkrywanie artystów znów będzie frajdą
Redaktor naczelny Going. MORE. Publikował lub publikuje także na łamach…
Dopóki nie polubisz, nie dowiesz się, kto gra. Korzystanie z narzędzia, które właśnie trafia na rynek, przypomina muzyczną randkę w ciemno. Dużo w nim zabawy, ale i korzyści dla samych twórców uwolnionych od monopolu streamingów. Co warto wiedzieć o Unknown Band?
Spis treści

W latach 90. prof. Paul Goldstein ze Stanford Law School wymyślił zgrabną metaforę opisującą rewolucję, u progu której stanął wówczas przemysł muzyczny. Zdaniem eksperta od własności intelektualnej słuchacze, wcześniej uzależnieni od fizycznych nośników w postaci płyt CD, winyli i kaset, mieli wkrótce uzyskać dostęp do niebiańskiej szafy grającej (celestial jukebox). Badacz wyobrażał sobie, że mechanizm przybierze formę „satelity krążącego nad Ziemią i czekającego na zamówienie abonenta, aby połączyć go z dowolną liczbą utworów z ogromnego magazynu za pośrednictwem domowego lub biurowego odbiornika”.

Muzyczna studnia bez dna
Goldstein niejako przepowiedział przyszłość, a przełomowa idea niedługo później ucieleśniła się w serwisach streamingowych. Dla wielu osób stały się główną (i często jedyną) drogą słuchania muzyki. Z samego Spotify pod koniec 2025 roku regularnie korzystało ponad 750 milionów osób, z czego 30% wykupiło płatny dostęp do platformy. To właściwie nieskończone źródełko dźwięków, bo według nieoficjalnych statystyk katalog aplikacji codziennie zasila ponad 100 tysięcy nowych utworów.
Beneficjentami streamingów mieli okazać się nie tylko odbiorcy, ale też sami artyści. W końcu dostali narzędzie, by przełamać bariery geograficzne i łatwiej trafić do odbiorców z całego świata. Jak jedna dobrze wiadomo, na niebiańskiej szafie grającej od początku było widać wiele pęknięć, a ich liczba tylko rośnie w czasie. Na przykładzie Spotify szerzej opowiada o tym netfliksowy serial Playlista albo głośna książka Mood Machine Liz Pelly. Wprost mówią o nich też gwiazdy estrady, jak choćby James Blake, Massive Attack czy King Gizzard & the Lizard Wizard.
To nie jest kraj dla debiutantów
Dla twórców aplikacji Unknown Band głównym problemem streamingów okazał się ich modus operandi — algorytm podpowiadający słuchaczom, czego będą słuchać w następnej kolejności. Rzekomo analizuje różne dane dotyczące preferencji użytkownika i podobnych do niego osób, a także konkretnych piosenek. W praktyce nie jest jednak ani bezstronny, ani transparentny. Bardziej przypomina czarną skrzynkę, a odkrywanie jej tajemnic — otwieranie puszki Pandory.
Już ponad dekadę temu informowano, że w niektórych serwisach można wykupić miejsce na popularnej playliście. Tematyczne składanki poza niesprawiedliwie faworyzowanymi numerami zawierają także utwory fikcyjnych artystów, często powstałe z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Dziennikarze szwedzkiego dziennika Dagens Nyheter ustalili, że tylko jeden producent z ich kraju, Johan Röhr, sam napisał pod 650 różnymi pseudonimami ponad 2700 kawałków. Łącznie odsłuchano je 15 miliardów razy. Muzyk ewidentnie oszukał system i dorobił się dzięki temu fortuny.
Artyści z krwi i kości, zwłaszcza ci debiutujący, podwójnie tracą na takich procederach. Są na przegranej pozycji, chyba że od razu zainwestują nieadekwatne środki w promocję. Mają przez to mniejsze szanse na to, żeby trafić do potencjalnych fanów, a co za tym idzie — uczynić z dystrybucji muzyki regularne źródło dochodu. Taki problem paradoksalnie trudno im ominąć. Mogliby dołączyć do coraz powszechniejszego bojkotu serwisów i wydawać piosenki na własną rękę, ale świadomie zrezygnują wtedy z obecności w medium często wybieranym przez słuchaczy.

Od artystów dla artystów
Twórcy Unknown Band świadomie nie chcą konkurować ze streamingami ani ich zastąpić. Ambicją start-upu nie jest znalezienie recepty na wszystkie bolączki przemysłu muzycznego wywołane przez technologicznych gigantów. Skupia się za to na ich drobnym, ale kluczowym dla debiutantów wycinku – etapie budowania fanbase’u i jego sukcesywnego poszerzania. — Wiemy, jak trudno znaleźć słuchaczy, a to nasza odpowiedź na problemy, z którymi sami mamy do czynienia na co dzień — przeczytamy na stronie internetowej projektu. Bartek Mieżyński, jego dyrektor generalny, występuje choćby pod własnym nazwiskiem i w zespołach Bujaturla oraz Dla Kontrastu. Olga Stolarek, specjalistka od komunikacji, jest też wokalistką grupy Heima.
Zasady działania aplikacji są proste. Użytkownicy rozpoczną swoją przygodę z Unknown Band od wyboru gatunku i nastroju, w jakim będzie utrzymana wytypowana dla nich piosenka. Algorytm wybierze ją losowo spośród tych, które spełniają wskazane kryteria, kładąc nacisk na to, żeby w pierwszej kolejności zaproponować artystów grających w pobliżu miejsca zamieszkania słuchacza. Tak aplikacja chce docelowo animować lokalne środowisko. Najpierw poznasz swojego nowego ulubionego wykonawcę, później szybko złapiesz go na koncercie.

Zobaczyć prawdziwego twórcę
W całym doświadczeniu muzyka gra pierwsze skrzypce — i to dosłownie. Słuchający zapoznaje się tylko z samym utworem, po czym go ocenia. Dopiero jeśli przyznał mu 4 lub więcej gwiazdek, uzyskuje dostęp do informacji, kto za nim stoi. Dostanie także przekierowanie do serwisów streamingowych i profilów artysty w mediach społecznościowych. W przeciwnym razie kawałek przepada, a polowanie rozpoczyna się od nowa.

Unknown Band filtruje udostępniane treści pod kątem potencjalnego wykorzystania w nich AI. Poza tym świadomie prezentuje nowych wykonawców bez zdjęć, okładek czy teledysków. Pozbawiając dźwięki wizerunkowej otoczki, daje słuchaczom szansę na to, żeby poznać je w pełni, z daleka od początkowych założeń czy uprzedzeń. Sprzyja też samym artystom, bo mogą w pełni skoncentrować się na tym, co robią najlepiej. — Najpierw dźwięk, potem historia. Dopiero wtedy widzą prawdziwego ciebie — zachęcają wykonawców twórcy aplikacji.
Pora na celny marketing
Nowość na polskim rynku będzie bezpłatna dla samych użytkowników. Ostatecznie nie uzyskują bowiem dostępu do całej dyskografii danego wykonawcy, tylko jej reprezentatywny wycinek. Aplikacji bliżej zatem nie tyle do klasycznego odtwarzacza, co do gry gry pozwalającej poszerzyć muzyczne horyzonty. Mechanizm działania narzędzia uwzględnia zresztą element rywalizacji. Wraz z poznawaniem nowych wykonawców użytkownik zdobywa punkty i odznaki. Może też piąć się w górę w rankingach.

Zyski Unknown Band mają pochodzić bezpośrednio od samych artystów. W ramach abonamentu w wysokości 39,99 zł w katalogu aplikacji mogą być aktywne trzy utwory miesięcznie. Usługę da się bezpłatnie przetestować podczas 30-dniowego okresu próbnego. — Dlaczego twórcy mają płacić za to, żeby inni mogli ich posłuchać? — zapyta ktoś nieprzekonany. Odpowiedź jest prosta: mogą potraktować narzędzie jako alternatywną formę świadomej prezentacji muzyki i zbierania realnych reakcji. Dzięki niemu mają pewność, że dotrą do zaangażowanych słuchaczy, którzy anonimowo ocenią ich utwór. Twórcy przeanalizują także dane demograficzne odbiorców: wiek albo miejsce zamieszkania. Z takimi informacjami łatwiej będzie im zaplanować inne działania marketingowe i przebieg tras koncertowych.
Renowacja niebiańskiej szafy
Twórcy Unknown Band mają wiele planów na rozwój. Przede wszystkim chcą jak najszerzej opowiadać o tym, że inny sposób odkrywania muzyki — wolny od dyktatu algorytmów, bardziej świadomy i pełen zabawy — nadal jest możliwy. Startują od Polski, ale po cichu myślą o ekspansji na zagraniczne rynki. Szykują też różne funkcjonalności, które jeszcze bardziej zintegrują społeczność.

Niebiańska szafa grająca jest dziś nieodłączną częścią wyposażenia przemysłu muzycznego. Trudno byłoby zastąpić ją czymś innym, bo już przyzwyczailiśmy się do tego, że w piątki o północy otwiera się przed nami skarbiec z premierowymi płytami. Nowa aplikacja nie ma dlatego ambicji, żeby ją wymieniać. Po prostu próbuje naprawić jej drzwiczki.
Unknown Band jest już dostępne na urządzenia z systemem Android. Wkrótce pojawi się wersja aplikacji na iOS.
Redaktor naczelny Going. MORE. Publikował lub publikuje także na łamach „newonce", „NOIZZ", „Czasopisma Ekrany", „Magazynu Kontakt", „Gazety Magnetofonowej" czy „Papaya.Rocks". Mieszka i pracuje w Warszawie.

