Master Stone & The Stoneheads 18 października w Warszawie! Czas na „skrócony dystans i osobisty przelot”
Redaktor naczelny Going. MORE. Publikował lub publikuje także na łamach…
Master Stone, czyli solowy projekt Maćka Sondija znanego z grup P.Unity i beluga stone, usłyszymy 18 października 2026 roku w Warszawie. Artysta wsparty przez zespół The Stoneheads i gości specjalnych po raz ostatni wykona wówczas debiutancką płytę BANG’A’GONG. Przed koncertem zaprosiliśmy go na krótką pogawędkę o scenicznych szaleństwach, interakcji z publicznością i pierwszej poważniejszej próbie kompozytorskiej.
→ Wkrótce w SPATIF-ie będzie BANG! KUP BILET
Spis treści
Częściej widuj Going. MORE w Google Dodaj nas jako preferowane źródło Dodaj!
Gdzie i kiedy Master Stone zagra koncert w 2026 roku?
Artysta wraz z zespołem The Stoneheads, który tego wieczoru pojawi się w składzie: Michał Gołąbek (gitara), Rafał Dutkiewicz (bębny), Kosma Góra (bas) i Marcin Sojka (perkusjonalia), wystąpi 18 października 2026 roku (niedziela) o 19:00 w klubie SPATiF w Warszawie. To dla niego o tyle symboliczne miejsce, że otworzył w nim erę debiutanckiej płyty BANG’A’GONG. Tam też ją zamknie, spinając muzyczną klamrę.

Kim jest Master Stone?
Za tajemniczym pseudonimem stoi Maciej Sondij — warszawski multiinstrumentalista i producent znany z funkowo-jazzowych składów P.Unity i beluga stone. W toku zakładania drugiego zespołu artysta doszedł do wniosku, że chciałby prędzej czy później spróbować swoich sił solo. Plany wcielił w życie na ubiegłorocznym albumie BANG’A’GONG.
Tytuł krążka, dosłownie zapożyczony z piosenki Get It On glamrockowej formacji T. Rex, nie jest przypadkowy. Wspomniany utwór pochodzi z początków lat 70. i to do tego okresu w premierowych piosenkach wrócił Sondij. Jako fan psychodelicznego, hipisowskiego anturażu starał się wykrystalizować z niego gitarowy groove i organiczną energię. Echa minionych dekad zestawił z inspiracjami bliższymi współczesności. — Nie każdy to pewnie słyszy, ale też są tam inspiracje takim fusion jazzem oraz modern jazzem w stylu Thundercata i ekipy, która jest wokół niego, bo jestem ich fanatykiem — mówił na antenie radiowej Trójki.
Gdzie kupić bilety na koncerty Master Stone’a?
Wyłącznym dystrybutorem wejściówek na to i inne wydarzenia w SPATIF-ie jest Going. Za możliwość zobaczenia Stone’a i spółki w akcji zapłacimy tam jedynie 65 zł. Nie zwlekaj i kup swój bilet, by godnie pożegnać erę BANG’A’GONG. Drugiej takiej okazji nie będzie!
Rozmowa z Maciejem Sondijem aka Master Stone
Minął ponad rok od wydania płyty BANG’A’GONG. Jak dziś postrzegasz ten materiał? Czujesz, że dziś nagrałbyś go inaczej?
Myśl, którą tam zawarłem, jest dalej obecna. Zostawiłbym ją bez zmian.
Czego nauczyłeś się w tym okresie jako artysta?
To, co zaproponowałem jako Master Stone, jest dla mnie najwyższą formą naturalności wyrazu. Bardzo polubiłem formułę, w której prezentuję siebie, takiego, jakim jestem na co dzień, a nie kreację. W taki sam sposób prowadziłem dialog z publiką na wszystkich koncertach, dzięki czemu raczej przypominały spotkania towarzyskie okraszone muzyką. Skrócony dystans, bardziej osobisty przelot. To na pewno zostanie ze mną.

— Zrobimy to jeszcze raz, ale inaczej — piszesz o koncercie finałowym albumu. Rozwiniesz tę myśl? Czego właściwie spodziewać się po tym występie?
Nie próbujemy przed koncertami, więc zawsze wchodzimy na scenę ze świeżą energią. Jest ekscytacja, dreszczyk i zero zarżniętych, wyuczonych na blachę form. Nie ma też sztywnych przykazów ode mnie, co sprawia, że wywiązuje się sporo improwizacji i ciągłych poszukiwań podczas grania. Poza tym będziemy mieli piątego członka zespołu, czyli Marcina Sojkę na perkusjonaliach, oraz wyjątkowych gości, którzy uświetnią muzycznie występ.
→ Oni stroją instrumenty, Ty kupujesz bilet. KUP BILET
Na razie ogłosiłeś, że będzie to Konstanty Kostka. Dlaczego akurat on?
Kosti był jedną z pierwszych osób, które usłyszały BANG’A’GONG i był nią też zajarany. Znamy się od lat, kumplujemy; obserwowałem jego muzyczną drogę prawie od początku i podziwiam, jak się rozwinął na przestrzeni tego czasu. Myślę, że mamy bardzo podobną wrażliwość muzyczną, a na pewno gust, jeśli chodzi o brzmienia z lat 70. i głęboką miłość do groove’u. Był zaangażowany graficznie w album oraz wszystkie artworki, które powstawały przy okazji trasy i koncertów, grał też w klipie do płytowego singla. Pomyślałem, że nadszedł czas, żeby dać mu też przestrzeń na muzyczne włączenie się w projekt. Kocham takie crossovery, uważam, że są zajawkowe.

Przy Al. Ujazdowskich grałeś już nieraz, ale z płytą BANG’A’GONG zjeździłeś też całą Polskę. Który koncert wspominasz najlepiej?
Każdy koncert miał w sobie coś wyjątkowego, ale jeśli chodzi o całościowe doświadczenie, muszę wytypować dwa ulubione. Pierwszy to występ na BIGGA FEST Vol. 2, mimo że wyjście przed tak liczną publikę w roli frontmana było dla mnie sporym wyzwaniem. Dźwignęliśmy to na szczęście i energetycznie wypadło świetnie, a publiczność naprawdę dużo oddała. Drugim był występ na Lado w Mieście. Tam byliśmy po prostu w świetnej formie, rozegrani, i szło to od początku. Cała sytuacja, rozumiana jako sprzężenie ludzi pod i na scenie, była najzwyczajniej w świecie dzika. Piękne to było.
Przy okazji chciałbym zapytać o ścieżkę dźwiękową do filmu SICK Agaty Trzebuchowskiej, który przed chwilą prezentowano na festiwalu w Gdyni. Co najbardziej przyciągnęło cię do tej historii?
Napięcie seksualne przeplatające się z niepokojem, mrokiem, podane w takiej lepkiej, obślizgłej postaci. No i oczywiście twórcy tego projektu, których bardzo poważam i instynktownie wszedłem z nimi współpracę.
Jak podszedłeś do tworzenia tego soundtracku?
Eksperymentalnie. Sporo improwizowałem w domowym studio. Używałem zupełnie nowych środków w procesie, często tworząc bardziej sound design niż „utwór muzyczny”. Jest tam sporo tekstur; napięcie, niepokój, pożądanie. Bardzo intrygujący i nieoczywisty zestaw. Starałem się to oddać w warstwie muzycznej. Raczej minimalistycznie, choć dosadnie.

Czym będzie Master Stone w przyszłości? Druga płyta, kolejne projekty filmowe czy skupienie się na graniu w zespołach?
Sam projekt Master Stone na pewno będzie miał swoją kontynuację, ale w bliżej nieokreślonej przyszłości, dlatego warto przyjść i usłyszeć go jeszcze raz, zanim na chwilę zniknie. Na jego miejsce pojawi się projekt zespołowy, o którym więcej niebawem. To z pewnością będzie głównie na tapecie, choć w ostatnich latach wszystko dzieje się bardzo dynamicznie. Na pewno będzie aktywnie twórczo.
Redaktor naczelny Going. MORE. Publikował lub publikuje także na łamach „newonce", „NOIZZ", „Czasopisma Ekrany", „Magazynu Kontakt", „Gazety Magnetofonowej" czy „Papaya.Rocks". Mieszka i pracuje w Warszawie.

