Baby Lasagna: „Z surowym dźwiękiem czuję się najbardziej komfortowo”
Szefowa działu kreatywnego Going. Pisze i rozmawia o książkach, feminizmie…
– Pamiętam, że po jednym koncercie w Polsce wszyscy płakaliśmy, bo było po prostu niewiarygodnie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyliśmy – mówi Baby Lasagna. Jesienią artysta wróci do Polski na trzy koncerty.

Pod koniec lutego Marko Purišić, bo tak naprawdę nazywa się Baby Lasagna, wydał singiel End The Party. To zwiastun kierunku, w którym będzie zmierzał jego projekt, ale też symboliczne rozliczenie okresu po występie na Eurowizji. Artysta porozmawiał z nami o tym, jak radził sobie z nagłą sławą, dlaczego tak ważna jest dla niego szczerość i jak szykuje się do kolejnej trasy koncertowej. Jesienią Marko wróci do Polski, gdzie spotka się z fanami kolejno w Poznaniu, Warszawie i Krakowie.
End The Party wydaje się początkiem nowej ery. Czy rozbrajasz Baby Lasagna jako personę, czy próbujesz uczynić ją bardziej niebezpieczną i szczerą?
Mam poczucie, że dopiero teraz zaczynam bawić się tym, czym może być projekt Baby Lasagna. Eksperymentowanie z gatunkami muzycznymi i tym, co mogą wnieść w występy na żywo, było frajdą, ale to z surowym dźwiękiem czuję się najbardziej komfortowo jako osoba i Lasagna.
Przy okazji premiery wspominasz o lęku przed przemianą w coś, co przedtem wyśmiewałeś. Czy do tej pory ironia cię przed tym chroniła, czy cichaczem na to pozwalała?
Myślę, że ironia zawsze ujawniała, że była we mnie część korzystająca ze wszystkich zatrutych owoców naszego społeczeństwa. Zawsze jednak byłem tego świadomy – trzymało mnie to w ryzach oraz pod kontrolą. Dopiero po pewnym czasie stało się dla mnie jasne, że jednak uległem i się zmieniłem. Nie sądzę, żebym zaszedł za daleko, przynajmniej taką mam nadzieję, ale mimo wszystko stawałem się kimś, kogo nie szanuję. Nadszedł czas, żeby zmierzyć się z samym sobą, popracować nad sobą i spróbować się siebie w pewnym sensie pozbyć.
Historycznie metal jako gatunek pozwalał adresować poczucie alienacji i moralnych ekstremów. Masz poczucie, że End The Party wpisuje się w to dziedzictwo?
Będąc szczerym, nie pomyślałem o tym. Gdy tworzę takie autorefleksyjne teksty, nie zaprzątam sobie głowy tym, gdzie będzie ich miejsce w szerszej perspektywie. Po prostu piszę i kształtuję je, dopóki nie poczuję, że wykorzystałem wszystkie moje możliwości, by wyrazić daną emocję. Tak na marginesie, rzadko mi się to udaje, bo żeby oddać pełen obraz, pewnie trzeba by napisać krótką książkę. Piosenki to tylko fragmenty tego, co naprawdę dzieje się w mojej głowie.
W End The Party przeciwnik zaczyna mieszkać wewnątrz ciebie. Czy trudno było przejść od kawałków jak IG Boy do analizowania własnego ego?
Tak, zawsze łatwiej jest oceniać kogoś innego (śmiech). Mierzyłem się z wypłukaną wersją samego siebie i zauważyłem, że przestaję skupiać się na tym, co w życiu naprawdę ważne. Rozpoznanie tego w sobie było prawie przerażające. Kusiło mnie, żeby to zdyskredytować, ale musiałem się z tym zmierzyć. Spodziewałem się, że ta piosenka finalnie ujrzy światło dzienne i że będę musiał o niej publicznie rozmawiać. Myślę, że ludzie kochają bohaterów, sukcesy i tak dalej, a ja tutaj mówię o tym, jakim jestem nieudacznikiem.
Za reżyserię klipu odpowiada twoja żona, Elizabeta. Czy to pozwoliło na większą szczerość na ekranie?
Pracuję z Elizabetą tak długo, że zapomniałem już, jak było wcześniej, więc nie mam porównania. Jest bardzo stanowcza, ale tylko jeśli chodzi o proces twórczy, który wzbogaca swoimi świetnymi pomysłami. Cały czas rozmawiamy o pomysłach na teledyski i dzięki temu mamy niemal całą bibliotekę rzeczy, które chcemy zrobić.
Eurowizja zrobiła z Ciebie viral na światową skalę. Miałeś moment, w którym zrozumiałeś, że viral i artystyczna ewolucja działają w sprzecznych rytmach?
To świetne pytanie. Odpowiedź brzmi: Tak! Sukces Rim Tim jednocześnie nas umocnił, sparaliżował nasz rozwój, jak i go napędził. Ta piosenka stała się większa od nas samych, więc w głowach wielu ludzi jesteśmy zespołem jednego numeru. To naprawdę miecz obosieczny. Sukces tej piosenki jest bezpośrednim efektem tego, co robimy, a jednocześnie zostawia bardzo mało miejsca na rozwój. Oczywiście mamy też wspaniałą bazę fanów, którzy zostali z nami i zauważyli, że Baby Lasagna to więcej niż ten jeden utwór i układ taneczny. Kochamy ich za to.
Zawsze prowadzi się jakąś walkę i mierzy z wyzwaniami, a to jest nasze. Gdyby nie to, byłoby co innego. Wierzę jednak, że dzięki pracy i jakościowej muzyce możemy wznieść się ponad ten jeden moment w karierze i pokazać wszystkim, że stać nas na więcej.

Czy możemy spodziewać się nowej muzyki od Baby Lasagna?
Tak! Mamy gotowy pełnometrażowy album i będziemy regularnie wypuszczać kolejne single. Jesteśmy podekscytowani reakcjami, bo trochę odeszliśmy od tego, do czego przyzwyczailiśmy fanów. End The Party zostało bardzo dobrze przyjęte i pojawiły się reakcje w stylu: W końcu to robią!, więc mamy nadzieję, że będzie dobrze.
Wkrótce wracasz do Polski na trzy koncerty. Za czym tęskniłeś?
Tak naprawdę za wszystkim. W Polsce mamy jednego z najlepszych promotorów, który naprawdę o nas dba. Jedzenie jest absolutnie niesamowite, a zwłaszcza to po koncercie. Miasta są piękne i czuję się tu jak w domu. A najważniejsze: publiczność jest totalnie szalona. Pamiętam, że po jednym koncercie w Polsce wszyscy płakaliśmy, bo było po prostu niewiarygodnie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyliśmy.
Polska publiczność zna cię z energetycznych występów. Czy jesteś gotowy pokazać im swoją mroczniejszą wersję?
Bardzo! Myślę i mam nadzieję, że im się spodoba. Szczerze mówiąc, nasze brzmienie jest mroczniejsze, ale nadal jesteśmy trochę głupkowaci i absurdalni, więc energia będzie podobna. Nie mogę się już doczekać!
A jeśli ktoś na koncercie krzyknie, że chce starego Baby Lasagna, jaka będzie twoja odpowiedź?
Ja też chciałbym, żeby przeszły mi hemoroidy, ale nie zawsze dostaje się to, czego się chce.
Baby Lasagna: Trzy koncerty w Polsce
29.11 | Poznań | Tama
30.11 | Warszawa | Palladium
01.12 | Kraków | Klub Kwadrat
Szefowa działu kreatywnego Going. Pisze i rozmawia o książkach, feminizmie i różnych formach kultury. Prowadzi audycję / podcast Orbita Literacka. Prywatnie psia mama.

