Nowe prawo może uratować niemieckie kluby. Mają być uznane za obiekty o wartości kulturowej
Redaktor naczelny Going. MORE. Publikował lub publikuje także na łamach…
Clubsterben, czyli masowe zanikanie miejsc ważnych dla kultury klubowej, rozpoczęło się u naszych zachodnich sąsiadów już na początku poprzedniej dekady, a wraz z pandemią COVID-19 tylko przybrało na sile. Czy wprowadzane regulacje zahamują ten trend?
Spis treści
Legendy znikają z mapy
Półtora roku temu, po 22 latach funkcjonowania, huczną imprezą sylwestrową swoją działalność zamknął kultowy berliński klub Watergate. Jego współwłaściciel Ulrich Wombacher przekazał mediom, że pokonały go wzrastające koszty i spadek zainteresowania nocnymi imprezami na rzecz wielodniowych festiwali. — Realia inflacji, kryzys energetyczny, rosnące koszty jako takie i, co nie mniej ważne, wysoki czynsz za naszą piękną lokalizację w sercu miasta przy Oberbaumbrücke nad Szprewą, dały się we znaki — komentował.
Podobny los jesienią 2025 roku spotkał SchwuZ — największy i najstarszy queerowy klub w całych Niemczech. Założony w latach 70. lokal długo walczył o przetrwanie, ale ostatecznie musiał wywiesić białą flagę. — Po miesiącach nadziei, intensywnych dyskusji i kompleksowych pertraktacji z potencjalnymi inwestorami nie udało się znaleźć podmiotu, który byłby skłonny kontynuować naszą działalność w obecnym stanie. Próbowaliśmy wszystkiego, ale ostatecznie to nie wystarczyło — głosił komunikat.
Widmo zamknięcia długo wisiało też nad Renate, któremu w 2024 roku rozwiązano umowę najmu. Klub nie mógł dogadać się z zarządcą nieruchomości, a poszukiwania alternatywnej lokalizacji nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Dopiero dwa tygodnie przed potencjalną wyprowadzką udało się dojść do wyczekiwanego porozumienia.
Clubsterben. Kilka źródeł kryzysu
Powyższe przykłady nie są odosobnionymi przypadkami, tylko stanowią część większego trendu w Berlinie i nieodległych metropoliach — Dreźnie, Dortmundzie czy Monachium. Mowa o tzw. Clubsterben (dosł.: śmierć klubów), która rozpoczęła się na początku poprzedniej dekady. Z danych organizacji Berlin Club Commission zebranych w 2024 roku wynika, że nawet 46% klubów rozważało zamknięcie w ciągu następnych 12 miesięcy.
Dlaczego tak się dzieje? Reputacją Niemiec jako stolicy europejskiego clubbingu zachwiała gentryfikacja i przejmowanie starych lokali przez konsorcja deweloperów podwyższające czynsze. Cegiełkę dołożyła pandemia COVID-19, która doprowadziła do tymczasowego zamknięcia wielu lokali, i wojna w Ukrainie skutkująca kryzysem energetycznym. Zmieniły się także nawyki stałych bywalców, zwłaszcza tych z pokolenia Z. — Clubbing stał się dosyć drogi i to otworzyło furtkę do poszukiwania innych rozrywek. Ludzie wybierają wydarzenia kulturalne, nielegalne rave’y, a z imprez: te bardziej undergroundowe albo mniej prestiżowe — komentuje w rozmowie z CNN Jose, 26-letni student mieszkający w Berlinie.
Clubsterben. Zmiany na poziomie prawnym
Przedstawiciele Berlin Club Commission i innych organizacji pozarządowych nie chcą jednak tak łatwo się poddawać. Głęboko wierzą bowiem, że w ich działalności — wbrew wielu obiegowym stereotypom i mitom — chodzi o coś więcej niż o hedonistyczne zabawy do białego rana. Uważają, że kultura klubowa napędza gospodarkę, dając tysiące miejsc pracy i stanowiąc uzupełnienie oferty turystycznej. Animuje też lokalne środowisko twórcze, łącząc muzykę z innymi dyscyplinami: tańcem, performance’em czy sztukami wizualnymi.
Jeden sukces na polu uznania tego przez państwo już odnieśli. W marcu 2024 roku dzięki staraniom członków inicjatywy Rave The Planet berlińska scena techno została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Teraz trwa walka o coś bardziej konkretnego — nadanie klubom formalnego statusu obiektów o wartości kulturowej i artystycznej. Utrudni to deweloperom eksmisję operatorów lokali, a samym ich właścicielom pomoże uzyskać środki na dodatkową działalność. Zmianę przepisów zatwierdził już gabinet kanclerza Friedricha Merza. Teraz muszą zostać przegłosowane przez obie izby parlamentu: Bundestag i Bundesrat.

W to, że decyzja rządu może odwrócić trend Clubsterben, wierzy Marc Wohlrabe z organizacji LiveKomm. Jak twierdzi w rozmowie z dziennikiem The Guardian, to historyczny moment, który poza zmianą systemową doda przedstawicielom kultury klubowej energię do działania.
— Obowiązujące przepisy dotyczące lokali rozrywkowych sięgają ubiegłego wieku, gdy ustawodawcy i władze postanowiły zaszufladkować wszystko, co działo się wieczorami, od dzielnic czerwonych latarni, przez bary ze striptizem, sale gier, aż po kluby muzyczne, uznając to za niekompatybilne z dzielnicami mieszkalnymi — tłumaczy. On sam jest przeciwny wpychaniu wszystkiego do jednego worka, przyrównując lokale z muzyką elektroniczną do teatrów. — W końcu dokonują selekcji artystów i pielęgnują wschodzące talenty — kwituje.
Redaktor naczelny Going. MORE. Publikował lub publikuje także na łamach „newonce", „NOIZZ", „Czasopisma Ekrany", „Magazynu Kontakt", „Gazety Magnetofonowej" czy „Papaya.Rocks". Mieszka i pracuje w Warszawie.


