Czytasz
Wybrać Drake’a w drafcie: o związkach NBA i hip-hopu

Wybrać Drake’a w drafcie: o związkach NBA i hip-hopu

Hej, hej, tu rap i NBA! NBA i rap rymują się od dawna, choć może nie od tak dawna, jak można by się spodziewać. Dziś ciężko jednak oddzielić te dwa światy, a ich wzajemny wpływ jest zauważalny na każdym kroku.


Zaczęło się od stylówy

W 1991 do uczelni Michigan dołączyło pięciu czarnoskórych koszykarzy. Mało kto przewidział, że w trakcie tego sezonu każdy z nich znajdzie się w podstawowym składzie drużyny i będzie stanowił jej trzon. Po raz pierwszy w historii NCAA drużyna oparta o pięciu pierwszoroczniaków dotarła do samego finału najważniejszego turnieju uczelnianego. Siejąca spustoszenie na boisku ekipa zyskała przydomek Fab Five.

Sportowe dokonania były jednak tylko częścią fenomenu koszykarzy. Równie istotnym elementem był ich rewolucyjny image – panowie reprezentowali bowiem rapowy bling w pełnej krasie. Czarne buty, długie skary i szerokie spodnie nie były dotychczas codziennym widokiem dla tak rozpoznawalnych postaci. Fab Five zmienili grę i koszykarską modę na zawszę. Setki tysięcy nastolatków w całych Stanach poczuły, że rapowe outfity są naprawdę cool.

Jeśli jesteśmy przy temacie rapowej stylówy, nie sposób nie wspomnieć o tym, który przemycił ją do NBA. Allen Iverson to mierzący zaledwie 183 cm zawodnik, który zasilił ligę w 1996 roku. Od samego początku swojej zawodowej kariery zwracał na siebie uwagę za sprawą bezkompromisowego podejścia do swojego ubioru i zachowania w trakcie wywiadów.

To właśnie Iverson zapoczątkował w NBA modę na oversized t-shirty, doo-ragi i full capy. NBA od zawsze wywierało na swoich zawodnikach presję w kwestii ubioru narzucając im odgórny dress code. AI był jednak twarzą ligi, zdobywcą nagrody MVP i zawodnikiem, który generował ogromne zainteresowanie rozgrywkami więc komisarz i liga musieli pójść na pewne ustępstwa. Dzięki niemu, koszykarze w obecnych czasach mogą wyrażać się poprzez ubiór bez żadnych ograniczeń.

Koszykarze na majku

W latach 90. boom na hip-hop przechodził ludzkie pojęcie. Mający ogromny fanbase i finansowe zaplecze zawodnicy NBA zaczęli wówczas flirtować z myślą pogodzenia ich sportowych karier z aktywnością w rapgrze. Pierwszym, który zrobił to na naprawdę dużą skalę był nie kto inny jak sam Shaquille O’Neal. Jego debiutancki album Shaq Diesel osiągnął nawet status platynowej płyty. Na wypuszczonym w 1996 You Can’t Stop the Reign reprezentujący wówczas LA Lakers koszykarz zebrał naprawdę imponującą listę gości w tym m. in. Biggiego, Mobb Deep, Jaya-z czy Rakima.

Rapowa kariera Shaqa to jednak zamierzchłe czasy. Obecni zawodnicy również próbują zostać królami mikrofonu. Wyróżniającym się raperem w NBA jest z pewnością Damian Lillard, który na boisku słynie z niezwykle dalekich rzutów za trzy, a na bitach potrafi popisać się zarówno nowoczesną, jak i truskulową nawijką. Nieźle wypada także debiutant z Charlotte Hornets czyli Miles Bridges, który próbuje przenieść swoje ogromne pokłady energii z boiska na instrumentale.

Raperzy na boju

Niedawno rapowy świat obiegła wieść głosząca, że J Cole zamierza dołączyć do profesjonalnej koszykarskiej ligi w Afryce. Raper od lat zdradzał w swoich kawałkach nieskrywaną miłość do basketu. Po latach treningów i grindu mógł w końcu spełnić swoje marzenie o grze na oczach kibiców. Niestety, Jermaine wrócił z boiska na tarczy. Mimo niemałego przydziału minut, nie pokazał na parkiecie niczego szczególnego, a jego statystki były jednoznacznym zawodem. Finalnie wycofał się z rozgrywek oznajmiając, że musi skupić się rodzinnych obowiązkach.

BTW J Cole na tarczy wrócił również ze swojej ostatniej muzycznej potyczki, o czym piszę tutaj.

Quavo wprawdzie nie miał okazji zagrać w profesjonalnej lidze, ale rządzi na amatorskich parkietach. Reprezentant ekipy Migos naprawdę potrafi grać, co pokazał w 2018 roku w trakcie celebryckiego meczu gwiazd. Z koszykarskich umiejętności znani są również The Game i 2 Chainz, ale żaden z nich nie może pochwalić się takimi osiągnięciami jak Master P, który pokonał Michaela Jordana i reprezentował Charlotte Hornets w rozgrywkach przedsezonowych.

Wzajemny support

Przenikanie się światów basketu i rapu nie zawsze musi się jednak kończyć na próbie gry lub nagrywaniu tracków. Bardzo często chodzi po prostu o wsparcie i bycie kibicem. A jeśli przy okazji jesteś osobą o takiej rozpoznawalności, to istnieje szansa, że twoje działania będą miały realny wpływ na bieg wydarzenia. Tak było chociażby w przypadku LeBrona i jego tweeta po występie Kendricka na rozdaniu nagród Grammy w 2016. Niedługo po nim, Kenny faktycznie wypuścił niepublikowane utwory z To Pimp A Butterfly jako Untitled Unmastered.

Sprawdź też
Rihanna w ciąży A$AP Rocky

Wielkim fanem NBA jest również pochodzący z Toronto Drake. Traf chciał, że akurat przy jego kibicowskiej „kadencji” Raptors zdobyli swój pierwszy i jak na razie jedyny mistrzowski tytuł. Raper miał nawet okazję przemówić do celebrującego tłumu na mistrzowskiej paradzie.

Z kolei Jay-Z poszedł o krok dalej niż wszyscy wyżej wymienieni. Autor Reasonable Doubt zainwestował w Nets i pomógł przenieść drużynę z New Jersey na Brooklyn. Jay miał duży wpływ na rebranding klubu, który nie cieszył się zbyt wielką popularnością i nic nie zapowiadało, żeby to się miało kiedykolwiek zmienić. Rywalizacja o kibiców z jednym z najważniejszych organizacji w lidze NBA, czyli New York Knicks, jest oczywiście istną walką z wiatrakami, ale dzięki sprytnym działaniom rapera i innych inwestorów udało się znaleźć światełko w tunelu. Dziś Brooklyn Nets mają trzech zawodników, którzy plasują się w top 10 ligi i są głównym pretendentem do zdobycia mistrzostwa. Jeśli tak się stanie, Jay-Z z pewnością będzie mógł powiedzieć, że miał w tym swój udział.