Czytasz
„Jak pokochałam gangstera”, czyli Słowik, Najman i koledzy Stanowskiego

„Jak pokochałam gangstera”, czyli Słowik, Najman i koledzy Stanowskiego

jak pokochałam gangstera

„Jak pokochałam gangstera”, Słowik, Najman, Stanowski i jego koledzy. Bohaterami dzisiejszej historii są Polska i Polacy. I jak to zwykle w takich historiach, wszyscy wychodzimy na kretynów.

„Jak pokochałam gangstera”

Zacznijmy od tego, że film „Jak Pokochałam Gangstera” jest gówniany. Pomijając sam fakt romantyzowania bandytów, który niczym nowym oczywiście nie jest, cały film jest onanizmem twórców, którzy po cichu, z ręką w majtkach, wyobrażają sobie, jaką fajną właśnie scenę nakręcili. Potem czekają, aż w końcu ktoś zobaczy ich kolorową wydmuszkę, a kinomani, przyzwyczajeni do poziomu intelektualnego Vegi, czyli scenariuszy, w których głównym bohaterem jest wyraz „kurwa”, dochodzą do wniosku, że w porównaniu do tych czterech metrów mułu, w których utknęliśmy ostatnio, jest całkiem spoko.

Słowik

W grudniu zeszłego roku z aresztu w Warszawie wyszedł Andrzej „Słowik” Zieliński, były szef pruszkowskiej mafii. W najbliższym czasie Słowika czekają trzy sprawy, w których jest oskarżony. Aby mieć pewność, że nie zdoła opuścić kraju, facet musi się meldować na komisariacie trzy razy w tygodniu.  Jest to kolejny już raz, gdy Słowik staje przed sądem. Ostatnio z więzienia wyszedł w 2013 roku, obiecując, że teraz już będzie grzeczny, ale wystarczyły 4 lata, by CBŚ natrafiło na ślad nowej grupy Słowika, zajmującej się wyłudzeniami, napadami i rozbojami.

W całej dyskusji na temat współpracy Słowika z MMA-VIP jest to szalenie ważne, ponieważ Słowik nie jest gościem, który przesiedział x lat w więzieniu i po kilku latach ciszy próbuje zarobić na swojej mrocznej przeszłości. Jest facetem, który chwilę po wyjściu z więzienia w 2013 roku (mniej więcej wtedy został też oczyszczony z zarzutów dotyczących morderstwa Papały), potrzebował zaledwie kilku miesięcy, aby zacząć robić DOKŁADNIE TO SAMO, ZA CO DO WIĘZIENIA TRAFIŁ.

Marcin Najman

Gdy Marcin Najman przedstawił Andrzej Zielińskiego jako „bossa” federacji, media były w dosyć ciężkim szoku. Bo to, że Najman jest idiotą, wiedzieliśmy wszyscy, ale kto by się spodziewał, że aż takim, żeby zaczynać biznes z gościem, który ma na koncie morderstwa? Jak ustaliły Sportowefakty, Słowik nie jest tak naprawdę nikim ważnym w federacji MMA-VIP, a został zatrudniony jako „influencer” (z braku lepszego słowa), którego nazwisko miało wywołać burzę w mediach.

Podobną rolę, przy okazji innej gali Najmana, pełnił detektyw Rutkowski. Wtedy na temat działalności Najmana nikt nie płakał. A wystarczy przecież spojrzeć na przeszłość Rutkowskiego – pranie pieniędzy, poświadczenie nieprawy, bezprawne zatrzymania, uczestnictwo w śląskiej mafii paliwowej, wyłudzenia pieniędzy, bezprawne prowadzenie działalności detektywistycznej i siłowe wtargnięcia. Rutkowski nie jest oczywiście szefem mafii, jest natomiast przestępcą. I ten przestępca funkcjonuje w mediach jako „oswojony” oszołom, którego można promować. Mało Wam? No to proszę: jest też, kurwa, byłym posłem.

stanowski najman
Stanowski i Najman przechodzą na Ty…

Krzysztof Stanowski

Krzysztof Stanowski czasami ma rację. W wypadku Słowika ma całkowitą rację – promowanie czegokolwiek gębą mordercy jest obrzydliwe. Pytanie jednak, czy jak zwykle Krzysztof Stanowski nie zamienił „odwagi z odważnikiem” (to jest taki cytat z jego kolegi Mateusza Borka).

Historia sportu w Polsce zawsze była bardziej lub mniej powiązana z działaniami mafijnymi. Polska piłka przekupstwem stoi, nasi bokserzy co i rusz trafiali do więzień, niektórzy w związku z byciem członkami grup przestępczych (Damian Kostecki, który miał zostać zamordowany w więzieniu), inni bo akurat kogoś pobili (Szpilka), jeszcze innych łapała ich mroczna przeszłość. W czasach Fryzjera było wielu dziennikarzy, którzy doskonale wiedzieli o przekrętach i związkach z mafią przy kupowaniu meczów piłkarskich, ale nie ma żadnego redaktora, który zostałby pociągnięty do odpowiedzialności.

Maja Staśko

Maja Staśko zwróciła uwagę w poście na Facebooku, że w walkach federacji Gromda (którą współtworzy Borek, kolega Stanowskiego) udział bierze Krystian TysonKuźma. Gosćć bardzo mocno promowany przez Gromdę, mający na koncie zarzuty o skatowanie człowieka oraz przemyt i rozprowadzenie 1,5 tony (sic!) narkotyków. Nie przeszkadza to Gromdzie w promowaniu Tysona, jako „ulicznego wojownika”. Stanowski jednak do tego tematu się nie odniósł. A takich przykładów jest więcej.

Nie tylko w Polsce – Floyd Mayweather powinien być w więzieniu za ciągłe bicie kobiet.

Kobe Bryant powinien był być w więzieniu za gwałt.

Ray Lewis brał udział w zabójstwie dwóch osób.

W piłce nożnej mamy ludzi, którzy przejeżdżają osoby na pasach na każdym kroku. Tak w Polsce (Tomasz Hajto i Dariusz Dudka, ten drugi był pod wpływem), jak i za granicą (Marcos Alonso, który pod wpływem przejechał kobietę).

jak pokochałam gangstera
jak pokochałam gangstera

Dopiero ostatnie miesiąca spowodowały, że kolejne piłkarskie sławy trafiają do więzienia (gwałciciel Mendy i niewymieniony oficjalnie z nazwiska islandzki zawodnik Evertonu, który miał wykorzystać seksualnie nieletnią).

Sport od zawsze ukrywał prawdę o swoich sportowcach, ponieważ zarabiali miliony – nie tylko dla siebie, ale dla całych federacji i zespołów.

Od zawsze odpuszczamy związki ze światem przestępczym sportowcom. Stanowski, jak zwykle, odpuszcza po swojemu – swoi mogą mieć związki, mało tego, mogą być promowani w należącym do niego Kanale Sportowym, nie swoi będą dojeżdżani – jak Najman.

Sprawdź też
wojna światowa

Wykorzystywanie Słowika w promocji jest obrzydliwe. Ale czy jest czymkolwiek nowym? Nie. Przestępcy od zawsze byli w sporcie. I niestety przez długi czas będą z nim związani.  

Teraz jeszcze jedno.

Jak pokochaliśmy gangsterów

jak pokochałam gangstera
jak pokochałam gangstera

Tak naprawdę bohaterami dzisiejszej historii są Polska i Polacy. I jak to zwykle w takich historiach bywa, wszyscy wychodzimy na kretynów. Temat „Jak Pokochałam Gangstera” w kontekście Słowika, Najmana i Stanowskiego nie jest wcale niczym dziwnym. Bo fakty są takie, że chyba każdy z nas kochał kiedyś jakiegoś gangusa. Jasne, były to postaci z filmów, pokazane w odpowiedni sposób przez reżyserów, którzy może i ukazywali ich zło, ale częściej pokazywali, jak to w ich życiach było zajebiście. Jeśli wśród czytających te słowa znajdzie się chociaż kilka osób, które przynajmniej trochę nie zazdrościłyby Henry’emu z „Chłopaków z Ferajny” – będę w szoku.

Książkowe wspomnienia Jarosława „Masy” Sokołowskiego biły swego czasu rekordy popularności. Wykorzystywanie mordercy do promocji gali MMA jest fujka, ale już płacenie innemu za jego gangsterskie wspomnienia z jakiegoś powodu wydawało się wszystkim okej.

Mitologizacja Pablo Escobara za sprawą serialu „Narcos” osiągnęła taki poziom, że bez cienia żenady nosimy go na koszulkach i bezrefleksyjnie śmiejemy się z memów z zamyślonym „królem kokainy”.

I nagle, gdy wchodzi Słowik, cały na biało, do muzyki z „Ojca Chrzestnego”, okazuje się, że może jednak gangusy takie fajne nie są.