Czytasz
Juwenalia to już festiwale muzyczne. Porozmawialiśmy o tym z ekspertem

Juwenalia to już festiwale muzyczne. Porozmawialiśmy o tym z ekspertem

Juwenalia

O tym, w jaki sposób zmieniły się juwenalia i co je czeka w przyszłości, porozmawialiśmy z Tymoteuszem, sekretarzem Fundacji Samorządu Studentów UWM w Olsztynie i organizatorem Kortowiady.

Musimy zacząć od najważniejszego pytania. Czy juwenalia przeszły już drogę od imprez studenckich do pełnoprawnych, masowych wydarzeń muzycznych?

Z pewnością tak już się stało. W dużej mierze spowodowane jest to tym, kogo chcą zobaczyć studenci. Taka skala wydarzenia niesie również ze sobą spore wydatki. Nie bez powodu właściwie wszystkie juwenalia stały się biletowane. Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, o których mówimy. Kwestię masowości i oczekiwań zaczęliśmy zauważać w Olsztynie, gdy organizatorzy innych okolicznych wydarzeń starali się dowiedzieć zakulisowo, jakich artystów chcemy zaprosić na Kortowiadę, by ogłosić ich szybciej u siebie. By jednak zrozumieć tę przemianę, trzeba spojrzeć na poszczególne kwestie szerzej, w perspektywie kilkudziesięciu lat.

Dlaczego?

Jeszcze do niedawna juwenalia opierały się głównie na inicjatywach typowo studenckich, związanych z rywalizacją pomiędzy wydziałami czy mieszkańcami domów studenckich. Od czasu, gdy do programów weszły koncerty, to one zaczęły być ich największymi i najważniejszymi elementami. Te, które były związane z aktywnościami uczelnianymi, stały się mniej nośne. Wciąż pytamy studentów o to, jakie są ich oczekiwania, w czym odnaleźliby się najbardziej.

I co zauważacie?

Jeszcze kilka lat temu studenci w mniejszej liczbie, ale nadal chętnie brali udział w zabawach uniwersyteckich. Szczególnie po pandemii zauważyliśmy gwałtowny spadek zainteresowania tego typu aktywnościami. Studenci chętniej biorą udział w wydarzeniach, do których nie trzeba się przygotowywać – kino plenerowe, festiwal planszówek, speed dating, flanki… Jeśli muszą zaangażować się wcześniej, to odpuszczają.

Możesz podać przykłady takich aktywności?

Tak było z Bojem Wydziałów oraz Miss Wenus. W pierwszym przypadku studenci z poszczególnych wydziałów tworzyli scenki tematyczne, do których trzeba było przygotować wystrój, muzykę, scenariusz, grę aktorską. W tym drugim uczestniczki przez kilka miesięcy uczestniczyły w sesjach zdjęciowych i próbach do finałowego występu. Wymagane były zaangażowanie i obecność. Teraz tego brakuje. Jako organizatorzy staramy się podchodzić do tego na chłodno. Juwenalia zmieniają się jak wszystko wokół nas, wystarczy spojrzeć na historię ponad 60 lat Kortowiady. Dostosowujemy się do tego.

Masz swoją teorię na temat tego, jak łączy się to z nowymi nawykami młodzieży?

Gdy my byliśmy dziećmi, to dostępność serwisów streamingowych była żadna. Jasne, nie jestem z czasów, gdy przegrywało się kasety magnetofonowe czy wideo – pierwszym nabytkiem łączącym ze wszechświatem był modem Neostrady. Tylko że zachowania międzyludzkie były inne, podobnie jak formy spędzania czasu. Masowość kultury i kontaktu zmieniły nawyki. Bardzo mocno zauważamy to z każdym nowym rocznikiem, który rozpoczyna studia.

A jak ma się do tego kwestia identyfikowania się z uczelnią czy kierunkiem studiów?

Te kwestie wiążą się ze sobą. I tutaj znowu możemy wrócić do tematu związanego z pandemią, która niesamowicie wpłynęła na relacje międzyludzkie. Oczywiście jeszcze przed 2020 rokiem zauważyliśmy pewien spadek zainteresowania studenckimi aktywnościami. Natomiast po powrocie do normalności dało się odczuć, że uczelnia i zajęcia traktowane są w dużej mierze jak praca – przychodzę, robię, co trzeba i wychodzę. Nie ma takiej integracji ze znajomymi z grupy, nie ma poczucia wspólnoty. Warto też zwrócić uwagę na to, że część studentów łączy właściwą pracę ze studiami, a odkąd zmniejszyły się możliwości zarabiania w niedzielę, muszą bardziej działać wieczorami, w tygodniu. Niestety ludzie coraz bardziej patrzą na siebie i swoje potrzeby, a nie na grupę. Ale jest światełko w tunelu!

Jakie?

Cały czas obserwujemy zachowania studentów i zauważamy, że trend się powoli odwraca. Mówię tutaj o rocznikach, które rozpoczęły studia w pełnym stacjonarnym wymiarze. Myślę, że wnioski z obserwacji będziemy mogli wyciągnąć po pierwszym pełnym roku.

A co do samego wydarzenia – w jakim jeszcze kierunku musieliście podążyć przez to nawarstwienie zmian zachowań?

Chcieliśmy, aby nasza impreza była bardziej kulturalna i widoczna. Muzyka jest wabikiem, ale równie ważny jest wygląd przestrzeni i scen, poziom strefy gastronomicznej czy wielkość strefy relaksu. Do niedawna organizatorom wystarczało spełnienie minimum riderowego artystów, lecz teraz to zdecydowanie zbyt mało. Zresztą te wymagania riderowe również w ostatnim czasie mocno się zmieniły. Jestem zdania, że skoro musieliśmy zacząć wprowadzać bilety na wydarzenie masowe, to jego jakość również musiała się zmienić. Przede wszystkim uporządkowaliśmy logistycznie cały teren, a w kontekście strefy food postawiliśmy w większym stopniu na foodtrucki.

Czemu?

Przez względy estetyczne, logistyczne i zróżnicowanie gustów kulinarnych uczestników. Weźmy dania wegetariańskie i wegańskie. Parę lat temu na takich wydarzeniach jak nasze tego nie było – obecnie trudno sobie wyobrazić imprezę bez oferty gastronomicznej dla wegetarian i wegan. Wiele uwagi poświęciliśmy również sprzątaniu terenu, także w trakcie festiwalu. Przy wyborze sponsora głównego, czyli marki piwnej, położyliśmy nacisk na sprzedaż produktów w kubkach wielorazowych. W przypadku strefy gastronomicznej praktycznie w 90% wyeliminowaliśmy plastik. To był jeden z głównych celów podczas organizacji Kortowiady 2022 – miało być czysto i tak było. Mamy szacunek do tego miejsca, do pięknych okoliczności przyrody, w których przyszło nam działać. To spójne z misją i wizją naszego uniwersytetu, który angażuje się w kwestię zrównoważonego rozwoju. Trudno, byśmy robili coś odwrotnego.

By jednak mieć to komu zaprezentować, trzeba się odpowiednio wypozycjonować. Dużo wydajecie na reklamy?

Przed pandemią środki na reklamę i promocję zamykały się w mniej niż pół procenta wszystkich kosztów. Teraz jest to około pięciu procent naszego budżetu. To też pokłosie działań największych polskich festiwali muzycznych, to one nadają wszystkiemu kierunek. Ale reklama to też standardowy element budowania pozycji danej marki. My z Kortowiadą nigdy nie zamykaliśmy się wyłącznie na studentów naszego uniwersytetu. Naszym znakiem szczególnym było to, że co roku w maju do Olsztyna przyjeżdżali studenci z całej Polski. A nawet nie tylko studenci! Reklama jest też ściśle powiązana z tym, że od kilku lat wstęp na główne wydarzenia muzyczne jest biletowany.

Rozwiniesz?

Organizacja imprezy masowej to ogromne koszty. Większość uczestników nie wie, z jakimi wydatkami to się wiąże. Honorarium artysty to jedno, ale do tego dochodzi spełnienie wszystkich wymagań technicznych. Scena, światło, dźwięk, ekrany ledowe, wizualizacje… Aby impreza masowa mogła się odbyć, trzeba spełnić też szereg wymagań prawnych. Mam tu na myśli kwestie związane z ochroną, zabezpieczeniem medycznym, ogrodzeniem terenu i sanitariatami. Jest jeszcze cała otoczka związana z występem artysty, czyli noclegi, przewozy, opłata ZAiKS. Przy przygotowaniu oraz podczas Kortowiady pracuje kilkaset osób. Kwoty wynagrodzeń stale rosną. Podobnie opłaty, jak chociażby cena paliwa czy prądu. Kilka lat temu, gdy zaczynałem studia, wśród znajomych panowało przekonanie, że wielu artystów koncertuje tutaj za bardzo małe pieniądze. Zresztą sam wtedy nie byłem świadomy kosztów i ilości wkładanej pracy, zaangażowania ludzi.

W jaki sposób zmieniły się kwoty?

Mniej więcej od 2019 roku stawki zaczęły znacząco iść w górę. W tym miejscu znowu możemy wrócić do tematu pandemii – kilka lat przerwy zrobiło swoje. Do tego wysoka inflacja. Powrót do pełnowymiarowego wydarzenia w 2022 roku był bardzo ciężki. W związku z tym wiele wydarzeń musieliśmy przemodelować. Natomiast pomimo tego niezmiennie chcemy oferować dużą liczbę otwartych, niebiletowanych wydarzeń.

Tak szczerze: czy raperzy ze swoją niepohamowaną chęcią do grania i zarabiania dali drugie życie nieco skostniałym juwenaliom?

Wydaje mi się, że nie. To po prostu kolejny trend. Rozwój ich bookingów na juwenaliach jest analogiczny do tego związanego z gatunkiem disco polo z mniej więcej 2012/2013 roku. Był czas, że występowali niemalże tylko discopolowcy i artyści, którzy grali przez dziesięciolecia. Ten gatunek został wypchnięty przez raperów jakoś w okolicach 2017 roku.

Byli tańsi i bardziej rozpoznawalni?

Na początku raperzy mieli niewygórowane stawki, a ich zapotrzebowania riderowe były nieinwazyjne. To standard przy wchodzeniu na rynek. Przyjeżdżał artysta, razem z nim hypeman. Podłączałeś konsolę i cała instalacja się kończyła. Obecnie raperzy często pojawiają się z zespołami i własnymi oświetleniowcami, przykładają się też do strony wizualnej swoich koncertów. Podczas Kortowiady 2022 mieliśmy świetne, audiowizualne show od Sokoła i PRO8L3MU. Czasem wymagania najpopularniejszych twórców mogą być trudne do spełnienia dla organizatorów, bo mówimy o dużym przeskoku na przestrzeni zaledwie paru lat, ale udowodniono nam, że warto. Ciągle mam te występy w pamięci.

Czy artyści windują stawki przez zmianę waszego podejścia do stylu wydarzenia?

Różnie bywa, ale tak, na ogół występ u nas jest traktowany jak granie na festiwalu i stawka, którą płacimy, jest festiwalowa. Czasem jednak spotykamy się z tym, że przez status wydarzenia oferuje się nam nieznacznie niższe stawki. Mowa o 10, maksymalnie 15% różnicy.

Sprawdź też
Kendrick Lamar telefon

A jak sami artyści podchodzą do grania na juwenaliach? Nie dręczą ich demony przeszłości w stylu pojawienia się wśród etatowych grup pojawiających się na tego typu eventach?

Są artyści, którzy sprzedają stadiony i których podejście do bycia w biznesie mocno się zmieniło. Mówiąc wprost: oni realizują tylko własne trasy, przez co są dla nas niedostępni. To jest właśnie to, o czym wspomniałem wcześniej. Tacy muzycy są bardzo popularni w serwisach streamingowych, a ludzie chcieliby widzieć ich u nas. W zamian oferujemy coś innego, czyli zróżnicowany line-up. Nie rezygnujemy z zapraszania początkujących grup, bo chcemy, by nasi odbiorcy mogli zapoznać się z innymi nurtami muzycznymi, ale na końcu zawsze grają headlinerzy.

Nie do końca odpowiedziałeś na moje pytanie, więc je ponowię, ale w trochę inny sposób. Czy ktoś wam odmówił?

Częściej w ogóle nie dostajemy odpowiedzi, tak bywa w przypadku gwiazd. W ciągu ostatnich lat otrzymałem zaledwie jedną odmowę. Zespół powiedział, że nie gra na tego rodzaju imprezach. Sam widzisz, że to margines.

Próbowałeś tłumaczyć artystom i ich managementowi, że to już inny typ grania?

Zapraszając artystów zawsze staramy się zarysować im, jak obecnie wygląda Kortowiada. Pokazujemy zdjęcia, opisujemy ostatnią edycję i dajemy statystyki. Niestety nadal czujemy podskórnie, że wizerunek imprez studenckich nie wszystkim odpowiada. Tyczy się to nie tylko artystów, ale też sponsorów i partnerów, którzy są bardzo ważną częścią tworzonego wydarzenia. Przed nami kawał pracy.

Nie tylko przed wami, bo przecież jest więcej juwenaliów. Konsultujecie się z ich organizatorami?

To szeroki temat. Warto zwrócić uwagę na to, kto za nimi stoi. W przypadku Kortowiady samorząd bierze udział w organizacji przedsięwzięcia, pomaga w wyborze artystów i działa przy strefach. W niektórych innych miastach odpowiadają za to fundacje, a tacy jak my dostają zaledwie pewien kawałek do zagospodarowania. Najczęściej nie mają nawet wpływu na to, kto pojawi się na scenie. Mamy kontakt z równie samodzielnymi samorządami, bo funkcjonuje Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej, to naturalna platforma wymiany informacji. Zresztą ten parlament organizuje konkurs Pro Juvenes, w którym wybierane są najlepsze juwenalia w Polsce. Nawet wygraliśmy go w zeszłym roku! Mam jednak wrażenie, że to przed pandemią, gdy juwenalia były w dużej mierze darmowe, dało się odczuć, że rywalizujemy o to, gdzie pojawi się więcej ludzi i gdzie będą lepsi artyści. W 2022 roku tak nie było.

Oczywiste wydaje mi się za to podpatrywanie ruchów największych festiwali muzycznych.

Podpatrujemy, w jaki sposób są zrobione. Jeździmy, obserwujemy, jakie koncerty dają młodzi artyści. Zwracamy uwagę na wystrój przestrzeni – co jest w trendzie, jakie rozwiązania są wdrażane. Nierzadko współpracujemy z tymi samymi firmami, więc dobrze wiedzieć i móc się niekiedy zainspirować. Staramy się jednak iść w swoim kierunku, bo to nadal trochę inna specyfika. Mamy wydarzenia towarzyszące, które nas mocno absorbują, typu parada wydziałów ulicami Olsztyna. Do tego festiwale mają to do siebie, że trzeba mieć bilet, by korzystać z jakichkolwiek atrakcji. My tak nie robimy, mamy pulę darmowych wydarzeń.

Czy rozwój rynku festiwalowego wam jakoś zagraża?

W tym przypadku musisz spojrzeć na miejsce, w którym organizujesz imprezę. Okolice Trójmiasta, Warszawy i Śląska mają to do siebie, że łatwiej sprzedać dużo imprez. Jedni organizatorzy będą celować w tych, którzy są w stanie wydać 1000 złotych za trzy dni, drudzy – w tych, którzy mogą poświęcić 300. Czujemy zagrożenie, bo czołowych artystów nie ma nieskończenie wielu. Oni też mają swoją wyporność koncertową. Niby łatwiej i taniej pójść na wydarzenia, które mają tylko polskich artystów, bo zagraniczni podbijają cenę, lecz marka gigantów eventowych robi swoje. Duże festiwale kuszą również atmosferą i wizją spędzenia fajnych wakacji czy fajnego urlopu. Zresztą za tymi dużymi formatami stają agencje, które nie skupiają się tylko na jednym festiwalu, a organizują ich wiele. Tym się często wygrywa – są to zupełnie inne warunki budowania koncepcji, ale też tworzenia budżetu, bo koszty bardzo często się rozkładają.

To co może być kolejnym kamieniem milowym dla juwenaliów w kontekście bycia traktowanymi jak festiwale? Ściągnięcie sporego artysty spoza Polski we współpracy ze sponsorem? Rocznicowy, specjalny występ jakiegoś polskiego popularnego artysty?

W 2018 roku zastanawialiśmy się, czy nie będzie tak, że niektóre juwenalia zostaną podchwycone przez stacje telewizyjne. Potem nagle artyści z Polski zaczęli wyprzedawać stadiony i hale, przez co nieco stracili zainteresowanie innymi wydarzeniami. A po chwili przyszła pandemia… Sądzę, że w najbliższym czasie rap nie spadnie ze swojej pozycji, ale za rok czy dwa lata wejdzie coś innego, świeżego. Jeśli stanie się inaczej, to będzie trzeba planować występy artystów z zagranicy, aby nie powtarzać z dużą częstotliwością tych samych zespołów.

White 2115 zagra na Kortowiadzie. Bilety znajdziecie w tym miejscu!

Copyright © Going. 2021 • Wszelkie prawa zastrzeżone