Czytasz
Karin Ann zmienia świat (zaczyna od LGBT i TVP)

Karin Ann zmienia świat (zaczyna od LGBT i TVP)

„W pewnym momencie coś we mnie pękło i wtedy pomyślałam sobie, że właśnie dlatego trzeba o takich sprawach mówić głośno.”
 


Kim jest młoda artystka, która niczym koń trojański wjechała do stacji TVP i wprawiła jej zarząd w konsternację, wyciągając podczas swojego występu flagę symbolizującą społeczność LGBTQIA?

Jest młoda, zdolna i ma dużo do powiedzenia. Mimo, że ma zaledwie 19 lat, na swojej rodzimej scenie już zdążyła zrobić wokół siebie sporo szumu. Rozmawiając z nią można odnieść wrażenie, że jest dużo dojrzalsza niż wskazuje na to jej metryka. Poznajcie Karin Ann, nadzieję słowackiej sceny, z którą rozmawiam o jej wsparciu dla społeczności LGBTQIA, planach na dalszą karierę i wpływie mediów społecznościowych na relacje pomiędzy artystą, fanem i zdrowiem psychicznym.  

Bardzo otwarcie mówisz o swoim poparciu dla społeczności LGBTQIA. Zarazem New York Times określa Cię głosem pokolenia. Czy czujesz, że wynika to właśnie z odpowiedzialności związanej z byciem osobą obserwowaną? 

Nie myślałam o tym, ale teraz jak powiedziałeś… To nie tak, że pewnego dnia obudziłam się i stwierdziłam, że zostanę głosem pokolenia, ja po prostu mówię o rzeczach, które widzę i czuję. Ja po prostu chcę pomóc społeczności i znaleźć jakieś rozwiązania przeciwdziałające hejtowi tworząc muzykę. Jeśli moja twórczość jakkolwiek na kogoś wpływa, to jestem szczęśliwa z tego powodu, ale nie chce zarazem, żeby publiczność oczekiwała czegokolwiek po mnie. Sprawy mniejszości seksualnych są ważne dla mnie personalnie i zawsze takie dla mnie będą, ale to też nie będzie to jedyna rzecz, którą chcę poruszyć publicznie. 

A jak to jest być osobą LGBTQIA w takim kraju jak Słowacja, z której pochodzisz? 

Mam bardzo wielu znajomych LGBTQIA i niestety jest różnie. Nigdy nie rozumiałam czemu ludzie, szczególnie starsi, mają problem z tym, że ktoś kocha kogoś tej samej płci. Ludzie po prostu szukają problemów tam, gdzie ich nie ma. To jest tak smutne i bolesne obserwować tę sytuację, ale im więcej ludzie będą mówili o równouprawnieniu, tym większe szanse, że więcej osób będzie mogło czuć się bezpiecznie i być z kim chce. Wokół nas jest bardzo dużo hejtu. W pewnym momencie coś we mnie pękło i wtedy pomyślałam sobie, że właśnie dlatego trzeba o takich sprawach mówić głośno. 

Ale myślisz, że jakieś zmiany zachodzą na Słowacji? Czy to społeczeństwo się zmienia na wzór tzw. zachodnich krajów europejskich? 

Mam nadzieję, że będzie się zmieniać. I właśnie na te zmiany chciałabym wpływać swoją postacią i muzyką. Ludzie muszą otworzyć głowy na zmianę, inaczej dalej będą działy się patologie. Wiele osób na Słowacji zastanawia się, czemu młodzi ludzie wyjeżdżają z kraju. Wtedy zawsze mówię, że skoro nie pozwala im się być kim chcą, to nie ma się czemu dziwić. Albo weźmy jakieś prawo stworzone 200 lat temu. To, że ono określa coś w taki a nie inny sposób, nie znaczy, że w 2021 to jest jakkolwiek zasadne. Czemu więc musimy podporządkowywać się jakimś ideologiom? Jako ludzie mamy przecież rozwój we krwi! 

Właśnie skończyłaś supportować sanah na trasie #noSory Tour i była to Twoja pierwsza tego typu trasa. Jaki odbiór był Twojej muzyki w Polsce i jak wspominasz współpracę z sanah? 

To dziwne, wciąż się przyzwyczajam! (śmiech) Kiedy dorastałam, bardzo często chodziłam na koncerty. Kochałam nie tylko samą muzykę na żywo, także całą atmosferę koncertu, ale zawsze byłam tam jako odbiorca. Teraz bycie po drugiej stronie jest dziwne i inne. Publiczność widzi tylko show, sławę i wywiady, tymczasem tak naprawdę to to przede wszystkim mozolne próby, godziny czekania na różne rzeczy, stres i bycie z dala od domu. Ale koncerty były świetne, publiczność przyjęła mnie bardzo ciepło. A naprawdę nie wiedziałam czego oczekiwać! Za każdym razem kiedy mogłam, uważnie oglądałam sanah. Uwielbiam jej koncerty i uważam, że to bardzo unikatowe, że śpiewa i gra na skrzypcach. 

Wczoraj zaprzyjaźniłam się z całym jej zespołem. Szkoda tylko, że dopiero na sam koniec trasy, ale to przez ciągły brak czasu. 

Słyszałem Twój koncert w Warszawie i muszę powiedzieć, że byłem pod wrażeniem, bo w tamtym momencie nie wiedziałem o Tobie nic i zastanawiałem się co tworzy Twoje brzmienie. Co stoi za Karin Ann? 


Oj, baaaaardzo wiele różnych rzeczy. Ostatnie rzeczy, które nagrywałam, idą bardziej w stronę grunge’u, ale to bardzo zależy od tego co, jak i kiedy. Pochłaniam ogromną ilość muzyki, szczególnie ostatnio będąc w trasie, ale nie tylko dla samego słuchania, ale też dla songwriterskiej analizy. Zastanawiam się jak inni artyści tworzą melodię, czy używają metafor w tekstach. Myślę, że moje piosenki są bardzo bezpośrednie w swoim przekazie. Chcę spróbować pisać bardziej poetyckie teksty jak np. Sufjan Stevens czy Tom Rosenthal. Nie wiem czy będę w tym dobra, ale myślę, że zawsze warto próbować różnych rzeczy i wychodzić ze swojej strefy komfortu. Nawet jeśli ma to skończyć w szufladzie, to zawsze jest to dobre w. Dobrze jest eksperymentować. Proces zmiany jest bardzo potrzebny, szczególnie nam, artystom. 

A gdzie chciałabyś być ze swoją twórczością za pięć lat? 

Szczerze, to nie wiem. Tak jak powiedziałam, ciągle się zmieniam. Tak naprawdę dopiero zaczynam swoją karierę, więc nie wiem jak szczodry okaże się los. Przede wszystkim chciałabym grać więcej koncertów i tras. Mam nadzieję, że sytuacja epidemiologiczna pozwoli dalej występować. Pracuję też obecnie nad kolejną EPką, która może przerodzi się w album… Sama nie wiem. Skupiam się głównie na tym co jest tu i teraz, bo nigdy nie można być niczego pewnym.

Faktycznie, biorąc pod uwagę proces globalnego ocieplenia przyszłość nie wygląda za bardzo kolorowo. O Twoim stylu na pewno można powiedzieć, że jest odważny, masz swoją estetykę. Co powoduje, że wyglądasz jak wyglądasz?  

Sprawdź też

To znamienne, że o tym wspomniałeś, bo parę dni temu myślałam o tym i doszłam do wniosku, że kompletnie nie wiem co robię. Mój styl jest bardzo chaotyczny. Nie da się go jasno określić. Oczywiście, jak większość z nas, staram się wyrażać siebie poprzez ubrania. W tym momencie myślę, że mój styl zmienił się porównując chociażby z tym co nosiłam dwa-trzy lata temu. Kiedyś wybierałam ubrania w stylu hip-hopu z lat 90. W tym momencie ubieram się w rockowo-grunge’owym stylu, ale chce zatrzymać kolory, wzory i tekstury, które już można ze mną kojarzyć. Najważniejsze w stylu jest to aby był autentyczny. Nie chcę, żeby słuchacze kojarzyli mnie tylko z jednej rzeczy. Moda to sposób ekspresji. Podczas tej trasy starałam się, żeby makijaż współgrał z tym co mam na sobie. To wygląda świetnie, ale niestety zajmuje bardzo wiele czasu. 

Na to jak wyglądamy i co nosimy, coraz większy wpływ mają media społecznościowe. Artyści właściwie nie mają teraz wyjścia i chcąc nie chcąc, muszą dzielić się swoim życiem prywatnym w internecie. Jaki jest Twój stosunek do tego typu komunikacji? 

Do tej pory używałam choćby Instagrama jako kolejnego narzędzia do samoekspresji, do postowania zdjęć makijażu czy choćby wspomnianych stylizacji. Myślę, że media społecznościowe to świetna opcja do nawiązywania kontaktu z tymi, którzy wspierają to, co robisz. Jest to przełomowe, bo nigdy droga pomiędzy artystą a fanem jest nie była tak krótka – szczególnie młodsza generacja mocno zaciera te granice. Mimo tego wszystkiego co powiedziałam, zdaję sobie też sprawę z ogromnych minusów social mediów, bo może zabawa z tym medium może przerodzić się w ogromną bolączkę. Nie chcę żeby ktokolwiek mnie ograniczał. Zauważyłam tendencję, że jak ktoś na Instagramie zmienia styl to często spotyka się to z nieprzyjemnymi ocenami albo hejtem. Nie chcę budować społeczności w których jest miejsce na takie rzeczy. Moje zdrowie psychiczne jest dla mnie ważniejsze niż followersi. Obserwowałam przypadki, gdzie kontakt pomiędzy artystą a fanami wyraźnie się zmienia. Taka sytuacja miała miejsce choćby w przypadku Billie Eilish. Kiedy nie była jeszcze tak znana, reakcje ludzi na jej zdjęcia były normalne, teraz cokolwiek nie wrzuci, zawsze spotyka się to z jakimś rodzajem hejtu. Media społecznościowe mogą być toksyczne, nie tylko dla twórcy, ale też i odbiorcy. 

Ostatnio norweski rząd wprowadził prawo, które nakazuje influencerom korzystającym z upiękniających filtrów o stosowną informację przy opublikowanych zdjęciach. To dobry krok, by choć trochę zatrzymać galopujące zmiany w kanonach piękna. 

Sama miałam problem z akceptacją swojej urody. Miałam problemy z jedzeniem, a nawet zaburzenia dysmorficzne. Coś co mnie bardzo pomogło, to przestanie obserwować ja tych użytkowników, którzy imponowali mi swoim wyglądem. Zamiast tego zaczęłam obserwować ludzi, którzy są podobni do mnie. Bardzo mi to pomogło. Zdrowie psychiczne powinno być na pierwszym miejscu. Jeśli czujesz, że obserwowanie dostatniego życia innych wpędza Cię w depresję, to po prostu przestań to robić. Wiem, że łatwiej powiedzieć, niż zrobić, ale przy odrobinie samozaparcia możesz to zrobić. Mnie to zajęło wiele miesięcy, ale teraz sobie myślę, że jeśli oni są cool, ja też taka jestem. 

Jeśli nie żyjesz w zgodzie ze sobą, obserwowanie życia innych na pewno może być depresyjne, bo w ten sposób jesteśmy narażeni na ciągłe porównywanie siebie do innych. 

Musimy wziąć pod uwagę fakt jak to wyglądało w historii. Kanony piękna bardzo się zmieniały na przestrzeni lat, a tak naprawdę to wszystko, to przecież natura, której nie da się oszukać. Moja mama i siostra mogą zmieścić w sobie niewiarygodne ilości jedzenia, mają świetną przemianę materii. U mnie niestety już to tak nie działa. A przecież nie chodzi o to, żeby się torturować i nie jeść, tylko trzeba próbować utrzymać balans w tym wszystkim. 

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone