Czytasz
Margaret przed Maggie Vision Tour – czy nagra z Young Leosią? [WYWIAD]

Margaret przed Maggie Vision Tour – czy nagra z Young Leosią? [WYWIAD]

Już w ten piątek Margaret rusza w Maggie Vision Tour. Trasa koncertowa obejmie 5 polskich miast: Szczecin, Poznań, Wrocław, Sopot i Warszawę. Złapałam się z Gosią w sali prób, by pogadać o przygotowaniach do występów, wychodzeniu z pudełka i siostrzeństwie na muzycznej scenie.

Margaret to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich piosenkarek młodego pokolenia. Popowa gwiazda, która najpierw rządziła listami przebojów, a potem zbuntowała się przeciwko oczekiwaniom i zaczęła próbować w muzyce zupełnie nowych rzeczy. Album Maggie Vision jest dowodem jej odważnych eksperymentów z brzmieniami i stylistykami. Jak sama mówi – dopiero teraz czuje się w pełni w zgodzie ze sobą. Poza sceną jest aktywistką, zabierającą głos w sprawie równości i tolerancji. Pełen pakiet!

Spotykamy się tuż przed Twoją trasą Maggie Vision Tour. Jak idą przygotowania?

Przygotowujemy się do tego już trochę czasu, bo chcemy być z tym wszystkim dopięci na ostatni guzik. Próby idą dobrze, chociaż musieliśmy zmierzyć się z paroma wyzwaniami. Bardzo chciałam odświeżyć moje stare hity. Okazało się, że zbliżenie tej muzyki brzmieniowo do tego, co gram teraz, jest trudnym zadaniem. Zabrało nam to sporo czasu. Ale generalnie jesteśmy bardzo podekscytowani!

Bilety na Maggie Vision Tour znajdziecie w Going.

Ta różnica, o której mówisz, w pewnym momencie mnie mocno zaskoczyła. Byłam na festiwalu Creepy Teepee w Czechach. Tam jest zawsze mnóstwo niezależnej czy eksperymentalnej muzyki. Tamtego roku znajomi w kółko puszczali z telefonu Serce baila. Koniec końców najwięcej słuchaliśmy… właśnie Twojego numeru. Żadne z nas nie spodziewało się u Ciebie takiego posunięcia muzycznego.

Nie lubię być zamykana w różnych pudełkach. Trochę na własne życzenie, trochę nieświadomie, ale tak się w pewnym momencie ze mną stało. Odniosłam duży sukces w muzycznym mainstreamie i później ciężko mi się było z tego “wykaraskać”. A ja przecież od zawsze podróżowałam muzycznie! W liceum nagrywałam równocześnie dwie płyty – jedną z poezją śpiewaną, a drugą elektropopową. Moje inspiracje i poszukiwania zawsze były bardzo szerokie. Po wielu latach robienia tego, co robiłam – i z czego byłam tak dobrze znana – stwierdziłam, że zamknęło mnie to w jakimś pudełku. Poczułam się z tym bardzo niewygodnie, więc postanowiłam z tego wyjść

Druga sprawa to też pesel. Przyszedł taki moment, że po prostu odważyłam się być na milion procent sobą. Zawsze byłam sobą, ale jednocześnie cały czas czułam oczekiwania rynku i presję, żeby się w nie wpasować. Dla młodej dziewczyny w tym dużym świecie to było wtedy bardzo istotne. Dopiero dużo później znalazłam w sobie odwagę, żeby nie iść na kompromisy. Zaufać sobie. 

I też świat chyba nie do końca pozwala dziewczynom być takimi, jakie by chciały. 

To w ogóle jest mocno kulturowe, że najlepiej jak jesteśmy wpasowane w szereg. 

Z rapem chyba też tak trochę jest? 

W rapie dużo więcej się wymaga od dziewczyn. Jest dużo rapowych piosenek, które wszyscy znamy. Jakby patrzeć na nie jakościowo czy pod kątem skillsów to są po prostu przeciętne. Nie mam z tym problemu zupełnie, bo muzyka jest różna i trafia do różnych ludzi. A u kobiet jeśli tylko któryś wers jest słabszy albo rym prostszy – od razu jest to wytykane. Jak dziewczyny rapują to muszą na start być milion razy lepsze, żeby ktoś powiedział: no dobra, zostań sobie, możesz tu być.

A jak sobie radzisz z hejtem?

W ogóle mam ostatnio wrażenie, że hejt narasta. Jako ludzie ogólnie znaleźliśmy się w dziwnym momencie naszej historii. Ciągle jesteśmy wkurwieni na siebie nawzajem. Ostatnio ktoś mnie zwyzywał od debilek, bo pofarbawałam włosy na niebiesko. Wow! Jeszcze jak są hejty związane z moją twórczością, to mnie jakoś dotyka. Ale jak ktoś mi pisze, że jestem brzydka… no dzięki.

Dzięki za konstruktywną krytykę!

To czy jesteś ładny czy brzydki to nie jest ani Twoja zasługa, ani wina. Nic z tym nie zrobię już. Ale faktycznie dużo jest negatywnej energii. Wisi nad nami jak jesienne chmury. 

Przypomina mi się kawałek No Future, który ukazał się w szczególnym momencie protestów kobiet. Tam w tekście jest fragment, że miał być letniaczek, ale znowu nie wyszło.

Na tej płycie jest dużo złości skumulowanej przez lata, podsycanej sytuacjami, które się nieustannie dzieją. Momentami przyzwyczajamy się, że tak po prostu jest, ale przecież nie powinny mieć w ogóle miejsca. Dużo jest we mnie niezgody. Staram się to inaczej przeprocesowywać, niż tylko się złościć, bo to też nie zdaje egzaminu na dłuższą metę.

Rozmawiałam ostatnio z pisarką Martą Dzido o jej książce Małż, w której główna bohaterka cały czas się buntuje przeciwko wszystkiemu i wali głową w mur. Marta powiedziała, że tego typu walka nie zawsze przynosi jakiś rezultat, że często poprzez pozytywne podejście jest w stanie osiągnąć więcej. 

Totalnie się zgodzę z tym, co powiedziała Marta! Żyjemy w czasach, w których zachęca się nas do wyrażania emocji. Oczywiście to jest bardzo dobre założenie. Nauczyłam się jednak, że w złości można się bardzo łatwo zapętlić. Dobrze odpuszczać rzeczy. Pisząc płytę i żyjąc tymi piosenkami, nieustannie wracając do tych emocji, na sam koniec byłam bardzo zmęczona tym procesem. Pierwszy miesiąc po wydaniu w ogóle nie mogłam tego słuchać. Tyle się wydarzyło, tyle przekotłowało we mnie rzeczy, że miałam wielką ochotę, żeby było już po prostu dobrze, bez komplikacji. To jednak jest zawsze procesem. Żeby napisać tę płytę musiałam coś przeżyć, potem się wyzłościć. Dopiero wtedy stałam się gotowa, żeby wydać kolejną epkę, która jest totalnie słoneczna. Wszystko ma swoją kolejność.

Jak ludzie przyjęli Gelato?

Super! Ciężko mi porównywać te dwa projekty. Pisząc Maggie Vision nie chciałam robić przebojowej płyty, bo przebojowe płyty już miałam. To nie było coś, o co walczyłam. Już byłam na wszystkich listach przebojów. To bardziej mój pamiętnik. A Gelato przyszło po wyzłoszczeniu się, wytupaniu wszystkiego. To powrót do życia. Miłego. Fajnego. 

Chciałabym Cię jeszcze zapytać o siostrzeństwo. Często współpracujesz z dziewczynami, wspierasz je. 

Dużo się mówi, że kobiety zaczęły się dużo mocniej wspierać. Bardzo lubię wchodzić w relacje muzyczne z kobietami. Chciałabym mieć więcej tych kobiecych współprac. 

Z Kachą na przykład? Widzę Was dużo razem na storiesach. 

Z Kachą się na maxa polubiłyśmy, zresztą z Karą tak samo. To śmieszna historia. Kara ma wizerunek dziewczyny z bloków, a ja jestem wychuchana różowiutka, a mimo to mamy świetny przelot. Jakbyśmy się znały od przedszkola. Kara wyjechała teraz do Anglii, bo ma dosyć naszego klimatu. Umówiłyśmy się, że ja pojadę do niej albo ona wpadnie do mnie jeśli zajrzy do Polski i coś porobimy. A z Kachą z kolei się spotykamy raz na jakiś czas i wspólnie tworzymy muzykę. Gelato to numer, który napisaliśmy w czwórkę: Kacha, Łukasz, Piotrek i ja. Zrobiliśmy sobie ognisko i napisaliśmy piosenkę. Tak w sumie teraz pracujemy – nie po coś tylko po prostu. Dograłam się też do ich EPki, która dopiero wyjdzie!

Zapytałam na Instagramie Going. co nasi obserwatorzy chcieliby o Tobie wiedzieć. Wśród propozycji pojawiło się między innymi: Czy nagrasz kiedyś tracka z Leosią?

Wiesz co, tak! Chciałabym! Jestem mega dumna, że tak dobrze jej poszło i przekracza kolejne granice. Jej EPka jest mocno latynoska. Ja też słucham dużo takiej muzyki, więc myślę, że to by siadło. 

Drugie pytanie było o Janusza Walczuka.

Śmiesznie, bo ja z Januszem miałam zrobić numer Janusz Walczuk, który stał się wielkim hitem. Miałam się do tego dograć, ale byłam strasznie zmęczona po płycie, więc praktycznie na ostatniej prostej przeprosiłam go i zrezygnowałam. Kiedy to wyszło i się zrobiło tak duże, pomyślałam: damn it! Ja ogólnie jestem bardzo otwarta na kolaboracje. Bardzo długo robiłam muzykę sama. To dla mnie odświeżające robić to z kimś, kto wnosii swoje pomysły. 

A słuchasz dużo cudzej muzyki? 

Słucham bardzo dużo muzyki. Nie jestem jednak słuchaczem, który katuje jedną rzecz. To moja praca, więc słucham numerów bardzo analitycznie na zasadzie: o, ale ciekawy zabieg produkcyjny! Mogę wrócić kilka razy do tego samego, ale generalnie cały czas szukam nowych rzeczy. 

Czyli podoba Ci się tylko to, czego jeszcze nie słyszałaś. 

Hahah, tak.

Sprawdź też
Basen i Kizo

Chciałam Cię też zapytać o ubrania. Nosisz dużo polskich projektantów i projektantek. 

Można sobie kupić coś drogiego, ale można też coś wykreować od początku. Face to face. Z kimś, z kim masz przelot. To jest dużo bardziej twórcze i dopasowane do mnie. Dostosowuję mój wizerunek do tego, co ma się wydarzyć na scenie. To lepsze niż na przykład ściągnięcie ciuchów z zalando. 

A masz ulubionych projektantów?

Od czasu pandemii zaczęłam dużo więcej chodzić w dresach. Bardzo lubię Local Heroes, z marką jestem od samego początku. Tuż przed nagraniem teledysku do Thank You Very Much byłam modelką w ich kampanii! Na Maggie Vision Tour będziemy mieć specjalne stroje, które uszyła polska firma z Opola. Nazywa się Gold Killer. Jeszcze nie wiem, jak wyglądają. To znaczy wiem oczywiście, bo omawialiśmy je, ale jeszcze nie widziałam finalnego rezultatu. Dopiero dziś wieczorem je odbiorę. 

Przed wejściem do studia spotkałam też Sławka Czajkowskiego. Powiedział mi, że szykuje dla Was scenografię. 

Tak! Będziemy mieć światła UV, które będą się świecić w ciemności, a nasze stroje też są odblaskowe. Wiem, że moja publiczność klubowa dopiero się tworzy. Tym bardziej chcę się postarać, żeby koncert był interesujący nie tylko muzycznie, ale i wizualnie.

Sławek „Zbiok” Czajkowski jest artystą wizualnym, którego twórczość wyrasta ze street artu. Jakie prace przygotuje dla Margaret? Zobaczycie na koncertach!

Wracając jeszcze na chwilkę do siostrzeństwa i równości. Jesteś ambasadorką akcji #nieczekam107lat [uświadamiającej systemowe różnice między kobietami a mężczyznami – przyp. red.]

Super, że takie akcje są. Nie wiadomo czy ktoś tego czasu w ogóle dożyje, bo zmiany klimatyczne są nieubłagane i jeszcze szybsze niż wszyscy zakładaliśmy. A fajnie by było, żeby jakaś kobieta dożyła równouprawnienia. To, co mnie zdziwiło w tej akcji to to, jak duży opór budzi w mężczyznach. W Warszawie żyjemy w bańce wśród  znajomych, którzy mają poglądy podobnie do naszych. Kiedy wychodzę z takimi komunikatami szeroko, to okazuje się, że te 107 lat do równości jest realną liczbą. Fajnie, że takie rzeczy się dzieją, że coraz więcej osób o tym mówi – może to skróci ten czas. 

To, że dziewczyny się angażują w zmaskulinizowane dziedziny też wysyła sygnał, że nie ma już przestrzeni zarezerwowanych dla przedstawicieli konkretnych płci. 

Jeśli chcesz robić daną rzecz, to możesz ją robić. Wydaje mi się jednak, że takie prawdziwe równouprawnienie i tolerancja nastąpią wtedy, gdy nie będzie trzeba o tym gadać. Mam taki wymarzony moment, że zaczęłoby nas dziwić, że w ogóle ktoś o tym rozmawia. To będzie prawdziwy przełom. W niektórych krajach to się już powoli dzieje. Kiedy bywałam często w Szwecji widziałam, że dla tamtejszych dziewczyn wiele tematów, które przywoziłam z Polski jako moje doświadczenie, wpędzał je w zdziwienie. Dla nich to nie był temat do gadania, nie musiały się przejmować takimi problemami. 

Coś w tym jest. Nadrabiałam ostatnio serial o superbohaterach, w którym zadbano o równość. Wpadał gdzieś jakiś szwadron i składał się z kobiet i mężczyzn o różnych odcieniach skóry. Po prostu. To, co spodobało mi się w tym najbardziej to fakt, że nikt nie promował serialu jako równościowego. To po prostu kolejny odcinek cyklu superbohaterskiego. 

No właśnie, bo jak się walczy, to znaczy, że nadal jest o co. Fajnie, żeby nie było o co walczyć! 

Na koniec zajrzę jeszcze do pytań internarnautów. Uwaga, czytam. Czy planujesz stage diving?

Byłam ostatnio na koncercie Maty. On robił stage diving i dosłownie utonął. Nie, że upadł, ale po prostu jego fanki go sprowadziły na ziemię, bo tam go wolały mieć. Dla mnie jako kobiety to jednak mocno niekomfortowe, żeby ktoś mnie wszędzie dotykał, więc raczej się na to nie zdecyduję. 

A będzie merch na trasie?

Nie będzie merchu. Nie wiem jak to ugryźć. Z jednej strony bardzo lubię ciuchy. Z drugiej strony mam pełną świadomość, że jest ich już wystarczająco. Nie potrzeba ich więcej na świecie. Jeśli kiedyś wpadnę na pomysł czegoś, co będzie rzeczywiście przydatne, wtedy zrobię swój merch.