Czytasz
3 płyty ostatnich tygodni, które musisz odpalić | Muzyczny Feed #31

3 płyty ostatnich tygodni, które musisz odpalić | Muzyczny Feed #31

W trosce o Wasz cenny czas, postanowiłem zmodyfikować nieco formułę feedu. Od teraz będę szykował dla Was selekcję prawdziwych perełek ostatnich tygodni. W pierwszym rzucie serwuję Little Simz, Kaza Bałagane i Trippie Redda.

Little Simz | Sometimes I Might Be Introvert

Świat obiegła wieść, że nowy album Little Simz to rapowe AOTY. Ma to sens, są powody, żeby tak twierdzić. Przy pierwszym odsłuchu również wpadłem w ogromny zachwyt. Sometimes I Might Be Introvert to takie małe To Pimp A Butterfly. Dostajemy skillsową perfekcje w departamencie przewijania zwrotek, a do tego imponująco dopieszczone i chwytliwe partie instrumentalne. Nie ma tu żadnych sampli i słychać to już od monumentalnego Introvert, który otwiera album i idealnie oddaje charakter reszty kawałków.

Niestety, przy drugim i trzecim odsłuchu wspomniana epickość zaczęła mnie nieco uwierać. Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę psuć hajpu wokół tej premiery. Zachwyty są zasłużone. Little Simz jest w ostatecznym stadium ewolucji (czytaj SSJ4). Nie ma bitu, którego nie jest w stanie ujarzmić. Ani flow, którego mogłoby zabraknąć w jej repertuarze. Problem w tym, że pompatyczność i ciągłe wtręty skitowe zmniejszają nieco przystępność tego materiału. Chciałbym dostać wersję złożoną z samej muzycznej esencji tego projektu.

Nie zmienia to faktu, że jest to istotnie topka roku. Jeśli szukacie muzyki w rapie, to tu macie jej aż w nadmiarze. Little Simz zatapia się we wszelkich odcieniach soulu, funku, R&B, jakie tylko można użyć przy okazji nawijania zwrotek. Ogromnie się cieszę, że udało jej się zabrnąć w to miejsce. Obstawiam, że większość osób, która wpadła w 2016 na jej koncert w Miłości przepowiadała jej spory sukces – ale wątpię, że ktokolwiek był w stanie przewidzieć, to co dzieje się obecnie wokół tej płyty. Superowo, kocham takie historie <3

Kaz Bałagane | Cock.0z Mixtape

Bałaganiarz to ścisła czołówka polskiej sceny, koniec, KROPKA. Blueface stał się prawdziwym hymnem nowej fali trapu – w pełni zasłużenie. Podczas gdy scena próbowała i nadal próbuje odnaleźć się w bangierowej stylistyce z różnymi skutkami, Kazik zdążył wypracować sobie sprawdzoną recepturę. Stoi za tym nie tylko jego niezwykle wykształcone ucho do bitów, ale także idealnie skrojony pod to styl pisania zwrotek. Bałagan potrafi w kilku wersach nakreślić barwnie konkretną sytuację – przy okazji robiąc to w sposób, który jest totalnie niepodrabialny.

Jedyne, co ściemniłem – to brodę w photoshopie
Jedyne, co bym zmienił – to swój styl na „Locie”
Opalony cham cały rok śmiga w złocie
Opalony cham nie dyga na robocie

lub

Grałem za trzydzieści koła, pięć lat temu też za dwójkę
Widziałeś mnie w Biedronce, mordo kupowałem żujkę
Widziałeś mnie w Biedronce, mordo wziąłeś to za ujmę
Ja nigdy nie wybrzydzam, nawet kiedy dają bułkę

Zabawne, że w przytoczonych wyżej wersach Kazek sam wskazuje powód, przez który pominąłem jego wczesne dokonania. Maniera jego głosu z pierwszych projektów skutecznie mnie odrzucała. Po tamtych czasach jednak ani śladu. Dziś Be do Gie może pochwalić się świadomie wykręconym wokalem, który znajduje sobie wystarczającą ilość przestrzeni, by należycie wybrzmieć (niezależnie od charakterystyki bitu). Osobiście preferuję Kazka na wolniejszych podkładach pełnych bassu jak w Włóczędze, Money Mitch czy Audemars aniżeli w cukierkowych tripach typu Miodek albo Srebrna Sukienka. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet w tych traczkach flow Bałagana się broni. Chłop po prostu wie, co chce osiągnąć i robi to dobrze – klasa.

Trippie Redd | Trip At Knight

Kiedy w 2011 roku Araabmuzik wypuszczał swoje przełomowe Electronic Dream rapowa bańka nie była na to gotowa. Czy jest to jeden z najważniejszych albumów ostatniej dekady, który jest zarazem konsekwentnie pomijany we wszelkich podsumowaniach? Dla tych uszu na pewno tak. Nie byłoby Eternal Atake Uziego, gdyby Araab nie wpadł na ten szalony pomysł mieszania transowych sampli z wystukiwanymi na mpc-tce perkami. Chyba zgoda, co?

Sprawdź też

Być może wpływ na wykrystalizowanie się tego charakterystycznego brzmienia miały także dokonania Rustiego (w szczególności Glass Swords) – choć biorąc pod uwagę, że raperzy z USA mają tendencje do zlewania tego, co dzieję się w UK, jest to raczej mało prawdopodobne.

W każdym razie, Trippie postanowił kontynuować poszukiwania Lil Uzi Verta – a w grzecznościowym geście zaprosił go nawet do współpracy przy okazji najgłośniejszego singla (milutko). Trip At Knight to na wskroś elektroniczny album. To także niezwykle udana próba przeniesienia hyperpopowej estetyki na trapowy grunt. Tak to się musiało zresztą skończyć. Syntetyczne, chwytliwe motywy z Dannego L Harle i innych zawodników PC Music aż prosiły się o osadzenie na soczystych 808.

Trippie zadbał również o pewien aspekt, do którego od zawsze mam słabość – nagrał album, który jest piekielnie spójny zarówno pod względem brzmienia jak i klimatu. Nie jest to zbiór randomowych tracków (jak choćby w przypadku najnowszego Drake’a). To pięknie ułożona mozaika, w której każdy element idealnie wpasowuje się w całość. Poważnie, musicie sprawdzić tę płytkę. Trap w USA dawno nie był tak chwytliwy jak tu.

Wszyściuteńkie feedziory

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone