Czytasz
Najmocniejsze albumy 2021, które musisz nadrobić [TOPKI MORE]

Najmocniejsze albumy 2021, które musisz nadrobić [TOPKI MORE]

albumy 2021

Nie musisz wertować dziesiątek rocznych zestawień z najlepszą muzyką – nasza TOPKA ma wszystkie najmocniejsze albumy 2021, jakie warto znać.

Overmono

Oto najlepsze albumy 2021 wg. redakcji Going. MORE

Pharoah Sanders & Floating Points – Promises

Kto by spodziewał się wspólnego wydawnictwa Pharoah Sandersa i Floating Points? Jak doszło do tak nieoczywistej współpracy? Ponoć Sanders po usłyszeniu płyty Elaenia Floating Points, sam zaproponował mu współpracę. Shepherd nie mógł wyjść z podziwu, że muzyk tego formatu zechciał z nim współpracować. Nic dziwnego, w końcu saksofonista pracował z takimi legendami, jak choćby małżeństwo Coltrane’ów.

Płyta Promises nagrana z udziałem London Symphony Orchestra to efekt bardzo przemyślanej i cierpliwej pracy, która rozpoczęła się już w 2015 roku. Tytułowe Obietnice to zbiór wolno rozwijających się dźwięków, które wciągają jak mało które. To jak transowe słuchowisko z którego w żaden sposób nie da się wyjść. Wiele na ten temat można napisać, ale tego po prostu trzeba posłuchać. I wraz z tą piękną muzyką, odlecieć na jakąś daleką planetę. [DL]

Turnstile – Glow On

Turnstile jest bardzo dobre, nie tylko cztery piosenki składające się na na ten dziwny rockowy video-art, jakim jest Turnistile Love Connection, ale cały album Glow On. Najdziwniejsze jest w nim jednak to, że nie jestem w stanie dokładnie określić, dlaczego jest dobre. Hipoteza robocza, która sprawdza się zazwyczaj przy każdej nowej muzyce, która siada nam od razu i czujemy, że jest to coś niezłego, jest taka: coś, co jest „dobre”, jest takie dlatego, że zawiera idealną proporcję nowości (czyli czegoś nieoczekiwanego, nieprzyjemnie z początku i, ożywczo później, drażniącego) do powtórzenia. Turnstile jest dobre właśnie dlatego: gdyby ich album był odcinkiem narysowanym na kartce, to byłby podzielony na powtórzenie i nowość zgodnie z proporcjami właściwymi dla złotego podziału, przy czym większą część stanowi tu, jak przy każdej „dobrej” muzyce, powtórzenie. […] Chłopaki z Turnstile byli w stanie zmiksować jedno z drugim w takich proporcjach, że ich propozycja działa. [W]

Pełną recenzję albumu przeczytasz TU:

Black Country, New Road – For The First Time

Jak debiutować, to tylko tak. Black Country, New Road to wyjątkowy skład muzyków z UK, który w 2019 wypuścił jeden singiel i zatrząsł post-rockową sceną, jak mało kto. Wokół premiery albumu wytworzyła się tym samym wielka aura oczekiwania. Muzycy stanęli jednak na wysokości zadania. For The First Time jest materiałem niezwykle spójnym i tworzącym dobrze przemyślaną i ekscytującą całość. Otwierający płytę Instrumental zawiesza poprzeczkę intensywności bardzo wysoko i co najważniejsze, kolejne kawałki dalej ją tam utrzymują. BCNR oferuje gitarowe granie, które może przypaść do gustu nawet tym, którzy w świecie riffów czują się totalnie zagubieni.

Tkay Maidza – Last Year Was Weird Vol. 3

Wydana przez kultową wytwórnię 4AD najnowsza EP-ka australijskiej artystki to pop na miarę naszych czasów. Jej wokalne umiejętności i umiejętność bezproblemowego odnalezienia się na przeróżnych bitach sprawiają, że Ariana Grande spogląda na nią z zazdrością. Trzecia część z serii Last Year Was Weird to wyprawa do świata aksamitnych brzmień i sampli słodkich jak pancake z nutellą i syropem klonowym. Tkay potrafi na luzaczku przeskakiwać ze śpiewu do nawijania nie zdradzając przy tym najmniejszych oznak napinki i wysiłku. Osiem dość krótkich utworów może pozostawiać pewien niedosyt, ale nie pozostawia. Dlaczego? Tkay Maidza wypełnia swoje kawałki niezliczoną liczbą pomysłów.

Armand Hammer & The Alchemist – Haram

Ma być eklektycznie i bujać głową; ma to lecieć na blokach i znaleźć się w topce Quietusa; wersy muszą być przekminione, ale bez przesady i odlotów – niejeden chciał to mieć, większość odeszła w zapomnienie lub zbłaźniła się próbując. I wtem! Zjawiło się Wielkie Trio i wyjaśniło. Billy Woods, E L U C I D i Alchemist wiedzą, co jest grane i robią to dobrze. Każdy z nich jest mistrzem w swoim fachu. Billy wielokrotnie udowadniał swoje wybitne wizjonerstwo i umiejętność odnalezienia się na niekonwencjonalnych bitach, czy to we współpracy z Kennym Segalem na Hiding Places czy z Moor Mother na Brass. E L U C I D również błyszczał w duetach dostarczając wyważone flow, na myśl przychodzi tu przede wszystkim jego współpraca z Milo jako Nostrum Grocers z 2018 roku. Alchemist karmi raperów pierwszej jakości podkładami od lat, jest to bez wątpienia jeden z najrówniejszych producentów na globie.

Haram to świetny balans formy, treści i wykonania. Napędzane mieszanką klasycznych sampli i nieoczywistych autorskich dźwięków bity dają raperom nieograniczone możliwości. Oczywiście, zmierza to brzmieniowo w klasyczną stronę conscious rapu, ale jest przy tym przekminione na tyle kreatywnie, że wymyka się z wąskich gatunkowych ram.

Pi’erre Bourne – The Life Of Pi’erre 5

Najlepsze albumy 2021

Słuchanie traczków Pi’erra to trochę jak oglądanie Wesa Andersona – raper zabiera nas w świat, w którym wszystkie elementy są perfekcyjnie dopasowane. Można próbować przyczepić się do poszczególnych detali, ale każdy ogarnięty gracz wie, że nie ma to sensu – Bourne lepi dźwięki jakby były z gliny, robi z nimi, co chce, przez cały czas czujemy, że nie ma tu nawet kropli przypadku. Wyizolowany wokal obnażyłby z pewnością sporo ograniczeń, ale po co ktoś miałby to robić? Pi’erre to alchemik flow, który tak jak wspomniany Playboi czy niegdyś Lil Wayne traktuje swój głos jak wtyczkę w programie do robienia muzyki. Kluczowy czynnik to częstotliwość i struktura, a nie rytmika czy ekspresja.

Sprawdź też

Lump – Animal

Tytuł najmocniejszego albumu z grzecznym, śpiewnym wokalem wędruje do LUMP. Laura Marling i Mike Lindsay po raz kolejny udowodnili, że dobrze dobrane duo może zdziałać cuda. Bogate instrumentarium, piękny, aksamitny głos i rozważnie budowana i prowadzona dramaturgia sprawiają, że Animal wyróżnia się na tle płyt będących zbiorem losowych kawałków.

Smerz – Believer

Najlepsze albumy 2021

A gdyby tak wziąć monumentalność Björk, dorzucić do tego trochę dystansu, trapowych perkusyjnych loopów, transowych arpeggio i luźnych wokali – co nam z tego wyjdzie? A no wyjdzie nam najnowszy album Smerz – norweskiego duetu, w którego skład wchodzą Henriette Motzfeldt i Catharina Stoltenberg. Believer to muzyka godna 2021 roku. Nieobliczalnie przełomowa, przesuwająca granice i badająca możliwości wykalkulowanych manipulacji oczekiwaniami słuchaczy. To tak, jakby ktoś stworzył algorytmy, których celem jest zebranie najbardziej chwytliwych popowych motywów, a potem zaczął z nich układać utwory.

Mach-Hommy – Pray For Haiti

Najlepsze albumy 2021

2021 był cudownym rokiem dla conscious rapu z hipnotyzującymi samplami. Jeśli byłbym zmuszony wybrać jeden album, który oddaje potęgę tego kierunku, postawiłbym na Pray For Haiti. Mach-Hommy to prawdziwy wirtuoz i poliglota. Miękkie flow i umiejętność odnalezienia rytmu w podkładach pozbawionych werbla sprawiają, że Mach potrafi nawinąć pod wszystko. To rap z ambicjami na ucieczkę z ciasnej hip-hopowej szuflady czyli ten z rodzaju najcenniejszych.

Overmono – Diamond Cut / Bby

Overmono wyjaśnili 2021. Panowie wydali świetny miks, i to nie dla byle kogo, bo dla londyńskiego klubu Fabric. Do tego wypuścili świetne EP-ki BMW Track / So U Kno Pieces Of 8 / Echo Rush. Jednak to podwójny singiel Diamond Cut / Bby zrobił na mnie największe wrażenie. Tu po prostu wszystko się zgadza. Dostajemy basową przeszłość Tesseli wspartą przez piękny sampel zaczerpnięty od Eriki de Casier. Overmono udowadniają, że na dobrze znanych patentach, wciąż można zrobić coś, co będzie brzmiało świeżo i odkrywczo. Wiem co mówię, bo miałem okazję zagrać oba kawałki w swoich setach i za każdym razem publiczność tańczyła do nich, jakby trochę energiczniej. W 2022 bracia Russell wypłyną na szerokie wody, mark my words. [DL]

Sprawdź więcej naszych rocznych TOPEK

Opisywali: Patryk Wojciechowski, Dymitr Liziniewicz i Wiesławiec Deluxe