Czytasz
Tyler, the Belmondawg – albumowy drop roku | Muzyczny Feed #24

Tyler, the Belmondawg – albumowy drop roku | Muzyczny Feed #24

Pat w szoku, to jest albumowy drop roku! Ubiegły piątek był – jak na razie – zdecydowanie najmocniejszym premierowym dzionkiem ostatnich miesięcy. Nowe albumy wypuścili: Spelling, L’Rain, Lucy Dacus czy Evidence. Żadne z nich nie znalazło się jednak w tej edycji feedu. Dlaczego? Bo wyszły jeszcze lepsze płytki, spójrzcie jakie.

Tyler, The Creator | CALL ME IF YOU GET LOST


Tyler Twórca powraca. Obyło się bez buńczucznych zapowiedzi i teasowania nowego materiału. Autor Igora odnalazł w sobie zahibernowane pokłady the real hiphopu i przypomniał o swoim wcześniejszym wcieleniu, znanym z czasów Odd Future. Jak sam mówi: chęć do rapowania przywrócili mu Westside Gunn z Griseldy i DJ Drama. Ten drugi został zarazem hostem CALL ME IF YOU GET LOST i przypomina o sobie regularnie swoim charakterystycznym okrzykiem [GANGSTA GRILLZ]. Mixtape’owa konwencja służy Tylerowi i pozwala kontynuować fascynacje, które kiedyś był poniekąd zmuszony porzucić. Wypuszczone w 2015 roku Cherry Bomb było szalonym i niestrawnym miszmaszem – mało brakowało, aby Tyler został przekreślony przez słuchaczy na amen. Wydany po dwóch latach Flower Boy był spektakularną rehabilitacją i premierą nowej wersji rapera – znacznie spójniejszą i wyrachowaną.


Najnowszy album to przykład wyciągnięcia wniosków. Podobnie jak w przypadku ostatniej płyty Flying Lotusa, mamy tu do czynienia z istną kompilacją najbardziej charakterystycznych motywów z twórczości artysty. Mimo to, całość jest spięta odczuwalną klamrą, która czuwa nad tym, aby tracki zbytnio od siebie nie odbiegały. O dziwo najciekawiej wypadają kawałki, w których Tyler przypomina o swoim agresywnym i żwawym flow znanym z jego pierwszych projektów. Choć ciężko odmówić również magii długaśnemu, acz czarującemu WILSHIRE (zaleca się wrzucić na słuchawki i docenić cudowne rozbicie dźwięków po kanałach – aż się w głowiu kręci 🤯🤯🤯) Podsumowując, Flower Boy i Igor zachowują pierwsze dwa miejsca na podium dyskografii, a najnowszy albumik zaklepuje solidną trzecią pozycję – czyli, że g i c i k.

Belmondawg – Hustle As Usual EP


Belmondziak to ewenement. To rap dla podwórek, którym jarają się doktoranci na mish-u i dziennikarze Kry Polu. Spełnione marzenie ślizgerów, wyszukujących perełki podziemia, głaszczących w między czasie powinięty w wigilię winyl Smarka. Młody G to tony charyzmy i rozkminy, jakich nie było w rapgrze odkąd Wankz przestał rapować. To analogowy klimat i mięsiste loopy, za które tak pokochaliśmy Milczmena. To mordziak, który zrobił ukłon w stronę legend, choć wcale nie musiał (wszyscy lubimy takie historie, powiedzmy to sobie szczerze).

NIECHĘĆ KONTRA CHĘCI, TO NIE KONTRAHENCI TYLKO ŚMIECI
MŁODY G BELMONDZIAK KONTRA KONTRAKT

Wielkość Belmondziaka tkwi w jego delivery (czyli sposobie, w jaki nawija wersy). Jego slow flow to zmyła. Typ ewidentnie kuma, jak wielka moc drzemie w mikrosekundowych przesunięciach sylab – zresztą, daje tego idealny pokaz w Agnihotrze. Bity od EXPO 2000 przypominają o nieśmiertelności truskulu napędzanego MPC-tkowym cięciem sampli. A co najważniejsze, są idealny tłem dla gęstych wersów Młodego G. H.A.U. to spektakularny powrót na scenę, jakiego chyba nikt się nie spodziewał. A jednak się wydarzył, a jednak jest już faktem, tak samo jak wsparcie Asfaltu. Niespodziewane zniknięcie materiału z serwisów streamingowych zostało rozwiązane – album śmiga już w sieci. To pierwszy rapowy fizyk, jaki znalazł się na mojej półce od lat. Kciuki są trzymane, jedziesz, nie przestajesz.

Sprawdź też

Sault | Nine


Sault zaliczyło już swój debiut w feedzie. Dlatego też wracamy, by sprawdzić, co u nich słychać. A tu rzecz całkiem ciekawa. Najnowszy album będzie dostępny na platformach streamingowych jedynie przez 99 dni. Po tym czasie zniknie, chociaż niezupełnie. Będzie go można ściągnąć za darmo z oficjalnej strony zespołu. Akcja ciekawa, biorąc pod uwagę, jak ciężko stworzyć obecnie jakąś intrygującą – a przy tym nieprzypałową – promocyjną narrację. Muzycznie rewolucji brak, ale to dobrze. Nie wszystkie formuły muszą być odświeżane i uaktualniane, młode ziemniaczki z fasolką szparagową koszą co lato i komu to przeszkadza? Sault dostarczają kolejną dawkę podnoszącego na duchu soulu i funku, która – cytując jakiegoś użytkownika RYM-a – skierowana jest głównie do naszych kończyn. W sensie, że ma porywać do tańca. No i porywa. W dodatku, w ramach gościnki projekt wzmocniła swoją obecnością Little Simz. I bez zaskoczenia zaserwowała konkretną zwrotkę. Potrzebujemy takiej muzyczki na te upalne dni – Nine dostaje znak jakości od feedu.

WIĘCEJ FEEDÓW

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone