Jennifer Nadel: „Intelekt jest kiepskim panem i wspaniałym sługą”
Szefowa działu kreatywnego Going. Pisze i rozmawia o książkach, feminizmie…
– Większość zmian w polityce dokonuje się w stanie „walcz lub uciekaj”. Pozostaje pytanie, jak wyjść z tego stanu i przejść do współczucia, w którym naprawdę uznajemy równość wszystkich ludzi i porzucamy hierarchię – zastanawia się współautorka książki My.
Gdy aktorka Gillian Anderson i dziennikarka Jennifer Nadel zaczynały pisać swoją książkę, pewnie nie spodziewały się, że trafią z nią do osób mówiących m.in. po francusku, włosku, niemiecku, niderlandzku, węgiersku, litewsku czy polsku. Tymczasem My. Przewodnik dla kobiet pragnących zmiany inspiruje czytelniczki z kolejnych krajów do pracy nad sobą, potencjalnie stanowiącej zalążęk politycznej rewolucji. Nie znajdziemy tu prostej recepty na dyskomfort. To raczej zachęta do systematycznego wysiłku, który pozwoli osiągnąć długofalowe sukcesy na polu zrównoważonego rozwoju i inkluzywności.
Książka ukazała się w Polsce nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN w tłumaczeniu Agaty Sadzy. Dziękujemy oficynie za możliwość rozmowy z autorką.

Jagoda Gawliczek, Going. MORE: Czy przyszłość, którą proponujecie w książce, to radykalna łagodność czy radykalny opór?
Jennifer Nadel, autorka książki My: Myślę, że opór. Ale żeby go stawiać, musimy być elastyczne. Jeśli robimy to na sztywno, stajemy się kruche i pękamy, więc nasz opór musi mieć w sobie łagodność.
Żyjemy w świecie, w którym nawet nasze dane są wykorzystywane jako broń. Jakie znaczenie w takim kontekście może mieć praca nad sobą?
Nie możemy brać odpowiedzialności za systemy, które nas uciskają. Jeśli jednak chcemy być częścią zmiany, musimy być gotowe do walki, czyli w pierwszej kolejności zadbać o siebie i działać w sposób zrównoważony. Jednak to ta zmiana jest w tym wszystkim najważniejsza. W parlamencie może być mnóstwo kobiet, ale w patriarchalnej i seksistowskiej rzeczywistości rezultaty i tak będą te same.
W książce sporo mówicie o swoim wnętrzu jak o źródle wiedzy. Jak odróżnić te intuicje od głosu zinternalizowanych oczekiwań, które przychodzą do nas z zewnątrz?
Jennifer Nadel: Zinternalizowaliśmy przekonania naszych rodziców, system patriarchalny i normy kulturowe. Rzeczywiście często słyszymy w sobie te wszystkie głosy zamiast tego prawdziwego, który pochodzi z naszych trzewi, a nie z głowy. Uczy się nas, że wiedza pochodzi z intelektu. Tymczasem intelekt jest kiepskim panem i wspaniałym sługą. Musimy więc słuchać naszych wnętrzności. Co się dzieje z naszym poziomem energii? Czy rośnie, czy spada? Co naszym zdaniem byłoby lepszym rozwiązaniem?
14. edycja Joga Festiwal Studzieniec już w dniach 18-21 czerwca. Promocyjne bilety już dostępne!
A jak wyglądałby świat, gdyby kobiety zaczęły go łatać wszędzie tam, gdzie coś nie działa?
Byłby o wiele bardziej sprawiedliwy. Chociaż mam poczucie, że rozwiązania wszystkich problemów, z którymi boryka się świat, już istnieją, ale nie wdrażamy ich w życie. Kobiety sprawdzają się we wszystkich dziedzinach, które nie opierają się na konflikcie i przemocy. Większość zmian w polityce dokonuje się jednak w stanie walcz lub uciekaj. Pozostaje pytanie, jak wyjść z tego stanu i przejść do współczucia, w którym naprawdę uznajemy równość wszystkich ludzi i porzucamy hierarchię.
W wielu miejscach na świecie państwo wycofuje się z opiekuńczej roli.
Jennifer Nadel: Państwo powinno chronić obywateli i zapewnić każdej osobie dostęp do tego, czego potrzebuje. Kiedy ten system zawodzi, musimy interweniować i tworzyć rozwiązania gwarantującą opiekę. Państwo feministyczne opierałoby się na inkluzywności, równości i rozwoju z gospodarką opartą nie na wzroście gospodarczym, ale na dobrobycie. Z edukacją na rzecz zatrudnienia, życia i odkrywania radości czy piękna. Kiedy będzie budować coś nowego, nie zrobi tego tylko dla zysku, ale z myślą o korzyściach dla całego środowiska. Stworzy domy skoncentrowane na człowieku, pamiętając o planecie.
W każdej decyzji, którą podejmujemy, klimat i równość muszą być wpisane w proces decyzyjny każdego organu władzy.

Tytuł waszej książki brzmi „My”. Masz poczucie, że w procesie pisania ktoś mógł zostać z tej grupy wykluczony?
Mam nadzieję, że nikt. Chociaż to książka dla kobiet, mężczyźni też cierpią z powodu systemu, w którym żyjemy. Feminizm polega na walce o 50% systemu, który jest w całości zepsuty. Dla większości mężczyzn również nie działa. Został bowiem zaprojektowany w czasie rewolucji przemysłowej, gdy wartość ludzka była mierzona pracą. Współcześnie wielu mężczyzn chciałoby mieć czas dla dzieci lub zajmować się czymś więcej niż tylko ścieżką zawodową. Musimy więc na nowo wyobrazić sobie pracę, skupiając się na tym, kim wszyscy jesteśmy jako ludzie i jak chcemy żyć. Mam więc nadzieję, że mężczyźni również staną się częścią ruchu „my”.
Wyobrażam sobie, że dla części kobiet życie duchowe może być luksusem, na który nie są w stanie sobie pozwolić.
Jennifer Nadel: W pełni to rozumiem. Sama bywałam zbyt zajęta, by pomyśleć o swojej duchowości. Mam jednak poczucie, że jeśli zignorujemy tę sferę i skupimy się tylko na tym, co doczesne, prędzej czy później zawsze wpadniemy w kłopoty. Duchowość nas karmi. Daje odporność w każdych okolicznościach, w jakich się znajdziemy. Odcinając ją, pozbawiamy się źródła pożywienia, które może nam pomóc przetrwać nawet najtrudniejsze chwile.
Z wszystkiego co mówisz, przebija poczucie jedności mimo dzielących nas różnic.
Wiesz, mam poczucie, że między nami wszystkimi jest coś wspólnego. Jesteśmy istotami ludzkimi w duchowej podróży. Łatwo nas zranić. Mamy podobne tęsknoty i pragnienie spełnienia. To, co nas łączy, jest więc o wiele ważniejsze niż różnice. Rozbieżności należy celebrować, ale musimy się zjednoczyć, bo razem zdziałamy o wiele więcej niż w pojedynkę.
Gdybyś teraz pisała „My”, co dodałabyś do książki?
Jennifer Nadel: Myślę, że pewne tendencje odczuwałyśmy już wtedy, gdy nad nią pracowałam. Mam jednak poczucie, że przesłanie książki jest ważniejsze niż kiedykolwiek. Ponownie musimy ubiegać się o nasze prawa i toczyć bitwy, które uważałyśmy za wygrane. Pisząc książkę dzisiaj, wyraźniej bym podkreśliła, jak pilna jest walka polityczna i że musimy spróbować znaleźć sposoby na obudzenie wszystkich kobiet. Każda z nas będzie potrzebna w tej walce. Stanowimy większość na tej planecie, a jednak nie mamy władzy. Musimy to zmienić.
Szefowa działu kreatywnego Going. Pisze i rozmawia o książkach, feminizmie i różnych formach kultury. Prowadzi audycję / podcast Orbita Literacka. Prywatnie psia mama.

