Czytasz teraz
Ibtisam Azem: Kolonizatorzy próbują skolonizować pamięć. To od nas zależy, czy się temu sprzeciwimy [WYWIAD]
Kultura

Ibtisam Azem: Kolonizatorzy próbują skolonizować pamięć. To od nas zależy, czy się temu sprzeciwimy [WYWIAD]

Palestyńscy pisarze mają prawo rozumieć swoją ojczyznę na wiele różnych sposobów – myśleć o niej i odczuwać ją inaczej. Mają jednak również zobowiązania wobec swojego narodu i społeczeństw, co zresztą można powiedzieć o właściwie każdym – mówi pisarka Ibtisam Azem. Jej Księga zniknięcia właśnie ukazuje się w Polsce. 

Księga zniknięcia, w ubiegłym roku nominowana do Międzynarodowej Nagrody Bookera, to jedna z tych lektur, które zostają pod powiekami na długo po odłożeniu książki. Autorka bierze na warsztat palestyńską traumę i ubiera ją w formę literackiego eksperymentu. Stawia nim prowokacyjne pytanie: A co, gdyby pewnego ranka wszyscy Palestyńczycy po prostu wyparowali? To krzyk o prawo do pamięci w świecie, który najchętniej zamiótłby całą sprawę pod dywan.

Ibtisam Azem, która na co dzień jako dziennikarka przygląda się mechanizmom władzy, w swojej prozie jest niezwykle precyzyjna, a jednocześnie czuła. Przestrzeń to dla niej nie tylko metry kwadratowe, ale przede wszystkim warstwy wspomnień. W swojej powieści konfrontuje nas z dwoma światami. Alaa żyje historiami swojej babci, a jego izraelski sąsiad Ariel musi nagle zmierzyć się z ciszą, jaka zapadła po zniknięciu tych drugich.

Autorka przekonuje w rozmowie z Going. MORE, że literatura to szeptanie światu historii, których ten często nie ma ochoty słuchać. Poruszamy także temat kolonizacji pamięci, gniewu, który w literaturze zyskuje prawo do istnienia bez przepraszania, i tego, dlaczego pisanie o stracie wymaga jednocześnie ogromnego dystansu i całkowitego zanurzenia. Z wywiadu wyłania się jasny wniosek — dopóki opowiadamy, nic nie jest ostatecznie pogrzebane.

księga zniknięcia
W warszawskim Klubie Empik (Marszałkowska 99) wkrótce odbędą się Targi Książki. Spotkamy się na nich m.in. z Katarzyną Grocholą, Wojciechem Chmielarzem i Martyną Wojciechowską.

Jagoda Gawliczek, Going. MORE: W twojej powieści Palestyńczycy dosłownie znikają. Czy to forma przedstawienia zjawiska wymazywania wykraczającego poza kategorię realizmu?

Ibtisam Azem: Zniknięcie Palestyńczyków w powieści ma kilka znaczeń i warstw. Jednym z nich jest odzwierciedlenie rzeczywistego zniknięcia, które miało miejsce podczas palestyńskiej nakby (katastrofy w języku arabskim) w 1948 roku, kiedy bojówki syjonistyczne (które później stały się armią izraelską) pod brytyjską okupacją Palestyny dokonały czystek etnicznych, usuwając większość ludności palestyńskiej z jej ojczyzny. Wysiedlono około 750 000 Palestyńczyków, ponad 11 nadmorskich miast opustoszało z większości palestyńskich mieszkańców, a ponad 500 palestyńskich wiosek zostało całkowicie zniszczonych przez Izraelczyków. 

Powieść stara się odzwierciedlić wydarzenia, które miały miejsce w przeszłości, i ostrzec przed podobnym scenariuszem w przyszłości. Musimy pamiętać, że została po raz pierwszy opublikowana w języku arabskim w 2014 roku. Jeśli spojrzymy dzisiaj na ludobójstwo w Strefie Gazy, zobaczymy, że to najnowszy rozdział trwającej nakby. Nie jest to bowiem wydarzenie, które miało miejsce wyłącznie w latach 1947–1948, i na tym się zakończyło. To raczej coś, co faktycznie zaczęło się wcześniej i trwa do dziś, przybierając różne formy.

Co się dzieje z pamięcią, gdy dana osoba znika, ale pozostają po niej przedmioty, miejsca i ślady? Czy może zostać poddana kolonizacji? Jak zwiększyć szansę na to, by przetrwała?

Przedmioty, miejsca i ślady również przechowują pamięć. Pytanie brzmi: kto ją zapisze lub opowie, by przetrwała? Kto jest świadkiem, który ją przywróci lub utrzyma przy życiu? Myślę, że pisarz lub opowiadacz jest osobą, która ma wszystko, czego potrzeba, by zachować tę pamięć, chronić ją i szeptać światu. Światu, który czasem nie chce jej słuchać.

Kolonizatorzy próbują skolonizować pamięć, ale to od nas zależy, czy się temu sprzeciwimy i będziemy stawiać opór. Od nas, czyli tych, którzy słuchają, oraz od osób spoza Palestyny walczących przeciwko wymazywaniu. 

Księga zniknięcia
okładka książki Księga zniknięcia Ibtisam Azem (tłum. Hanna Jankowska)

W książce piszesz o przestrzeni, która istnieje, a jednocześnie została utracona. Jak opowiadać o miejscu kryjącym w sobie taka podwójność?

Czy nie tym właśnie powinny zajmować się literatura i sztuka jako taka? Opowiadać, zachowywać i przekazywać prawdę oraz historie, których społeczeństwo nie chce widzieć ani słyszeć. Innymi słowy, opowiadać również o tym, co już nie istnieje. Mówić o tym prawdę, bo rzeczy i miejsca umierają nie wtedy, gdy są niszczone, ale wtedy, gdy są zapomniane, pogrzebane i niewidoczne. Dopóki jest ktoś, kto snuje historie o tym, co zapomniane, dopóty to istnieje. 

Piszesz po arabsku, ale Księga zniknięcia trafia do czytelników w różnych językach. Czy miewasz wrażenie, że niektóre emocje lub niuanse opierają się tłumaczeniu?

Pisząc, myślę obrazami i staram się angażować wszystkie zmysły, by wyrazić to, co chcę przekazać. Tworzenie powieści czy opowiadania jest jak egzystowanie w filmie wraz z moimi bohaterami. Odczuwam, płaczę, przeżywam z nimi życie i staram się ich wskrzesić na kartach książki. Myślę, że dobry tłumacz bez problemu to uchwyci. Być może coś się zgubi, ale zyskamy coś w zamian. Najważniejsze dla pisarza nie jest zostanie przetłumaczonym, ale pisanie dla siebie i swoich ludzi. 

Co dla palestyńskiej historii oznacza bycie czytanym poza pierwotnym kontekstem językowym i kulturowym?

Nie sprawujesz kontroli nad tym, jak ludzie cię czytają lub interpretują, tylko nad tym, jak opowiesz swoją historię. Kiedy piszę, prowadzę dialog z innymi pisarzami palestyńskimi i arabskimi, ale także z pisarzami międzynarodowymi, których czytam i którzy wywarli na mnie wpływ. 

Nie możemy dziś mówić o żadnej kulturze w oderwaniu od świata, więc zawsze toczy się jakiś dialog. Nie trzeba więc pisać w sposób uproszczony, by inni cię zrozumieli. Lepiej starać się odnosić do swojego narodu, bo ludzie z innych kultur i tak spróbują utożsamić się z twoimi lokalnymi przeżyciami. Wyrażanie kultury, w tym pisarstwo, powinno być nie tylko doświadczeniem intelektualnym, ale w równym stopniu także emocjonalnym. 

Mam nadzieję, że kiedy ludzie spoza Palestyny będą czytać moje teksty, zdołają zrozumieć coś z naszego życia poza nagłówkami wiadomości czy podziałem na dobre i złe. Że jesteśmy ludźmi i mamy prawo istnieć jako ludzie, ze wszystkimi naszymi wadami. 

Mohammed El Kurd pisze o „polityce bycia zrozumianym”, o presji ciągłego wyjaśniania światu własnej traumy. Czy czujesz, że oczekuje się od ciebie pisania dla kogoś?

Myślę, że El-Kurd ma rację, a jego nowa książka jest niesamowita i warta przeczytania. Sama nie odczuwam tej presji, bo nie piszę po to, by być tłumaczoną. Moim źródłem dochodu nie jest pisanie beletrystyki. Czuję się szczęśliwa, gdy powstają przekłady moich tekstów, niezależnie od tego, co sama o nich myślę. Ale pracuję na pełen etat jako dziennikarka, co daje mi swobodę robienia z twórczością tego, co tylko zechcę.

okładka książki Perfect Victims and the Politics of Appeal Mohammeda El-Kurda, o której opowiada Ibtisam Azem

Twoje postacie nie pozwalają czytelnikowi poczuć się bezpiecznie w prostych ocenach moralnych. Czy to zamierzony efekt?

Ludzie na ogół są bardziej skomplikowani, niż chcielibyśmy czasem przyznać. Dotyczy to również naszych politycznych lub społecznych wrogów albo osób, których nie lubimy. W moim pisarstwie staram się nadać postaciom trójwymiarowość. Złe uczynki popełnia nie tylko elita albo ci, którzy wydają rozkazy lub tworzą prawa. Robi to też większość, która milcząco akceptuje coś, co dzieje się w ich imieniu. Literatura powinna ożywić tę złożoność.

Masz poczucie, że książki przywracają poczucie sprawczości tam, gdzie odebrała je polityka?

Zawsze mamy sprawczość, nawet w polityce. Literatura nie może zastąpić innych form zaangażowania społecznego i politycznego oraz oporu. Potrafi zaś przekazać to, czego innym czasem nie udaje się dokonać, na przykład zbliżyć nas do ludzi, ich życia i tego, co się z nimi działo po tym, jak zniknęli z pierwszych stron gazet. Czasami to alternatywna historia, zwłaszcza dla grup ludności uciskanych i kolonizowanych. Jednak bez względu na wszystko nie powinna tracić swojej artystycznej ekspresji i integralności. 

Zobacz również

Czy pisanie o stracie wymaga zachowania dystansu, czy wręcz przeciwnie, zbliżenia się do niej?

Potrzebne jest jedno i drugie. Wymaga dystansu, czasu lub przestrzeni niekoniecznie wiążącej się z fizycznym opuszczeniem miejsca, o którym piszesz. To właśnie samotność może zbliżyć pisarza do tematu. Ale trzeba też przez to przejść, zwłaszcza gdy jesteś w trakcie pisania. Śmiejesz się, płaczesz, opłakujesz, kochasz, nienawidzisz — doświadczasz to, co twoje postacie, dlatego pisanie powieści jest naprawdę wyczerpujące i stanowi niezwykle trudny, emocjonalny i intelektualny proces. Ale jest to również jeden z najpiękniejszych darów, jakie życie może ofiarować artyście. 

A czy literatura stwarza przestrzeń dla gniewu, którego nie da się wyrazić gdzie indziej?

Gniew i wściekłość przybierają wiele bezpośrednich lub pośrednich form. Najbardziej rozgniewani ludzie, jakich spotkałam, byli bardzo milczący. Sama literatura daje więcej swobody, by móc wyrażać i doświadczać ten stan w żywy sposób. Wykracza zarazem poza sam zestaw emocji. Nie musi dawać odpowiedzi, ale pokazuje go w sposób, który społeczeństwo nie zawsze chce dostrzegać. Pozwala mu istnieć bez skrupułów.

Jak postrzegasz współczesną literaturę palestyńską? Rozumiesz ją jako wspólnotę czy raczej zbiór odrębnych, indywidualnych głosów?

Nikt nie istnieje w próżni wyłącznie jako jednostka. Każdy pisarz, nie tylko palestyński, jest również częścią innych doświadczeń. Czerpie ze zgromadzonej wiedzy oraz form ekspresji artystycznej: zarówno lokalnej, jak i międzynarodowej. A jednak musi też znaleźć swój własny głos.

Trudno mówić o naszej literaturze tak, jakby istniał w niej jeden sposób doświadczania życia i świata. Palestyńscy pisarze mają prawo rozumieć swoją ojczyznę na wiele różnych sposobów – myśleć o niej i odczuwać ją inaczej. Mają jednak również zobowiązania wobec swojego narodu i społeczeństw, co zresztą można powiedzieć o właściwie każdym. 

Musimy pamiętać również o tym, że większość Palestyńczyków żyje na wygnaniu i od dziesięcioleci walczy o swoje prawo do powrotu. Nie poddali się i nie poddadzą się. Nawet ci, którzy mieszkają w swojej historycznej ojczyźnie, żyją pod rządami czterech różnych systemów politycznych kierowanych przez Izraelczyków. Są dyskryminowani na różnych płaszczyznach, co komplikuje indywidualne i zbiorowe doświadczenia. To od każdego z pisarza zależy, jak chce je werbalizować.

Potrafisz wyobrazić sobie przyszłość, która nie opiera się na stracie?

Gdy w Księdze zniknięcia lub innych utworach piszę o przeszłości, stracie i traumie, robię to także po to, by zmienić przyszłość. Może to zabrzmieć dziwnie, ale w upartym dążeniu do tego, by się nie poddawać, zmiany przyszłości i niepowtarzania traumatycznej przeszłości, tkwi ogromna nadzieja. Chcemy bowiem przerwać cykl i zbudować nową przyszłość. Zakończenie Księgi zniknięcia jest otwarte, a ostatni raz, gdy słyszymy o Alaa, jest właśnie wtedy, gdy mówi o pięknie i swojej nadziei dla Palestyny, słucha muzyki i pije arak. Próbuje myśleć o dobrych wspomnieniach. Palestyńczycy nadal istnieją, kochają i świętują równolegle do swojego oporu i walki z kolonizacją.

Czy zatem literatura może coś zmienić? 

Nie może zmienić złych realiów, ale może być częścią zmiany. Nie sądzę, by w życiu istniało coś, czego nie da się zmienić; przynajmniej jesteśmy to winni sobie i innym, by spróbować. Literatura jest częścią tych starań. 

Copyright © Going. 2024 • Wszelkie prawa zastrzeżone

Do góry strony