Czytasz
Krnąbrność, kobiecość i seks – z Beatą Kozidrak o jej autobiografii | MORE Książkowe

Krnąbrność, kobiecość i seks – z Beatą Kozidrak o jej autobiografii | MORE Książkowe

Kobieta-ikona, jedna z najpopularniejszych polskich wokalistek, posiadaczka czterooktawowego głosu – Beata Kozidrak – porozmawiała ze mną o swojej pierwszej książce. Autobiografia Beata. Gorąca krew – wydana 4 maja – to historia rodzącej się niezależności, odwagi i wiary w kobiecą siłę.

Mało jest tak charakterystycznych artystek w polskim show-biznesie. Burza blond włosów i repertuar niezapomnianych przebojów – Beatę Kozidrak znają Twoi dziadkowie, rodzice, sąsiedzi i znajomi. Sięgając po jej książkę, spodziewałam się przede wszystkim opowieści o przemianach na krajowej scenie muzyki rozrywkowej. Owszem, taki kalejdoskop też tu znajdziemy. Mnie jednak najbardziej poruszyło podejście piosenkarki do tematów, o których czasem wstydzimy się mówić między sobą. Nie przedłużając – zapraszam do lektury.

Zacznijmy od początku. Skąd pomysł na tę książkę? 

Pomysł narodził się w mojej głowie już kilka lat temu. Graliśmy jednak dużo koncertów i po prostu nie było na to wtedy czasu. Kiedy przyszła pandemia stwierdziłam, że muszę coś ze sobą zrobić, bo się zanudzę. Przeczytałam te książki, które powinnam przeczytać i obejrzałam zaległości, jeżeli chodzi o filmy. Wtedy przypomniałam sobie tę myśl, którą miałam w głowie – że mogłabym spróbować coś napisać. I rzeczywiście – w marcu zeszłego roku zaczęłam pracować nad swoją autobiografią. 

Czytając książkę zauważyłam, że wszystkie Pani piosenki są w pewnym sensie opowieściami. Zastanawiam się na ile – w związku z brakiem możliwości spotkania z publicznością –  napisanie tej książki jest gestem podarowania im w ten sposób kolejnej opowieści.

Tak! Oczywiście, że brakuje mi obecnie koncertów – tak jak wielu artystom. Ta książka to prezent dla mojej publiczności – dla ludzi, którzy utożsamiają się z moimi tekstami i piosenkami. Chciałam im w ten sposób podziękować. Nie ma chyba większego wyróżnienia dla artysty jak taka cudowna, wrażliwa publiczność, która jest obecna w moim życiu od wielu lat. Obecna również poprzez projekty jak Bliżej, Bez ciśnień i wiele innych pomysłów, które realizowałam przez okres pandemii. To one sprawiły, że mam bardzo młodą publiczność. Nota bene – oprócz nowych piosenek nauczyli się również tych starych. Kiedy wychodzę na scenę, Ci młodzi cudowni ludzie śpiewają do końca. Zauważyłam nawet, że Co mi panie dasz to jest ich piosenka – chociaż powstała w odległych latach i opowiadam w tekście o innej rzeczywistości. 

Przez to w jaki sposób jest pisana ta książka – fragmenty chronologiczne przeplatane z jazdą samochodem z przyjaciółką – to bardzo silnie wyeksponowana jest właśnie ta kobieca przyjaźń. Chciałam o to zapytać – na ile kobiety w Pani życiu mają swoje szczególne miejsce?

Piszę również o tym, że trudno mi się współpracowało z mężczyznami, bo przez pierwsze lata byłam takim rodzynkiem w zespole – młodą kobietą, która musiała czasami wysłuchiwać różnych męskich wywodów. Później ta rola się trochę zmieniła, a krąg kobiecy w moim życiu się poszerzał. Pierwszą najważniejszą kobietą była moja mama. Istotna jest dla mnie także moja starsza siostra. Kiedy byłam nastolatką, ona miała już swój zespół, pisała teksty i pięknie śpiewała – do tej pory pisze piękne wiersze – więc miałam z czego czerpać. Była dla mnie wzorem kobiecości i powierniczką w tamtych latach. A później – no cóż – to się tylko poszerzało. Przyszła na świat moja córka. Później do zespołu dołączyła keyboardzistka Maria Dobrzańska, potem też kobiecy chórek. Ten krąg kobiecości jest cały czas przy mnie. Teraz pracuję z managerką Ewą Tutką. Mam obok siebie stylistkę-kobietę i Sabinkę, która dba o włosy i makijaż. Cały team jest bardzo kobiecy. Bardzo się wspieramy. Uwielbiam to, że nie ma między nami wzajemnej zazdrości. Pracujemy ze sobą, ale jednocześnie się przyjaźnimy. To jest ten wielki komfort, który posiadam – że mogę im zaufać. 

Och, i zapomniałam o Kasi Kossak – mojej największej przyjaciółce. Tej, o której mówię w książce – która przyjechała ze Szwecji zaskakując mnie, bo nie wyobrażała sobie, że w ważnym dniu mogłaby mnie zostawić samą. Bardzo dużo jej zawdzięczam i o tym właśnie piszę – o tej kobiecej przyjaźni, która… istnieje. Niejednokrotnie się jej boimy, nie ufamy, że tak naprawdę może być. A gdyby Kasia mnie w jakimś momencie życia potrzebowała to ja bym zostawiła wszystko i pojechała, żeby jej pomóc. 

Okładka książki, mat. promocyjne / Agora

Zwróciłam uwagę na słowo krnąbrność. W książce jest ta świetna anegdota, że Pani nie wiedziała w dzieciństwie co ono znaczy i to wzbudziło duże emocje, a potem stało się w pewnym sensie…

Atrybutem! Tak, wielokrotnie ta krnąbrność mi się przydawała. Wtedy jeszcze będąc sześciolatką nie wiedziałam czym ona jest. Później się dowiedziałam, że krnąbrna jest też ta osoba, która ma swoje zdanie i która chce je wyrażać nie bojąc się o konsekwencje. 

To mi się wydaje bardzo nowoczesne, to taka kobiecość w nowoczesnym wydaniu. 

Dokładnie, bardzo mądrze! (śmiech)

Zastanawiałam się też nad tym, w jaki sposób pisze Pani o seksualności. To też jest bardzo odważne, świeże i coś co wydaje mi się bardzo potrzebne – pokazywanie Polkom, że to jest pozytywna sfera w ich życiu i że nie trzeba się tego wstydzić. 

Jestem osobą, która mówi o tym w taki, a nie inny sposób, bo uważam, że oprócz sfery miłości, uczucia, to seks jest również bardzo istotny. Lepiej jest o nim wiedzieć więcej niż mniej – dla naszego zdrowia i możliwości doznań. My się w tym troszkę gubimy, albo nie chcemy o tym rozmawiać. Moja mama ze mną o tym nigdy nie rozmawiała. Dowiadywałam się o tej sferze od mojej starszej siostry. Ona miała odwagę te tematy ze mną poruszać. Wiedziała o mojej pierwszej miłości. Dużo jej zawdzięczam. Szkoda, że ten temat jest tak dziwnie chowany pod dywan. Nie rozumiem tego. Jeśli nie będziemy rozmawiać o naszej seksualności i możliwości inicjacji, pierwszych doznań, pierwszego dotyku – które są bardzo ważne! – to nasze życie może się skomplikować. Wiemy, co grozi na przykład młodym dziewczynom, które mają niedostateczną wiedzę i zachodzą w ciążę. To jest dla nich i dla środowiska, w którym żyją, bardzo trudne. 

Moja przyjaciółka podesłała mi Pani utwór Upiłam się Tobą. Szczerze mówiąc byłam zachwycona tym, że tam nie ma zupełnie zawstydzenia w mówieniu o pożądaniu. 

W książce piszę o tym, że kobiety po 50tce często stają się po prostu niewidzialne. Nie chcą się fajnie ubierać, nie chcą podkreślać swojej kobiecości. Uważam, że w każdym wieku można być pięknym i że to piękno jest w nas. Jeśli pani po 40tce czy 50tce zdarzy się sporadycznie mała fajna przygoda (śmiech) z młodszym od siebie partnerem to to jest coś dobrego – pokaże tej kobiecie, że jest atrakcyjna, pozwoli jej cieszyć się życiem. Codzienność niesie ze sobą mnóstwo problemów i trudów, ale myślę, że musimy cieszyć się życiem po prostu dlatego, że je mamy. 

Z mojej perspektywy – jako kobiety na razie z dala od 40tki i 50tki – to jest bardzo wartościowe. To mi daje takie wyobrażenie, że w sumie cały czas bardzo dużo jeszcze przede mną i że mogę się tym życiem jeszcze długo cieszyć. 

No oczywiście, że tak! 

Sprawdź też

To też w pewnym sensie przetarcie szlaków – w Polsce, która nie zawsze pozwala kobietom na tak swobodną ekspresję.  

No właśnie! Jest dużo tematów, których boimy się poruszać i musimy jako kobiety wręcz walczyć o swoje prawa. A przecież to my rodzimy dzieci i opiekujemy się nimi do końca życia. To dla nas odpowiedzialność i trud. Poza tym obecnie kobieta nie tylko musi opiekować się dzieckiem, domem i niejednokrotnie też facetem (śmiech), ale również pracuje zawodowo i chce być aktywna. Gdzie w tym wszystkim jeszcze czas na dbanie o siebie? Kobietom należy się naprawę wielki podziw. To jest bolesne, że muszą wychodzić na ulice, bo powinny być otoczone wszystkim, co najpiękniejsze. Powinno być tutaj więcej – nie współczucia – ale zrozumienia i wsparcia dla kobiet i ich potrzeb.

4 maja to nie tylko premiera książki, ale również premiera singla Gambit. Czy to inspiracja serialowa? 

Widziałam Gambit Królowej. To fantastyczny serial. Tak na marginesie mogę przywołać moment, który opisuję w książce. Jako nastolatka słuchałam z taśmy płyty Pink Floyd Ciemna strona księżyca. Leżałam na łóżku i widziałam przeróżne obrazy na suficie i tak zasypiałam. Mama potem przychodziła i wyłączała magnetofon (śmiech). No a jeśli chodzi o tę piosenkę – w tekście Gambitu skupiłam się bardziej na szachownicy naszego życia. Jest na niej król i królowa, mężczyzna i kobieta, którzy niejednokrotnie walczą ze sobą zamiast wspierać. Tak dużo jest problemów, nienawiści, zazdrości wokół nas, niezrozumienia, nietolerancji, że już dość. Lepiej sobie podać ręce, niż się zwalczać. O tym jest ten tekst. 

Piosence towarzyszy bardzo nowoczesny teledysk.

Zaufałam młodym ludziom. Powiedziałam: oddaję się w Wasze ręce! Róbcie, co chcecie! Oczywiście czytałam scenariusz i czułam intuicyjnie, że to będzie dobry obraz. 

Ostatnie pytanie: czego się możemy spodziewać po albumie? 

Muszę powiedzieć, że znowu Was zaskoczę! Piosenki powstają bardzo interesujące, ciekawe, teksty również. Czuję, że ta pandemia nieszczęsna nie zamknęła mnie od środka. Cały czas emanuję twórczą energią. Te piosenki, które stworzyliśmy z młodymi producentami, są po prostu piękne. Myślę, że ten album będzie właśnie taki – piękny. Mam nadzieję, że  Wam się spodoba. 

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję pięknie!

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone