Czytasz
A więc zostałaś nazwana dziwką. Zdzirą. Szmatą. | MORE Książkowe

A więc zostałaś nazwana dziwką. Zdzirą. Szmatą. | MORE Książkowe

Jest wtorek rano. Za mną ostatni łyk stygnącej już kawy i ostatnie tapnięcie na czytniku, oznaczające koniec książki Dziwki, zdziry, szmaty, której lektura towarzyszyła mi przez ostatnie dni. Książki trudnej, frustrującej i bardzo ważnej – zbierającej wachlarz doświadczeń wokół zjawiska slut-shamingu. 

Kluczowe pytanie, które musi paść na samym wstępie to: no dobra, ale czym właściwie jest slut-shaming? Jest to zawstydzanie i dyscyplinowanie (najczęściej kobiet) ze względu na ich seksualność. Komentowanie ich stroju, zachowania, preferencji seksualnych i nie tylko. Przerzucanie na nie odpowiedzialności za przemoc, której są poddawane. To metkowanie jako dziwek kobiet, które nie mieszczą się w ściśle określonych ramach. Czym są te ramy, wspominałam szerzej w tekście na Going. MORE a propos skandali obyczajowych z udziałem celebrytek. W skrócie: życie społeczne to gra, w której kobiety praktycznie nie mają szansy wygrać. Każde odstępstwo od normy kataloguje je za pomocą jednej z dwóch dostępnych opozycji: po jednej stronie czeka na nich szufladka sztywniar i nudziar, po drugiej – puszczalskich i zdzir.

Autorkami książki są: współzałożycielka erotyczno-feministycznego magazynu G’rls ROOM Paulina Klepacz, redaktorka prowadząca G’rls ROOM Aleksandra Nowak i trenerka pracy z ciałem Kamila Raczyńska-Chomyn. Początkiem projektu była ich akcja pod hasłem „Nie da się zawstydzić kobiety jej seksualnością, gdy ona się jej nie wstydzi” stanowiąca bezpośrednią odpowiedź na przemoc, której dokonali anonimowi internauci. 2 lata temu z zamkniętych grup na Facebooku wykradziono wypowiedzi kobiet na tematy związane z seksem i opublikowano screeny na (nieczynnej już) stronie SlutWatch. Na traumę i wstyd chciały odpowiedzieć pozytywnym, jednoczącym przekazem. Zebrały i opublikowały więc kobiece historie afirmujące seksualność. Książka jest kolejnym krokiem tego procesu.

Dziewczyny podjęły się zebrania wypowiedzi szerokiego grona rozmówczyń, których ten rodzaj przemocy interesuje zawodowo (piszę „interesuje”, bo „spotyka” nas wszystkie niezależnie od zajęcia). Znajdziemy tu zatem psycholożki, seksuolożki, publicystki i pracownice seksualne. Nie brakuje też aktywistek, mierzących się z różnymi aspektami seksualności – od ciałopozytywności, po dostęp do aborcji. Głos został oddany kobietom, które na co dzień korzystają z rozmaitych platform, poprzez które często i głośno wyrażają swoje zdanie. To przestrzeń wspólnego namysłu nad problemem, który dotyczy nas wszystkich. 

Autorki podkreślają, że choć słowo slut-shaming “może wydawać się nowe” (argumentują, że nie ma swojego polskiego odpowiednika), to samo zjawisko jest “stare jak świat”. Kobiety dyscyplinowano (lub dyscyplinowały się nawzajem) we wszystkich patriarchalnych społecznościach, nie omijając naszej. Pierwszy Marsz Szmat – protest przeciwko przemocy seksualnej, przede wszystkim gwałtom, wokół których narracja przerzuca odpowiedzialność ze sprawców na ofiary – przeszedł przez Warszawę już w 2013 roku. Początek akcji miał miejsce w Toronto po szkoleniu antyprzemocowym na jednej z uczelni, w czasie którego prowadzący je policjant poradził dziewczynom, żeby nie ubierały się – tak, zgadliście – “jak szmaty”. Wzburzenie, jakie wywołało jego zachowanie, odbiło się echem na całym świecie.

Przykładów slut-shamingu w życiu codziennym jest całe mnóstwo, a strofowanie często zaczyna się bardzo wcześnie. Dziewczynkom w szkołach narzuca się reguły ubierania się tak by „nie kusiły chłopców”. Gdy są starsze napiętnowane jest zarówno to, że rozpoczynają życie seksualne, jak i wtedy, gdy się przed tym wstrzymują. Jeśli padają ofiarą seksistowskich komentarzy – przyglądamy się ich zachowaniu pod kątem potencjalnej prowokacji. Jeśli zostają zgwałcone – dodajemy też pytanie o ubrania, które miały na sobie.

Ponieważ zjawisko slut-shamingu jest tak powszechne, publikacje na jego temat pojawiają się coraz częściej. Siłą Dziwek jest bliskie powiązanie z polskim doświadczeniem. Na krajowym rynku takich rozpoznań nadal mamy niewiele, a o zjawisku uczymy się m.in. z tekstów Rebecci Solnit czy Mony Chollet (zresztą kilkukrotnie w książce przywoływanych). Autorki uwzględniają lokalną specyfikę, kody kulturowe i rozwiązania prawne. 

Jeśli nie znasz francuskiego, ustaw automatyczne tłumaczenie napisów na angielski

Przewrotnie, duża ilość wypowiadających się osób finalnie nie stworzyła wrażenia polifonii, lecz… jednogłośności. Każda – dosłownie każda jedna! – rozmówczyni padła ofiarą strofowania, napominania, przytyków, złośliwości i (pozornie przyjacielskich) wskazówek. Skąd to się bierze – wnioski też są dosyć podobne. Momentami lektura staje się więc nieco monotonna. No ale cóż, to trochę takie „30 lat polskiej sceny slut-shamingu” – książka, która w założeniu ma być kamieniem milowym. Przełamanie narracji następuje dopiero w ostatnim rozdziale, w którym kobiety dzielą się swoimi erotycznymi herstoriami. Jest seksownie, odważnie i intymnie, momentami również daleko poza granicami tabu. To jasny komunikat – kobiety mają swój seksualny świat, który pełen jest rozmaitych potrzeb i fantazji. So what?

Autorkami i autorami krzywdzących komentarzy, składających się na slut-shaming, są zarówno anonimowi internauci_tki, nauczyciele_ki, rodzice, znajome osoby, jak i partnerzy_ki. W książce często jest mowa o tym, że nawet jeśli Twoją życiową misją zostaje, żeby nie narazić się na takie docinki, to i tak wcale nie czeka Cię radosne życie – nawet jeśli tych uwag nigdy nie usłyszysz. Po pierwsze: wymaga to stałego nawigowania z azymutem zdzira w głowie (nawet jeśli trzymamy ją na dystans), co średnio pozwala cieszyć się zyskanym statusem. Często też prowadzi to do erupcji niechęci do dziewczyn, które są na mapie na innym punkcie niż my. No i pamiętajcie, jeden fałszywy krok, spódniczka za krótka o centymetr i bach, rozbijamy się o patriarchalne skały. Z drugiej strony, nasz statek może zdryfować na płycizny cnotki. Mówiłam. W tej grze serio nie da się wygrać.

Sprawdź też

Cieszy mnie uwzględnienie perspektywy pracownic seksualnych. W książce wypowiada się Emilia z Sex Work Polska i anonimowa członkini stowarzyszenia. SWP ma na celu zbudowanie sieci kontaktów pomiędzy osobami zajmującymi się różnymi odmianami pracy seksualnej. Ponieważ głosy sexworkerek_ów są często marginalizowane lub zagłuszane, taki rodzaj wspólnoty umożliwia im dzielenie się doświadczeniami, wskazówkami, zwiększa poczucie bezpieczeństwa. W książce dziewczyny mówią o konieczności destygmatyzacji zjawiska. O podwójnych standardach, które je spotykają i o klasycznej opozycji świętej i dziwki. Emilia wspomina również o tym, że słowo prostytucja – tak wszechobecne, że pada kilkakrotnie w samej książce z ust różnych rozmówczyń – jest samo w sobie stygmatyzujące i nie powinno być używane.

A więc przebrnęłaś / przebrnąłeś przez ponad 300 stron książki o slut-shamingu. Co dalej? Autorki wskazują dwie ważne sfery, w których czeka nas – członków i członkinie społeczeństwa – praca. Po pierwsze: podchodzenie do siebie nawzajem z szacunkiem i zaufaniem. Wsłuchanie w historie kobiet, gdy mówią o swoich doświadczeniach. Zainteresowanie się innymi perspektywami na życie niż nasza własna. Zainteresowanie w sensie pozytywnym – wynikające z chęci zrozumienia, a nie próby stygmatyzacji, ometkowania, ocenienia. Po drugie: zbieranie w sobie odwagi, by nie dać się zawstydzać. Tworzenie sieci wsparcia (bycie osobą przynoszącą wsparcie, ale jednocześnie odważającą się na podzielenie swoimi doświadczeniami). Wejście na żadną z tych dróg nie przyniesie efektów natychmiastowo. Łatwo więc machnąć ręką i powiedzieć, że nie warto, że za dużo czekania. Ale to trochę jak z zamawianiem paczki z długim terminem wysyłki. Im szybciej zamówisz (zaczniesz zmieniać coś wokół siebie), tym szybciej trafi w Twoje ręce. Nie ma co się zniechęcać.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarna Owca. Premiera 28 kwietnia.

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone