Czytasz
Gniew na parkiecie – Avtomat opowiada o nowej EP-ce „Gusła” i staje w obronie osób LGBTQ+

Gniew na parkiecie – Avtomat opowiada o nowej EP-ce „Gusła” i staje w obronie osób LGBTQ+

Gusła, mat. promocyjne

Gusła (Human Rites) to pierwsza, wydana w promującym polską muzykę klubową i elektroniczną labelu Tańce, EP-ka. Materiał jest odpowiedzią na nagonkę rządzących na społeczność LGBTQ+ w Polsce. Going. rozmawia z jej twórcą – Avtomat opowiada nam o dyskryminacji, inspiracjach muzyką folkową i gniewie wyrażanym na parkiecie.

Avtomat to producent, DJ i wokalista, organizator cykli imprez (m.in. Ciężki Brokat) oraz członek prężnego kolektywu Oramics. 6 listopada nakładem nowej wytwórni Tańce ukazała się jego najnowsza EP-ka Gusła (Human Rites), która powstała w okresie trudnym zarówno dla Avtomata, jak i każdej innej osoby queer w Polsce.

Zniekształcony bas i zdekonstruowana ballroomowa stylistyka łączą się tu ze złowieszczymi dźwiękami i pełnymi dramaturgii dźgnięciami akordów. Przy pomocy domowych perkusjonaliów, wycia wiedźm i metalicznych dźwięków Avtomat zagłusza dehumanizującą społeczność LGBTQ+ przemowę ministra edukacji, Przemysława Czarnka, rzucając „klątwę” na osoby odpowiedzialne za codzienną przemoc wobec osób queer.

EP-ka inauguruje działalność nowej wytwórni Tańce. Inicjatywa prowadzona przez Łukasza Warnę-Wiesławskiego, dawnego współkuratora festiwalu Unsound, poświęcona jest polskiej muzyce elektronicznej i klubowej, która poszukuje nowych środków wyrazu wywodzących się z polskiego instrumentarium folkowego, zapomnianych rytuałów oraz odnoszących się do naszych codziennych doświadczeń w coraz bardziej opresyjnej rzeczywistości.

Avtomat Tańce
Avtomat, mat. promocyjne

Gusła (Human Rites) to Twoje pierwsze wydawnictwo od siedmiu lat. Co było powodem tak długiej przerwy?

A: To nie tak, że w międzyczasie nie tworzyłem żadnej muzyki. Mam w szufladzie prawie gotowy album projektu Pleśni, do którego musimy dograć studyjne wokale. Oprócz tego robiłem muzykę do spektakli teatralnych (w tym jedno kwadrofoniczne udźwiękowienie, co było niesamowite), remiksy i pojedyncze kawałki na kompilacje. Problem był dwojaki – po pierwsze, za bardzo skupiłem się na wspomaganiu cudzych inicjatyw, a moja własna muzyka zawsze była na końcu łańcucha priorytetów.

Po drugie, zacząłem tak kompulsywnie analizować całą muzykę, którą robię pod kątem brzmienia, trendów, „alternatywności”, przystępności i innych, koszmarnie bezsensownych kategorii, że doprowadziło to do najgorszej blokady artystycznej, jaką kiedykolwiek przeżyłem. Sam sobie wyrządziłem krzywdę zbyt wygórowanymi oczekiwaniami. Tym bardziej cieszę się, że pod wpływem bodźców ostatnich miesięcy Gusła (Human Rites) wylały się ze mnie, jak z przepełnionego wiadra – w niecały miesiąc.

Muzyka na EP-kę narodziła się w trakcie rezydencji w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, gdzie miałeś odprawić queerowy rytuał uzdrowienia. W przeddzień performansu zostałeś jednak aresztowany, protestując przeciwko bezprawnemu zatrzymaniu Margot Szutowicz. Jak ta sytuacja wpłynęła na powstawanie materiału?

Na potrzeby performansu w CSW powstał tytułowy utwór z EP-ki (który wtedy jeszcze miał bardziej transową, jednorodną strukturę). W piątek i sobotę miałem go kończyć i szlifować recytowanie i wykrzykiwanie nadesłanych mi homofobicznych haseł w jego rytm, ale niestety spędziłem te dni na proteście i w areszcie. Całe zajście na pewno uwolniło we mnie pokłady gniewu, które zbierały się od kilku lat, a które ostatecznie przelałem w tę EP-kę. Paradoksalnie to doświadczenie uwolniło mnie od strachu.

Najgorsze, co sobie wyobrażałem chodząc na protesty już się stało – przetrwałem to i wyszedłem z tego silniejszy. Rządzący nie mają już teraz nade mną tej władzy, jaką umacnia strach przed represjami. To też słychać w tym materiale – w bardzo konkretny sposób i nie przebierając w środkach, wskazuję palcem tych, którzy są odpowiedzialni za krzywdy setek tysięcy, o ile nie milionów Polaków. 

W starszym projekcie Pleśni łączyłeś tradycyjne wschodnie pieśni wielogłosowe z nowoczesną elektroniką, a teraz w Stop Bzdurom (The Bad Gays) użyłeś dźwięków suki biłgorajskiej. Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie muzyką ludową i jak trafiłeś na ten instrument?

Muzyką tradycyjną interesuję się od lat, od kiedy trafiłem do środowiska muzyczek i muzyków zajmujących się szukaniem jej u źródeł, związanych m.in. z festiwalem Wszystkie Mazurki Świata. Pociąga mnie w niej bezpośredniość środków ekspresji, nietypowe dla muzyki współczesnej rozwiązania rytmiczne i niesamowite harmonie. Jednocześnie nie mam do niej tak nabożnego stosunku, jak nie znoszące pojęcia „folk” środowisko, które próbuje ją odtworzyć w wersji 1:1, nie boję się już jej dekonstruować i pozwolić jej wpłynąć na moje brzmienie w sposób organiczny.

Z suką biłgorajską pierwszą styczność miałem przez znajome z zespołu Same Suki i użycie jej brzmienia w kontekście utworu o kolektywie Stop Bzdurom i brutalności policji nasunęło się samo – w końcu suka to też wywodzące się z okresu PRL slangowe określenie dużego, policyjnego radiowozu. Bardzo lubię groźny, nasycony harmonicznie dźwięk jej niższych rejestrów, które w połączeniu ze zrytmizowanymi ryknięciami silników, robią piorunujące wrażenie.

Aktualnie to mój ulubiony utwór z albumu, szczególnie, że druga część tytułu to określenie, którym próbowałem rozbawić w sierpniu siedzących ze mną w celi chłopaków (i tak nazywa się też nasz czat wsparcia na komunikatorze internetowym). Wyobraź sobie taki wyśniony przez prawicę najgorszy koszmar – czterech gejów z gołymi dupskami, siedzących na ryczących silnikami motocyklach (i na pewno sponsorowanych przez „zgniły Zachód”), niczym jakieś tęczowe Hell’s Angels.

Dlaczego EP-ka i utwory mają dwujęzyczne tytuły?

Mój wydawca, Łukasz Warna-Wiesławski, bardzo słusznie zauważył, że trzeba wprowadzać te nasze dziwne ogonki i kropki do globalnej świadomości i bardzo się cieszę, że go posłuchałem. Nie chciałem zostawiać jednak anglojęzycznych słuchaczy w zupełnej ciemności, więc angielskie tytuły w nawiasach są dopełnieniem polskich, które co bardziej dociekliwi słuchacze i tak pewnie sobie przetłumaczą w Internecie. Muzyka klubowa, pozbawiona tekstu ma to do siebie, że łatwo ją oderwać od znaczenia, więc chciałem jak najwięcej treści zawrzeć w tytułach.

Szeptucha (Hex Therapy) to na przykład utwór napisany pod wpływem (wtedy jeszcze) prób zaostrzenia prawa aborcyjnego. Przy jego pisaniu towarzyszyła mi pamięć o kobietach, które kiedyś żyły na peryferiach normalnego wiejskiego życia, na własnych zasadach i z tego powodu prześladowano je, nazywając „wiedźmami”, które rzucają na zwykłych ludzi klątwy. Podobnie dzisiaj prawica portretuje feministki. Prawda często była odwrotna – niejednokrotnie były to zielarki, które zajmowały się leczniczymi właściwościami roślin. Dużo dowiedziałem się o tym od Zosi Hołubowskiej (Mala Herba), która też współtworzy Oramics, więc postanowiłem w utworze powołać do życia kolejny koszmar patriarchatu – mściwą, queerową wiedźmę, która swoimi okrzykami przeklnie nasz opresyjny rząd, próbujący rządzić kobiecymi ciałami.

W trakcie setów często sięgasz po mikrofon, a Twój przetworzony głos słyszymy w Szeptusze (Hex Therapy) i Stop Bzdurom (The Bad Gays). Czy DJ-ing wpływa na Twoje produkcje?

Tak, zdecydowanie tak. Zresztą wytwórnia Tańce z założenia jest oficyną, która ma wydawać polską muzykę klubową, więc stylistyka EP-ki w naturalny sposób podryfowała w taneczne klimaty, do których bez problemu można wytańczyć swój gniew na parkiecie. Sam uwielbiam tańczyć i zawsze bawi mnie kwestia „ja nie tańczę”, wypowiadana z kamienną twarzą przez niektórych polskich DJ-ów. To trochę tak, jakby kucharz nie próbował własnej zupy przed podaniem. Świetną radę dał mi mój autorytet i internetowy przyjaciel Liar, (rumuński producent odpowiedzialny m.in. za sukces wytwórni Infinite Machine) – „zrób szkic kawałka w jeden dzień i sprawdź, czy sprawia, że chce Ci się tańczyć po pokoju”. Wierz mi, że dużo tańczyłem, robiąc ten materiał.

Sprawdź też
Kondoliza

Z wokalem sprawa jest trochę bardziej skomplikowana – śpiewam od zawsze, ale wypuszczenie studyjnej muzyki z własnym głosem wymaga większej odwagi, na którą dopiero się zbieram. Dlatego wokale na Gusłach (Human Rites) są raczej schowane w miksie i użyte bardziej jako dodatkowe instrumenty, niż faktyczna linia wokalna. Obecnie kończę pewien cover, w którym w końcu pokażę, na co stać mnie wokalnie, a który można było już usłyszeć w moich hybrydowych setach na festiwalach.

Jesteś jedną z najbardziej aktywnych i zaangażowanych postaci na polskiej scenie. Czy na przestrzeni ostatnich lat zauważyłeś jakieś zmiany w środowisku klubowym?

Zaangażowanych osób na polskiej scenie jest od groma. Kolektywy takie jak przechodzące ostatnio transformację byłe MESTIÇO, Dłoń, Flauta, BAS, Radio Kapitał, regime czy Brutaż odwalają kawał dobrej roboty na naszej scenie i bez tej sieci wzajemnej pomocy, nikt z nas nie byłby w stanie tak prężnie działać. Zmiany nie zachodzą oczywiście tak szybko, jak byśmy sobie tego życzyli i życzyły, ale ja jak zwykle jestem dobrej myśli. Widzę jak niekończące się dyskusje na różne, ważne dla sceny tematy, skutkują powoli przewartościowaniem wielu kwestii.

Na pewne nieprawidłowości na scenie jeszcze kilka lat temu nikt nie zwróciłby uwagi, a dzisiaj są tematem szerokiej debaty – np. coraz częściej piętnuje się brak równości w line-upach, brak zaangażowania w politykę, brak bezpieczniejszej przestrzeni w klubach i na wydarzeniach czy, jak ładnie określił to Paweł Klimczak, bookingowy kult cargo zamiast wsparcia dla lokalnej sceny. Nawet najwięksi gracze, tacy jak wielotysięczne festiwale i najbardziej oblegane kluby, muszą się teraz liczyć z opinią publiczną wyrażającą zdanie na wspomniane tematy i z większym rozmysłem planować swoje inicjatywy, co moim zdaniem jest takim małym sukcesem.

Pod koniec października dołączyłeś do grona ambasadorów Keychange, międzynarodowej organizacji działającej na rzecz równości płci w branży muzycznej. Na czym polegać będzie Twoja rola?

Tak, przyznam szczerze, że ta propozycja spadła na mnie kompletnie niespodziewanie, bo od jakiegoś czasu obserwuję działania Keychange (w szczególności dzięki kontaktom jakie nawiązałem w Kopenhadze podczas panelu organizacji Freemuse). Nigdy nie sądziłem, że znajdę się w pozycji, w której dane mi będzie współpracować z ponad dwudziestoma artystkami takiego kalibru jak Shirley Manson z Garbage, Corinne Bailey Rae czy moje ukochane Planningtorock i Imogen Heap.

Moje obowiązki w roli ambasadora to między innymi przełożenie ideałów Keychange na polskie warunki, sieciowanie podmiotów i podtrzymywanie debaty na ten temat w naszej branży. Będę też brać udział w spotkaniach i panelach dyskusyjnych, podczas których postaram się przybliżyć przeszkody, z którymi na polskiej scenie borykają się osoby niedoreprezentowane, wypracować strategie, dzięki którym w przyszłości będzie ich mniej i uzyskać pomoc zagranicznych organizacji.

EP-ki Gusła (Human Rites) możecie posłuchać tutaj.

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone