Czytasz
Różnica, która nie musi dzielić – śledzimy wątki LGBTQ+ w polskiej sztuce współczesnej

Różnica, która nie musi dzielić – śledzimy wątki LGBTQ+ w polskiej sztuce współczesnej

Polska sztuka poruszająca kwestie LGBTQ+ miesza porządki, podważa zastane kategorie, rozsadza sztywny gorset norm społecznych.

Sprawdzamy strategie artystyczne polskich twórców i twórczyń, którzy biorą na warsztat kwestie tożsamości płciowej, seksualności i szeroko pojętej różnicy.

Zbigniew Libera

Zbigniew Libera na okładce najnowszego Szumu dumnie prezentuje wypiętą pierś. Na fotografii Anny Grzelewskiej widać zalotnie spoglądającego w kamerę artystę, który łączy w sobie cechy żeńskie i męskie. Mimo że głównym bohaterem numeru jest Libera, całość poświęcona została pamięci zmarłego w 2019 roku artyście Sławomirowi Belinie  – “duchowemu spadkobiercy wszystkich drag queen świata”, jak czytamy w redakcyjnym wstępie. Belina znany jest m.in. z powstałej w 2009 roku 8-kanałowej instalacji wideo “Norma”, do której inspiracją był udział artysty w queerowych festiwalach w warszawskim klubie Saturator. Propagujące odmienność i inkluzywność spotkania kwestionowały tytułową “normę”. 

Stylizacja Libery odwołuje się do tej tematyki, lecz nie jest bynajmniej novum w jego twórczości. Artysta już wielokrotnie nawiązywał w swoich pracach do estetyki queerowej. W 1988 roku stworzył cykl fotografii  „Ktoś inny”. To seria autoportretów, w których Libera stylizuje się na kobietę. W momencie, gdy w Polsce nikt właściwie nie słyszał o stylistyce queer Libera – w wyrazistej szmince, pończochach i rozpiętej marynarce – przybiera uwodzicielskie pozy na domowym tapczanie. Tym samym artysta akcentuje to, co pomiędzy jednoznacznym podziałem na kobietę i mężczyznę.

Od lewej: okładka Magazynu Szum, fot. Anny Grzelewskiej (2020 r.), obok jeden z autoportretów z serii „Ktoś inny” (1988 r.), źródło: Magazyn Szum oraz Archiwum Zbigniewa Libery MSN.

Karol Radziszewski

Myśląc o polskiej sztuce poruszające tematy LGBTQ+ nie sposób nie wymienić Karola Radziszewskiego. Pamiętam jego głośną wystawę “Zawsze chciałem” w Centrum Sztuki Współczesnej CSW w 2007 roku kuratorowaną przez Stacha Szabłowskiego. Agresja i rodzina, religia i seksualność, prywatne i publiczne –  to wszystko miesza się ze sobą ponad 13 lat temu w warszawskiej instytucji, w której niedawno mieliśmy okazję oglądać retrospektywną wystawę artysty „Potęga sekretów”.

Częścią ekspozycji był m.in. kontrowersyjny film “Fag Fighters: Prolog” opowiadający o fikcyjnej gejowskiej bojówce siejącej postrach na ulicach miasta. Różowe kominiarki, znak rozpoznawczy grupy, utkała babcia artysty. Najbardziej w pamięć zapadło mi wówczas zdjęcie Radziszewskiego w kominiarce obok siedzącej na kanapie babci. Przestrzeń galeryjną podzielono na dwie strefy: jedną zaaranżowano niczym zwyczajne, polskie mieszkanie, drugą zaś jako wypełniony graffiti mroczny, uliczny zaułek. Całości dopełniała kolekcja przeskalowanych wizerunków Jezusa wykorzystanych na popularnych obrazakch świętych czy okładkach katolickich pism. 

Łącząc dwa pozornie wykluczające się porządki –  rodzinne ciepło i bliskość z czystą, niczym niepohamowaną przemocą – Radziszewski unaoczniał paradoksy ludzkiej egzystencji. Jego bojówka to ironiczny komentarz wobec brutalnych ataków na środowiska homoseksualne, w których często biorą udział ukochani przez babcie “to dobry chłopak był” agresorzy. 

Karol Radziszewski, „Fag fighters prologue”, 2007, źródło: http://www.karolradziszewski.com

Daniel Rycharski

Queer, katolicyzm i małe polskie miasteczka – brzmi jak mieszanka wybuchowa. Daniel Rycharski balansuje na pograniczu wszystkich tych światów, wydobywając różnice, ale i przede wszystkim łączniki pomiędzy tymi z pozoru wykluczającymi się terytoriami. Rycharski czerpie z folkloru, symboliki religijnej i LGBTQ+ pokazując, że kategorie, którymi organizujemy naszą percepcję są elastyczne i nigdy nie powinny przesłaniać człowieka z krwi i kości. 

W rodzinnym Kurówku Rycharski angażuje lokalną społeczność do produkcji swoich dzieł. Przez wspólną pracę nad dotykającymi spraw kościoła i seksualności obiektami łączą się dwa odmienne środowiska. Mimo różnic światopoglądowych wspólnymi siłami powstają m.in. “Strachy”, które symbolizują ofiary przemocy wobec osób LGBTQ+. Ubrane w pozszywane ze sobą części garderoby mieszkających na wsi homoseksualistów narażonych na dyskryminację,  pokazywane były na pierwszej indywidualnej wystawie Rycharskiego w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie w 2019 roku. “Strachy”, czyli złowrogi las drewnianych krzyży (nie tylko łacińskich) stał się znakiem rozpoznawczym kuratorowanej przez Szymona Maliborskiego ekspozycji. Przeznaczone pierwotnie na pola w Kurówku pełnią dwie funkcje – z jednej strony, jako przedmiot użytkowy, bronią przed atakami dzikich zwierząt, z drugiej, jako dzieło sztuki, straszą metaforycznym „wrogiem”, przypominając jednocześnie o krzywdzących skutkach nieuzasadnionej agresji. 

Sprawdź też
Jordan Mackampa, mat. promocyjne

Daniel Rycharski, „Strachy”, 2019, źródło: https://artmuseum.pl

Katarzyna Perlak

Nie tylko Rycharski czerpie z folkloru i praktyk ludowych. Katarzyna Perlak, mieszkająca w Londynie polska artystka, odzyskuje narodową tradycję tworząc m.in. prace wideo „Niolam Ja Se Kochaneczke (Kiedyś miałem kochankę/kochanka). Powstały w 2016 roku film to próba stworzenia potencjalnych queerowych utopii wewnątrz przesyconej rytuałami folklorystycznej wyobraźni. Artystka pyta o to, czemu w tej wyobraźni brak miejsca na to, co queer i jak możemy to miejsce wspólnie wypracować. Ubrane w tradycyjne ludowe stroje oraz ozdobne kominiarki kobiety śpiewają regionalne pieśni, recytują wiersze, przywołują dawne przysłowia. 

Rok później artystka realizuje performance „Happily Ever After” w ramach rezydencji w BWA Wrocław. Przyglądając się konwencjom organizującym cały proces zawierania małżeństwa, a następnie jego celebracji, artystka tworzy własną jego wersję, w której ślub biorą dwie kobiety. Okazuje się, że u samych podstaw utopijna wizja Perlak nie różni się specjalnie od jej pierwowzoru. Widzimy jak ubrana w ślubne suknie para, Andżelika i Bogumiła, przemierza ulice miasta czy wznosi weselny toast. Same przygotowania, zabawa przy stole czy wspólny taniec nie odbiegają od tego, co widzimy na każdym typowym polskim weselu. Jedynie noszone przez kobiety maski przypominają dobitnie, że to, czego jesteśmy świadkami, gdyby miało wydarzyć się naprawdę, jest w Polsce nielegalne.

Co jeszcze?

Oprócz działań na polu sztuk wizualnych, coraz więcej powstaje interdyscyplinarnych inicjatyw spod znaku queer. W 2016 roku przy CSW zawiązał się feministyczno-queerowy kolektyw KEM. Inicjatywa skupia się na dziedzinach takich jak performance czy choreografia. Niebinarna artystka dźwiękowa Zosia Hołubowska aka Mala Herba współprowadzi z kolei międzynarodowy projekt “Sounds queer?”. To rodzaj platformy DIY i laboratorium muzycznego organizującego cykle warsztatów i spotkań. Mala Herba śledzi również eksperymentalne wątki w muzyce, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie, co mogłoby oznaczać queerowe podejście do sztuki dźwiękowej. Odpowiedzi szukajcie w ramach audycji w Radio Kapitał o tym samym tytule.

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone