Czytasz
Zapłacę ci 100 złotych, żebyś spierdalał – czyli dlaczego „Chłopaki z Baraków” to dzieło geniusza

Zapłacę ci 100 złotych, żebyś spierdalał – czyli dlaczego „Chłopaki z Baraków” to dzieło geniusza

Chłopaki z Baraków to serial, który opiera się na przekleństwach, paleniu narkotyków i bon-motach. Jednak to również serial, o którym twój lewicujący kolega, kochający Wixapol, będzie dyskutował, skupiając się na filozofii nihilistycznej i tym, w jaki sposób świat umiera przez wyniszczający go kapitalizm. To rzadkie połączenie geniuszu i głupoty, które idą ręka w rękę, tworząc coś, czego telewizja nigdy wcześniej nie widziała.

Dosyć dobrze pamiętam, gdy pierwszy raz w życiu obejrzałem ten serial. Miałem 20 lat i moim głównym zajęciem było picie alkoholu. Wtedy też po raz pierwszy w życiu zacząłem wynajmować mieszkanie na własną rękę. W tym mieszkaniu po raz pierwszy w życiu miałem telewizor z Comedy Central, więc gdy już nie chciało mi się pić ze znajomymi, włączałem go i oglądałem kolejne seriale.

Kadr z serialu „Chłopaki z Baraków”

Najczęściej, gdy widziałem, że lecą Chłopaki stwierdzałem, że serial wygląda jak gówno i nie będę się zniżał do jego poziomu. Każdy przyzna mi rację. Chłopaki z Baraków wyglądają, jakby kręcił je Janusz pod monopolowym, a ja lubię oglądać rzeczy, które są ładne. Jednak fakt, że telewizor wisiał w moim pokoju, a ja lubiłem przed nim siedzieć, powodował, że w końcu z braku laku oglądałem kanadyjską produkcję.

Trailer Park Boys nie dość, że wyglądało, jakby było kręcone przy pomocy Nokii 3210, to jeszcze epatowało durnym humorem, który dla młodego intelektualisty, który chciał pisać powieści, był poniżej wszelkiej krytyki.

Serial opowiada historię trzech kumpli, którzy już od kilku lat nie powinni być określani jako „boys”. Ich życie jest raczej gówniane. Nie mają kasy, wykształcenia, żyją w samochodach albo barakowozach. W każdym sezonie wymyślają kolejny sposób na zarobienie kasy, której jednak nie liczą w milionach, a co najwyżej w tysiącach. Nie starają się być bogaczami, potrzebują hajsu, aby żyć w spokoju i zadowoleniu. Oczywiście za każdym razem ich plany okazują się porażką, a panowie trafiają do więzienia.

Nie wiem, jak w końcu do tego doszło, ale Chłopaki w końcu zaczęły mnie śmieszyć. Możliwe, że siedząc samotnie w mieszkaniu, gdy nikt nie był w stanie mnie oceniać, po prostu pozwoliłem sobie cieszyć się z głupoty. Albo może odnalazłem w tej głupocie pokłady inteligencji, których brakowało serialom, które były kolejnymi kopiami Seinfelda. Ponieważ świadome bycie idiotą jest o wiele trudniejsze niż udawanie ironicznego geniusza.

Były to zresztą okolice 2010 roku, okresu, gdy w CC mogłem oglądać jedne z najlepszych seriali komediowych XXI wieku, które początkowo nie przypadały mi do gustu. Wśród nich byli Hoży Doktorzy (kretyński polski tytuł), Bogaci Bankruci (głupkowaty polski tytuł), Korporacja według Teda (marny polski tytuł) i Andy Richter władca świata (obojętny mi polski tytuł). Każdy z tych seriali wydawał mi się przy pierwszym obejrzeniu czymś idiotycznym , aby z czasem trafić do mojego top 10 rzeczy, które widziałem w życiu.

Okazało się, że moje mieszkanie na Mariensztacie nie tylko pozwoliło wykształcić we mnie problem alkoholowy, ale również dać mi szansę poznania komedii, która przez następne lata w dużym stopniu ukształtowała mój gust.

Chłopaki z Baraków świętują w tym roku swoje 20 urodziny. Ich debiut przypadł na 22 kwietnia 2001 roku. Wszystko jednak zaczęło się 3 lata wcześniej. Wtedy twórca serialu, Mike Clattenburg, nakręcił razem z kolegami film pod tytułem One Last Shot. Opowiadał on historię dwóch przyjaciół, którzy zakochują się w sobie i decydują się zamieszkać w Vancouver i hodować zielsko. Film wyglądał tak tanio, że nawet Kevin Smith uznałby, że budżet jest żenujący. Jednak właśnie na jego planie Clattenburg poznał Roba Wellsa i Johna Paula Tremblaya, z którymi rok później nakręcił pierwszy film spod znaku Trailer Park Boys.

Kadr z serialu „Chłopaki z Baraków”

Po namowach producenta Barriego Dunna, Clattenburg postanowił pokazać trwającą niecałą godzinę produkcję ludziom z telewizji Showcase, którzy z jakiegoś powodu się w niej zakochali.

Laura Michalchyshyn, która zajmowała się w tamtych czasach programingiem w Showcase, przyznała, że zobaczyła ten film w idealnym momencie. Jej telewizja potrzebowała czegoś, co mogłaby określić mianem „edgy”, a w Chłopakach było picie, przeklinanie, palenie i zero strachu przed mówieniem żartów, które normalnie nie znalazłyby uznania w oczach cenzorów. Chłopaki były też jednym pierwszych „mockumentary”, które pojawiły się w telewizji, a który to styl miał na wiele lat zawładnąć międzynarodową telewizją. Brytyjskie The Office zadebiutowało dwa miesiące później, rozprzestrzeniając udawany dokumenty na cały świat.

Serial dostał ostatecznie szansę sprawdzenia się w świecie telewizji – jego twórcy podpisali umowę na nakręcenie sześciu odcinków pierwszego sezonu. Niestety – nikt go nie oglądał. Legendą obrosła historia, w której fani mieli zorganizować imprezę celebrującą geniusz produkcji. Gdy wszyscy twórcy pojawili się na imprezie, okazało się, że poza nimi jest na niej jedynie organizator.’

Kadry z serialu „Chłopaki z Baraków”

Jednak Showcase dzięki temu, że nie miał za bardzo pieniędzy na poważne produkcje, dał Chłopakom to, czego tak często brakuje w świecie telewizji – czas. I to im się opłaciło. W oryginalnym runie serial otrzymał 7 sezonów i dwa odcinki specjalne. I chociaż może nigdy nie zyskał gigantycznej popularności, przetarł szlaki dla wielu produkcji, które przyszły później. Trudno wyobrazić sobie, aby bez Chłopaków trafiły do nas It’s Always Sunny in Philadelphia czy Eastbound & Down.

Serial z czasem zyskał status kultowego. Niedziwne, że 5 lat po zakończeniu siódmego sezonu do twórców zgłosił się Netflix, aby tchnąć w produkcje drugie życie.

To, co wydaje mi się najważniejsze w Chłopakach to fakt, że twórcy nigdy nie traktowali ich jako telewizji. Sami określają swoje dzieło mianem „antyserialu„. To, że produkcja wygląda gównianie, a aktorstwo często kole w oczy, jest tu w stu procentach zamierzone. 

Sprawdź też
Rosalie., mat. promocyjne

Chłopaki nigdy nie chciały udawać czegoś, czym nie są. Nie chciały być w mainstreamie, a wręcz przeciwnie – z dumą pokazywały, że mając w dupie konwenanse, można stworzyć coś wyjątkowego.

W serialu poznajemy ludzi, którzy całe dnie spędzają ze swoimi kumplami, nie wiedzą, czym jest ambicja i jedyne, na czym im zależy, to wymyślenie na tyle prostego oszustwa, żeby zarobić, ale się nie narobić. Pojawiają się tu dosłownie dziesiątki wartych zapamiętania postaci, w tym główny antagonista serialu Mr. Lahey, który „jest dla alkoholizmu tym, czym Mariah Carey dla muzyki”.

Jest to historia, która opiera się na szaleństwie, ale której wyjątkowe i komiczne postacie pozwalają nad tym szaleństwem zapanować. Nie chodzi w nim o opowiedzenie i wyśmianie biedy, a raczej na pokazanie, w stylu Simpsonów, plejady komicznych postaci, z których każda ma w sobie coś wyjątkowego.

Kadr z serialu „Chłopaki z Baraków”

Dla wielu polskich fanów serialu tak samo ważnym, jak aktorzy i scenarzyści, okazał się polski lektor, który nadał produkcji niepowtarzalnego klimatu. Rafał Walentowicz w pewnym stopniu zerwał z zasadami polskich lektorów. Nie czytał po prostu kwestii, a nadawał im aktorskiego życia. Gdy pijana postać podśpiewywała, tak samo robił Walentowicz, gdy trzeba było zakrzyknąć, ten nie bał się zagrać tych emocji. Dla wielu najbardziej zagorzałych fanatyków „Chłopaków” Walentowicz jest taką samą gwiazdą serialu, jak mieszkańcy Sunnyvale, ba, według wielu osób tylko on jest odpowiedzialny za sukces serialu w naszym kraju. Zresztą, jeśli tylko macie okazję, warto poszukać na tych mniej oficjalnych kanałach pierwszych siedmiu sezonów serialu, właśnie wersji Walentowicza, której niestety nie znajdziemy na Netfliksie. Fragmenty możecie zobaczyć tutaj:




Z Chłopakami z Baraków jest tak, że albo ich łapiesz, albo nie. Rozmawialiście kiedyś z ich fanatykami? Mniej więcej co 15 sekund częstują was cytatami, sądząc, że dzięki temu załapiecie geniusz serialu. Można dostać cholery.

Fakty są takie: Chłopaki z Baraków są genialni. Naprawdę. I można o nich pisać tysiąc rzeczy. Można wymieniać postaci, zachwycać są komedią i doceniać to, że nawet najbardziej złamani ludzie mają w tym serialu zakorzenioną w sobie dobroć. Ale kurwa, czy nie lepiej, zamiast czytać ten tekst, po prostu włączyć serial?

Kacper Peresada

Przeczytajcie również tekst Kacpra o Przyjaciołach:
“Przyjaciele”? Mnie (nadal) śmieszy

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone