Czytasz
Co mówić o nowych płytach, żeby przyflexować | Muzyczny Feed #25

Co mówić o nowych płytach, żeby przyflexować | Muzyczny Feed #25

Czego słuchać w gąszczu premier? I co potem powiedzieć znajomym? Pomądrzyć się trochę, być opiniotwórczym – to je dopiero życie. W głębi duszy chyba każdy z nas chciałby czasem usłyszeć „rigcz opie”, „zgadzam się z tobą w zupełności”. Z tej okazji, jubileuszowy 25-ty feederek przyjmuje taką właśnie przewrotną formę towarzyskiej ściągi muzycznej.

Spellling | The Turning Wheel


Wokal Christiny Cabral jednym siada, innych mierzi – mnie siada więc mam łatwiej. Na twórczość artystki wpadłem przy okazji premiery Mazy Fly, które imponowało połączeniem brzmieniowego wysublimowania z przebojowością. Najnowszy album to skręt w balladowe rejony, powolnie budujące się podkłady i zdecydowanie niepotrzebnie wydłużone kompozycje. Słowem NUDA panie i panowie. Zdarzają się przebłyski, jak Boys at School, ale jest ich zdecydowanie za mało. Sprawna produkcja i wysokiej klasy realizacja próbują tuszować rozwodnioną esencję albumu, ale niestety to za mało.

Co nawinąć przy znajomych: „Średniak płyta, zawodzik ogólnie bym nawet powiedział, liczyłem na więcej po Mazy Fly, a tu zonk. Można odpalić na grillu z rodzicami, ale to chyba max potencjału”.


Evidence | Unlearning Vol. 1


A to ciekawe. Trochę powrót z emerytury, trochę nie. W okolicach 2010 Evidence był dla truskulu tym, kim Young Thug jest dziś dla trapu. Kiedy wypuszczał w 2018 album Weather or Not, mało kto czekał, ja – mimo tego, że przed laty katowałem go jak szalony – nawet nie ogarnąłem, że filar Dilated Peoples coś w ogóle nagrał. No i tu jest to zaskoczenie. Unlearning Vol. 1 naprawdę daje radę. Evidence nawet nie udaje, że potrafi jeszcze przewinąć z werwą jak przed laty, ale to dobrze! Szczerze mówiąc, gdyby inni weterani rapu umieli zaakceptować taki stan rzeczy, mielibyśmy o kilka spoko płytek więcej. Fajnym mykiem jest również zaproszenie do tego projektu bezpośrednich spadkobierców i naśladowców stylu Evidence’a – koło się domknęło.

Co nawinąć przy mordkach: „Evidence spoko, myśłałem, że mordziak powinien się już żegnać z majkiem, ale w takiej konwencji jak najbardziej się broni. Fajnie sobie puścić i przypomnieć stare, dobre czasy, jak się latało w full capie i baggy jeansach”.

użytkownik reddita @sentridupl


G Herbo | 25


G Herbo to ewenement w dzisiejszym rapowym krajobrazie. Rzuca barsy z charyzmą 2Paca, wozi się ze swoim offbeatowym flow i przyciąga uwagę, jak mało kto. Ma w sobie coś z Cam’rona i najlepszej ery Dipsetów, co ukazuje szczególnie w doborze bitów. Wypuszczone w 2020 PTSD wysunęło go na czołówkę obecnej sceny w Chicago, za sprawą mocarnych podkładów i bezkompromisowego, frenetycznego wręcz nawijania. I mean, no zbadajcie to. Album 25 jest na pewno krokiem w dobrą stronę jeśli idzie o rapowy progres Herbo. Szkoda, że przy okazji raper zaliczył kilka pudeł w sferze, w której był bezsprzecznym królem, czyli wspomnianym doborze bitów. Te są tym razem nieco nazbyt senne i przewidywalne, uderzają w storytellingowe rejony rzewnych spowiedzi. Niemniej, nie jest to zła płytka – po prostu my (fani Herbola) liczyliśmy na więcej.

Sprawdź też
Humor Muzyki Komputerowej

Co nawinąć przy trapowych głowach: „Szac dla Herbo za realtalk. Typ dożył 25 lat w Chicago (gdzie jednego dnia od kul ginie 18 osób) i to jest piękne. Trochę zmuła te bity, ale wybaczam i czekam na bangierki w przyszłości”.

L’Rain | Fatigue


Od razu sobie powiedzmy bez certolenia, że ładne to jest granie, ładniutkie. Trendy fuzja brzmień, zaciągniecie neo-soulu na jeszcze bardziej atrakcyjną plażę, gdzie słoneczko świeci, ale tak przyjemnie, a nie, że się smażysz. Taja Cheek operuje wokalem sprawnie i przykleja się do bitów z wdziękiem. Wskaźnik czegoś, co nazywam użytkowością muzyczki (czyli liczba sytuacji, w których odpalenie tej płyty ma sens) stoi na wysokim poziomie, a przy tym mocniejsze skupienie zamiast obnażać braki, ukazuje ciekawe smaczki. Dzieje się sporo i dzieje się tak, że łatwo to strawić. Bardzo udany powrót pod dość długiej przerwie (od debiutu minęło 4 lata) i dowód na to, że należy śledzić i zawiesić ucho i dodać do obserwowanych.

Co nawinąć przy znajomych: „Wow, mam taką super płytkę neo-soulową, może nie słyszałaś, L’Rain się nazywa typiarka. Wyłącz tego Franka Ocean na chwilkę bo zwariujesz od zapętlania. Daj sobie coś świeżego”.

WIĘCEJ FEEDÓW