Nadciąga PROJECT SZCZECIN. Stolica Pomorza Zachodniego wreszcie z rapowym festiwalem!
Szefowa działu kreatywnego Going. Pisze i rozmawia o książkach, feminizmie…
– Od startu mówiliśmy o festiwalu, a dziś możemy powiedzieć wprost: jesteśmy gotowi – jeszcze zimą deklarował Paweł Rosik, współtwórca cyklu Project.ZS. Na konkrety nie trzeba było długo czekać. Przed nami PROJECT SZCZECIN, na którym wystąpią m.in. Belmondawg i Rów Babicze.
Spis treści
Szczecińska scena eventowa przechodzi właśnie jedną z najciekawszych transformacji ostatnich lat. Rozwijający się w mieście Project.ZS od samego początku stawiał na długofalową strategię, której celem było stworzenie pełnowymiarowego festiwalu muzycznego w stolicy Pomorza Zachodniego. W tym roku czeka nas jego pierwsza edycja. Czego można się spodziewać?
PROJECT SZCZECIN 2026: line-up
Jednodniowy festiwal odbędzie się 20 czerwca na terenach postoczniowych przy Hotelu Vulcan. Ich industrialny sznyt uzupełni muzyka artystów reprezentujących różne gatunki muzyczne i estetyki. Organizatorzy zapowiedzieli, że zagrają na trzech scenach. Na artystów otwierających line-up wyznaczono Rów Babicze. Poznańscy raperzy nie stronią od memiczności, którą mieszają z bezceremonialną osiedlową nawijką. Na scenie wystąpią obok BELMONDAWG. Młody G Trendsetter przyjedzie do Szczecina prosto z Gdyni.
Czekamy na kolejne ogłoszenia, o których będziemy informować na bieżąco. W międzyczasie przypominamy naszą rozmowę z Pawłem Rosikiem, organizatorem wydarzenia, którą przeprowadziliśmy na początku roku.

Rozmowa z organizatorem (luty ’26)
Jagoda Gawliczek, Going. MORE: Od początku komunikowaliście, że docelową formą Project.ZS nie będą pojedyncze koncerty, tylko festiwal. Na jakim etapie tej drogi jesteście dziś, przy czwartej edycji?
Paweł Rosik: Project.ZS od samego początku był odpowiedzią na eventową pustkę w Szczecinie. Każdy kolejny ruch – od pierwszych imprez, przez komunikację i marketing – był elementem długofalowego planu budowania społeczności i stopniowego podnoszenia poprzeczki artystycznej. Faktycznie od startu mówiliśmy o festiwalu, a nie o pojedynczych eventach.
Dziś, przy czwartej edycji, możemy powiedzieć wprost: jesteśmy gotowi. Skala dotychczasowych wydarzeń, frekwencja, estetyka projektu i sposób jego odbioru pokazały nam, że naturalnie doszliśmy do momentu produkcji festiwalu. Jesteśmy w trakcie procesu, który wymaga dużych inwestycji i rozbudowanej dokumentacji, ale wszystko idzie w tym kierunku. Szczegóły ujawnimy oficjalnie po najbliższej edycji Project.ZS.
Wasze edycje zawsze łączą koncerty z rozbudowanym afterparty na kilku scenach. Jak ważna jest dla was klubowa część projektu w porównaniu z występami na żywo?
Dla nas koncert to dopiero początek. Po dobrym live’ie ludzie nie chcą wracać do domu – chcą zostać, potańczyć, wejść głębiej w klimat wydarzenia. I dokładnie to im dajemy. Project.ZS nie działa jak klasyczna agencja koncertowa. Budujemy pełne doświadczenie, czyli coś na pograniczu koncertu, klubu i minifestiwalu. Rozbudowane afterparty na kilku scenach jest jednym z filarów projektu, bo zależy nam na tym, żeby uczestnicy zapamiętywali nasze wydarzenia jako całość, a nie jednorazowy występ artysty. Do tego dochodzą przystępne ceny – chcemy, żeby Project.ZS był dostępny, a nie elitarny. Jakość wrażeń ma być wysoka, ale bariera wejścia możliwie niska.
Patrząc na dotychczasowe line-upy – od rapu, przez R&B, po techno – widać wyraźną kuratorską rękę. Jak dobieracie artystów i DJ-ów, żeby całość była ZS?
Line-upy Project.ZS nie są przypadkowe. Słuchamy naszej społeczności, obserwujemy trendy, ale przede wszystkim stawiamy na autentyczność i spójność z DNA projektu. Interesują nas realni twórcy i jakość muzyki, a nie chwilowe internetowe zrywy czy algorytmiczne sukcesy.
Dużą wagę przykładamy też do młodych artystów. Wiemy, jak trudno się przebić bez zaplecza i wsparcia – sami zaczynaliśmy od zera. Dlatego konsekwentnie dajemy przestrzeń supportom i nowym nazwiskom, nawet jeśli z perspektywy czysto biznesowej nie zawsze jest to opłacalne. I właśnie przez takie podejście bywamy kamyczkiem w bucie dla dużych instytucji miejskich i części organizatorów koncertów, którzy stawiają przede wszystkim na zysk. My wybieramy jakość i długofalowe budowanie sceny.
Jeśli chodzi o DJ-ów, nie idziemy na skróty. Dobra muzyka to fundament dobrej imprezy, dlatego zapraszamy topowych graczy całej Polski, żeby do Szczecina trafiał świeży vibe. Afterparty dzielimy na trzy sceny: klubową, strefę polsko-zagraniczną oraz techno – tak, żeby każdy mógł odnaleźć swój rytm.

Co odpowiadacie tym, którzy mówią, że Szczecin jest za mały na festiwalowy format, jaki chcecie tu zbudować?
Odpowiadamy bez wahania: problemem nigdy nie jest miasto, tylko podejście. Szczecin ma ogromny potencjał, ale przez lata był traktowany zachowawczo – bez ryzyka i ambicji wykraczających poza bezpieczne schematy.
Project.ZS powstał właśnie po to, żeby to zmienić. Działamy dla młodych mieszkańców siódmego największego miasta w Polsce i nie zgadzamy się na narrację, że tu się nie da. Nawet jeśli dla większych graczy jesteśmy niewygodni, bo stawiamy jakość ponad szybki zysk, traktujemy to jako sygnał, że idziemy w dobrą stronę. Konsekwentnie robimy swoje i dokładamy cegiełkę do tego, żeby Szczecin realnie zaistniał na festiwalowej mapie Polski.
Szefowa działu kreatywnego Going. Pisze i rozmawia o książkach, feminizmie i różnych formach kultury. Prowadzi audycję / podcast Orbita Literacka. Prywatnie psia mama.


