Son Lux znaczy „dźwięk najwyższej próby”. W przyszłym roku przekonamy się o tym na żywo
Redaktor naczelny Going. MORE. Publikował lub publikuje także na łamach…
Wszechstronne trio Ryana Lotta, Iana Changa i Rafiqa Bhatii wróci do Polski z nową płytą Out Into. Na koncertach jest jak gildia czarodziejów roztaczających soniczną magię z każdą kolejną piosenką.
Spis treści

Emocje na styku gatunków
Aby zrozumieć ewolucję Son Lux, warto cofnąć się do samego początku. Zespół najpierw funkcjonował jako samodzielny projekt kompozytora Ryana Lotta. Amerykanin wydał w pojedynkę trzy płyty At War with Walls & Mazes, We Are Rising i Lanterns, na których sprawnie nakreślił kierunek twórczych poszukiwań. Nie ograniczył się do jednego gatunku, chcąc wydobyć z różnych stylów to, co najbardziej frenetyczne, tajemnicze i melancholijne. Postanowił spleść ze sobą atmosferyczny post rock, żywy electropop, monumentalne orkiestracje i przestrzenny ambient. Orbitujące wokół nich piosenki miały wywoływać silne emocje — nawet jeśli oznaczało to łamanie zasad albo balansowanie na granicy pompatyczności. Na szczęście ta ostatnia nigdy nie została zanadto przekroczona.
Szerszy skład, szersze inspiracje
W 2014 roku do Lotta po trasie koncertowej dołączyli gitarzysta Rafiq Bhatia i perkusista Ian Chang. Oczywiście, istniało ryzyko, że panowie nie znajdą dla siebie miejsca w skrupulatnie zaaranżowanym anturażu. Na szczęście udało się go uniknąć, a brzmienie Son Lux zostało wyniesione na jeszcze wyższy poziom. Panowie nagrali już wspólnie pięć albumów: Bones, Brighter Wounds i tryptyk Tomorrows — opowieść o czasach pełnych zmian, zakłóceń i redefiniowania siebie samych. Sięgnęli na nich po kolejne środki wyrazu, niekiedy bliskie muzyce eksperymentalnej i awangardowej.
Ze sceny do kina
Szczególne miejsce w historii Amerykanów zajmuje film. Już recenzenci oceniający wspomniane At War with Walls & Mazes zauważyli, że styl Lotta kryje w sobie coś ilustracyjnego. Mieli nosa, bo już w 2014 roku założyciel zespołu nagrał ścieżkę dźwiękową do tryptyku Zniknięcie Eleanor Rigby. Później, już wsparty przez kolegów, pracował nad umuzycznieniem Wszystko wszędzie naraz i marvelowskim Thunderbolts*. O pierwszym soundtracku nagrodzonym nominacją do Oscara mówił tak: Zawsze staram się znaleźć równowagę między tym, co nieznane, a obce. Chciałbym, by utwory sprawiały wrażenie, że cię otulają, a nie odpychają.
Z szacunku do spontaniczności
Muzyczna podróż Son Lux trwa w najlepsze, a jej kolejnym przystankiem będzie album Out Into. Przy jego stworzeniu panowie postanowili odrzucić wszelkie kalkulacje i konsekwentnie iść za głosem serca, w duchu niczym nieskrępowanej spontaniczności. — Wkraczamy w obszary, gdzie nigdy wcześniej nie byliśmy, jeśli mowa o energię, nastawienie i barwę. Wszystko to wynika z szacunku do tych początkowych iskier, z traktowania pomysłów w formie notatek głosowych jako najświętszych iteracji — przekonują.
Pierwszą zapowiedzią Out Into jest singiel Endlessly, a cały materiał ukaże się 19 września nakładem wytwórni This Is Meru/City Slang. Poza serwisami streamingowymi wybrzmi na żywo na ogólnoświatowej trasie koncertowej, która obejmie zasięgiem Polskę. Trio wpadnie nad Wisłę w marcu przyszłego roku, a my już teraz z czystym sercem polecamy zawczasu zaopatrzyć się w bilety. Dźwięków najwyższej próby — bo tak najłatwiej przetłumaczyć ich nazwę — w końcu nigdy za wiele.
Son Lux / Polska / 2027
16.03 / Warszawa / Palladium
17.03 / Poznań / Tama
18.03 / Kraków / Kwadrat
Redaktor naczelny Going. MORE. Publikował lub publikuje także na łamach „newonce", „NOIZZ", „Czasopisma Ekrany", „Magazynu Kontakt", „Gazety Magnetofonowej" czy „Papaya.Rocks". Mieszka i pracuje w Warszawie.

