Czytasz
Usłyszeć kosmos – rozmawiamy z twórcami projektu Voices of the Cosmos

Usłyszeć kosmos – rozmawiamy z twórcami projektu Voices of the Cosmos

Cosmos Going. bilety Spatif

Czy kosmos wydaje dźwięki? Czy można usłyszeć planety? Twórcy Voices f the Cosmos, pierwszego takiego projektu w Polsce, badają wszechświat od strony akustycznej. Już 23 listopada w Klubie SPATiF, podczas pierwszego audiowizualnego pokazu tria w Warszawie,  będziecie mogli sprawdzić jak wybrzmiewa kraina oddalona od nas tysiące, a nawet miliony lat świetlnych.

Voices of the Cosmos to trio składające się z artysty dźwiękowego, perkusisty, wieloletniego współorganizatora toruńskiego CoCArt Music Festival Rafała Iwańskiego, zajmującego się muzyką elektroniczną i akustyczną założyciela wydawnictwa Beast Of Prey Wojciecha Zięby oraz Sebastiana Soberskiego, astronoma, kierownika Planetarium i Obserwatorium Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika w Grudziądzu.

To właśnie tam pierwszy raz przecięły się drogi twórców Voices of the Cosmos. W Światowym Roku Astronomii [2009 r.], podczas organizowanych w planetarium tzw. koncertów pod gwiazdami, padła propozycja połączenia muzyki elektronicznej z realnymi dźwiękami kosmosu. Od tego momentu minęło już 10 lat, a Rafał, Wojciech i Sebastian nadal spotykają się w grudziądzkiej placówce, drugiej takiej najstarszej w Polsce, dobierając dane, robiąc próby, testując wizualizacje. 23 listopada w Klubie SPATiF będziemy mogli na żywo doświadczyć efektu ich pracy. Koncert poprzedni krótki wykład Sebastiana Soberskiego, podczas którego dowiemy się, z jakich obiektów czerpane są obecne w muzyce dźwięki.

O projekcie rozmawiamy z 2/3 Voices of the Cosmos – Rafałem i Sebastianem.

Wasz projekt to fuzja sztuki/muzyki z nauką/astronomią. Co z tej konfrontacji wynika? Jaka nowa jakość? 

R.: Nasz pierwszy wspólny koncert odbył się podczas Festiwalu Nauki i Sztuki w kwietniu 2010 roku w Obserwatorium Astronomicznym UMK w Piwnicach, na który przybyły setki osób. To wydarzenie było dla nas sygnałem, że warto ten projekt kontynuować. Wtedy ukazała się również nasza pierwsza płyta. Zaczęto zapraszać nas do różnych placówek naukowych – np. do Centrum Nauki Havelianum w Gdańsku czy niedawno do EC1 w Łodzi, obecnie najbardziej nowoczesnego planetarium w Polsce, gdzie przygotowano dla nas specjalne wizualizacje na kopule,  projektowane z 6 rzutników. Funkcjonujemy oczywiście też w obiegu typowo muzycznym czy artystycznym – graliśmy na przykład w Galerii BWA Bydgoszcz, w Galerii Sztuki Wieża Ciśnień w Koninie, na Festiwalu Ambient w Gorlicach czy na festiwalu Skyway w Toruniu.

Teraz ludzie bardziej zaczynają interesować się naukami ścisłymi, np. astronomią, co dla mnie, jako humanisty etnologa z wykształcenia, jest bardzo ciekawe. Po naszych występach często zadają różne pytania nie tylko odnośnie samej warstwy muzycznej, ale i procesów rządzących kosmosem. Dzięki muzyce można zafascynować ludzi astronomią. My, występując w placówkach naukowych, dajemy im z kolei nową, mniej standardową formę promocji. Świetne jest to, że takie placówki potrafią się otworzyć i zaryzykować. Kontakt świata nauki ze światem sztuki uważam za bezcenny – to zderzenie bardzo wyraziste, na którym korzystają obie strony.

Cosmos
Od lewej: Wojciech Zięba i Rafał Iwański podczas próby VOTC w Planetarium i Obserwatorium Astronomicznym w Grudziądzu, fot. Agnieszka Janik

Czy wcześniej, zanim rozpoczęliście prace nad Voices of the Cosmos, interesowałeś się astronomią? Jak to się u ciebie zaczęło?

R.: Wychowałem się w Toruniu, co sprawiło, że od początku miałem styczność z astronomią. To miasto zawsze było związane z tą dziedziną – tu urodził się Mikołaj Kopernik, na uniwersytecie powstałym po 1945 roku stworzono wydział fizyki i astronomii z bardzo silną kadrą, która oddziaływała w skali ogólnopolskiej i światowej. Przykładem tego może być profesor Aleksander Wolszczan, który odkrył pierwsze egzoplanety [planety poza Układem Słonecznym]. Jako nastolatek odwiedziłem największe w Polsce obserwatorium radioastronomiczne w Piwnicach pod Toruniem. Z tej placówki pochodzą m.in. dźwięki pulsarów, których użyliśmy na naszej pierwszej płycie.

Zawsze fascynował mnie kosmos. Dzięki temu, że mamy możliwość współpracy z Sebastianem Soberskim – razem z Wojtkiem Ziębą zaczęliśmy interesować się kosmosem od strony fizycznej i, jako muzycy, od strony dźwiękowej.

A Ty, jako astronom, jaką miałeś wizję muzyki elektronicznej zanim zacząłeś współpracować z Rafałem i Wojtkiem? 

S.: Interesowałem się muzyką elektroniczną, kontemplacyjną ale współpraca przy Voices of the Cosmos bardziej wyczuliła mnie w tym kierunku – zacząłem mocniej doceniać to, co ta muzyka daje; w tym wypadku ułatwia dostęp do kosmosu. Jestem astronomem – jeśli chcę mieć kontakt z kosmosem, patrzę przez teleskop. Czasem jednak warto pokontemplować te widoki nie doszukując się jakichś naukowych treści, np. poprzez sygnały radiowe zamienione na dźwięki. 

W planetarium czy obserwatorium też są zbierane dane dźwiękowe? Nie tylko obrazy są poddawane archiwizacji?

R.: Planetaria to placówki popularyzatorskie – zajmują się pokazami filmów edukacyjnych na kopule planetarium dot. różnych fenomenów kosmicznych. Z drugiej strony mamy właśnie trzon instytucji naukowych w postaci obserwatoriów. To rozsiane po całym świecie instytucje prowadzące obserwacje optyczne przy użyciu teleskopów oraz radioobserwatoria. Dane, optyczne i radiowe, są przetwarzane na dane zdatne do analizy naukowej.

VOTC podczas koncertu. O wizualizacje dba Sebastian Soberski.

W jaki sposób pozyskujecie dane do waszego projektu?

R.: Dane, których my używamy pochodzą z wielu placówek naukowych i uniwersytetów z różnych strona świata. Nieraz są udostępniane publicznie, a  niekiedy musimy odezwać się bezpośrednio do konkretnej placówki – tak było w przypadku np. dźwięków zorzy polarnej, które uzyskaliśmy od amerykańskich radioastronomów. Trzeba naprawdę przesłuchać wielu godzin materiału, żeby wybrać to, co interesuje nas od strony muzycznej. Potem przetwarzamy go i dogrywamy swoje instrumenty elektroniczne i niekiedy akustyczne.

Często te muzyczne wizje kosmosu odbiegają od tego, co ten kosmos naprawdę serwuje nam od strony akustycznej. Jak planety wydają dźwięki? Czy wasza wizja kosmosu jest powiedzmy naturalistyczna? Jak bardzo przetworzone są to brzmienia?

S.: Voices of the Cosmos po prostu wykorzystuje nowoczesne technologie, m.in. w postaci radioteleskopów, po to żeby pozyskać autentyczne sygnały wysłane przez ciała kosmiczne. Na ogół są to sygnały elektromagnetyczne z zakresu radiowego ale bywa, że czasami posiłkujemy się tzw. sonifikacją. Jeśli mamy do czynienia ze zjawiskiem astrofizycznym i chcielibyśmy, żeby zaistniało w sferze muzycznej, zamieniamy je dzięki różnym algorytmom na dźwięk. Określenia „dźwięki kosmosu” powinniśmy używać w dużym cudzysłowie, bo są to właściwie sygnały elektromagnetyczne, a nie stricte akustyczne. Dźwięk w kosmosie jako takim się nie rozchodzi, ponieważ w kosmosie jest próżnia. Te sygnały to po prostu fale elektromagnetyczne, podobnie jak falą jest również światło. My wyciągamy z bazy danych określone sygnały, najczęściej radiowe, i interpretujemy je w formie muzycznej, ale bez nadmiernego ich przekształcania.

Dlaczego należy dokonać tej obróbki? Dlaczego sygnałów kosmosu po prostu nie słyszymy? 

S.: Kiedy fala elektromagnetyczna dochodzi do Ziemi – jeżeli to jest zakres optyczny, widzimy błysk, jeśli jest to zakres radiowy, to można ją „zobaczyć” przez radioteleskop. Później możemy dokonać konwersji, niczym w radiu, i falę elektromagnetyczną zamienić na falę akustyczną, czyli coś, co będziemy w stanie usłyszeć. Gdyby te fale od razu zamienić na fale akustyczne, to najczęściej okazałoby się, że nie jesteśmy w stanie ich usłyszeć. Dzieje się tak z uwagi na ich pierwotną częstotliwość, która jest poza naszym ludzkim zakresem. 

Istnieje typ sygnałów radiowych, gdzie nie potrzeba tej konwersji – są to np. słynne sygnały zorzowe. Takiego dźwięku nie trzeba w ogóle przekształcać do częstotliwości słyszalnej. 

Co odróżnia waszą muzyczną wizję kosmosu od innych?

R.: Podkłady dźwiękowe do pokazów w planetarium to na ogół muzyka kojarzona z bardziej miękkim brzmieniem w duchu tzw. szkoły berlińskiej, wywodzącej się z doświadczeń zespołu Tangerine Dream, elektroniki osadzonej w latach 70. czy 80. XX wieku. Często to rodzaj melodycznej muzyki new age’owej, która jest przyjemna i nie powinna zakłócać odbioru. Nasza muzyka jest zaprzeczeniem tego, co zawiera w warstwie dźwiękowej standardowy pokaz astronomiczny. Jest niepokojąca, momentami szorstka, zawiera wiele elementów, które nie są muzyczne. Nasza muzyka jest nieco bliżej kosmosu niż muzyka twórców, którzy tworzą bardziej szkice czy kompozycje dedykowane kosmosowi. Próbujemy oddawać naturę kosmosu, która jest raczej przerażająca i śmiertelna.

Mi wasz projekt początkowo kojarzył się, na poziomie teorii, z pitagorejską koncepcją muzyki sfer, która zakłada harmonijność dźwięków kosmosu. Wasza muzyka raczej wprowadza w stan niepokoju niż harmonii. Czemu taka „prawdziwa” reprezentacja kosmosu, w kontrze do pewnych fantazji na jego temat, ma służyć? Co daje to poczucie niepewności i dyskomfortu?

R.: Ktoś mógłby powiedzieć, że nasza muzyka też jest fantazją, tylko że mroczną. Ale w strukturach naszych utworów są dźwięki pochodzące z różnych obiektów, przełożone na zakres słyszalny dla ucha ludzkiego, czy również wspomniane przez Sebastiana sonifikacje, czyli dane, które w warunkach laboratoryjnych przetworzone są na dane słuchowe. To jest integralna osnowa całego projektu. Oprócz tego istnieją inne projekty, które kreowały wizje muzyki kosmosu – chyba takim najbardziej znanym artystą wykorzystującym dane kosmiczne jest Lustmord. Walijski twórca mieszkający od wielu lat w Kalifornii, tworzący ścieżki dźwiękowe do filmów i muzykę do gier. To ikona muzyki elektronicznej, mistrz dark ambientu. W połowie lat 90. wydał album „Trans Plutonian Transmissions” pod kryptonimem Arecibo,  na którym wykorzystywał m.in. zapisy zebrane przez największy wówczas radioteleskop w Puerto Rico – znajdujący się w pobliżu miejscowości Arecibo. Na nim, co ciekawe, odkrył w 1990 r. pierwsze egzoplanety wspomniany profesor Wolszczan. Natomiast w 2014 r. wyszła płyta Lustmorda „Dark Matter”. Nie zwiera żadnych dźwięków generowanych przez instrumenty, w stu procentach bazując na archiwalnych nagraniach z placówek naukowych i z prywatnych rejestracji radioastronomicznych. Artysta tylko lekko je przekształca, loopuje, sampluje. Tego rodzaju albumy są dla nas w pewnym sensie inspiracją do tworzenia własnych wizji dźwiękowych, choć nie są to wpływy bezpośrednie. Dzięki pracy w projekcie Voices of the Cosmos odkryłem właśnie album Arecibo. Fascynujące jest to, że są inni kompozytorzy, którzy wykorzystują  kosmiczne źródła w muzyce.

Obcowanie z tymi danymi jest dość przytłaczające. Jak dłużej się ich posłucha, to ma się wrażenie pewnej cykliczności, w różnych obszarach. Z drugiej strony różnorodność tych dźwięków i ich ilość są nie do ogarnięcia, co stanowi dla mnie reprezentację sił chaosu. Po latach obcowania z tym materiałem jestem coraz bliższy chaotycznej wizji kosmosu. Podobnie jak tu na Ziemi, w Kosmosie dominuje jednak rodzaj bezładu. Mamy tylko niewielką możliwość wyłuskania pewnych procesów i zależności. Praca z naszą elektroakustyczną muzyką jeszcze bardziej mi to uzmysłowiła.

Wizja kosmosu w popkulturze, i nie tylko, jest często dość optymistyczna. 

S.: Kiedy słyszymy o kosmosie, o badaniach to często ten przekaz jest bardzo pozytywny. Ale ludzie, którzy zajmują się nim profesjonalnie wiedzą, że kosmos jest bardzo nieprzyjaznym dla naszych organizmów miejscem. Warunki próżni kosmicznej to m.in. brak powietrza, brak ochrony przed promieniowaniem kosmicznym itp.. Człowiek nie ma tam szansy na przeżycie. Panuje tam temperatura bliska zeru bezwzględnemu, dochodzi nawet do  -273 stopni Celsjusza. Pulsary brzmią ciekawie, ale gdybyśmy znaleźli się obok jednego z nich, to od razu zabiło by nas promieniowanie rentgenowskie. Brzmienie tych sygnałów bardzo dobrze oddaje charakter tego miejsca, które jest zimne i przerażające. 

Z drugiej strony należy podejść do wszechświata ze spokojem, bo jest spokojnym miejscem, i po prostu kieruje się pewnymi regułami fizycznymi. 

Sprawdź też

VOTC, od lewej: Wojciech Zięba, Rafał Iwański i Sebastian Soberski, fot. Agnieszka Janik

Rafał, oprócz Voices of the Cosmos i organizacji CoCArt Music Festival, działasz jeszcze w zespołach, które wykorzystują instrumenty etniczne tworząc muzykę bardziej medytacyjną – m.in. HATI. Czy to rodzaj przeciwwagi dla tej niepokojącej muzyki kosmosu?

R.: Są różne rodzaje medytacji. Idąc tropem ezoterycznym czy okultystycznym, niekoniecznie wszystko musi być przyjemne. Mogą być rzeczy bardziej nieprzyjemne, bolesne, katarktyczne, ale w końcowym bilansie okazują się przydatne. Tyle lat w tym siedzę, że nieraz nawet nie wiem, czy te nasze wizje dźwiękowe są mroczne. To jest już niemalże poza mną. Nieraz mam zupełnie inne myśli – towarzyszą im melancholia czy smutek. To fascynujące, że wychodząc od danych naukowych można stworzyć oprawę dźwiękową, która wciąga niczym kosmiczna otchłań. Dla mnie muzyka sama w sobie jest niczym otchłań i może wciągać na różne sposoby.

Konfrontacja z tymi dźwiękami na pewno uzmysławia to, jak mali jesteśmy wobec wszechświata, ale chyba też o to chodzi. 

S.: Dokładnie o to chodzi. Nas astronomów, którzy są przeszkoleni do tego, żeby rozumieć skalę wszechświata i intuicyjnie móc się w niej odnaleźć, też on „troszeczkę” przytłacza. Kiedy sobie uzmysłowimy, że w naszym projekcie używamy sygnałów, które leciały do nas setki tysięcy, a nawet miliony lat, uświadamiamy sobie, jak wielka jest to przestrzeń.

Wydaje mi się to niesamowite, że twoją pracą jest konfrontowanie się z taką przepastną przestrzenią. Czego nauczyło cię – i dalej uczy – obcowanie z kosmosem? Co z tego wynosisz nie tylko jako naukowiec, ale i jako człowiek?

S.: Świadomość kosmosu daje człowiekowi dystans do tego, co dzieje się na naszej planecie. Daje pokorę wobec natury. Pokorę, bez której nie da się przeżyć w kosmosie. Ludzie przygotowują się do lotu na Marsa, ale bez odpowiednich badań, bez szacunku do tej natury, do warunków, które będą tam panowały nie mamy szans na sukces.

Astronomowie mają świadomość jakim nikłym pyłkiem jesteśmy tutaj na Ziemi, ale też jakim cennym jesteśmy zjawiskiem na planecie, która wytworzyła życie. Do tej pory nie udało nam się znaleźć dowodu na życie na innych planetach. Jest jednak rozsądnym uznać, że jest ono jednak czymś powszechnym we Wszechświecie. Między innymi dlatego, że planety są powszechne. Nie ma szans, żeby nie powstało gdzieś życie, być może rozumne.

Z drugiej strony, życie na Ziemi musi być bardzo cenione, bo być może nigdy nie dowiemy się, o tym, że powstało też gdzieś indziej. Na razie przestrzeń, która dzieli nas od innych planet jest tak olbrzymia, a czas którego potrzebujemy żeby pokonać ten dystans jest tak astronomicznie długi, że przy obecnym stanie wiedzy nie mamy szans tego sprawdzić. Przykład – gdybyśmy wysłali SMS-a z jednego krańca naszej galaktyki (tzw. Drogi Mlecznej) na drugi, to w jedną stronę leciałby przez ponad 100 tysięcy lat. Inne galaktyki oddalone są od nas nawet o miliardy lat świetlnych, są ich miliardy, a każda z nich zawiera setki miliardów gwiazd z planetami… To pokazuje jak wielki jest Wszechświat.

Jakie są wasze kolejne plany jako Voices od the Cosmos?

R.: Projekt jest bardzo rozwojowy. Przede wszystkim tych dźwięków jest niezliczona ilość – na pierwszej płycie skupialiśmy się na pulsarach, na drugiej na zorzy polarnej, na trzeciej, która wyszła w tym roku, wykorzystaliśmy różne rejestracje, pochodzące m.in. ze Słońca, gwiazd, z magnetosfer planet, do tego doszło kilka sonifikacji. Mamy w planach zagrać jeszcze w kilku planetariach i na festiwalach. Myślimy też o wyjściu z naszym projektem poza Polskę i odwiedzeniu placówek naukowych w Anglii czy w Niemczech. Nowoczesne planetaria to bardzo dobre miejsca pod względem wizualnym i akustycznym.

Kiedyś miałem okazję zagrać w Berlinie przed Williamem Basinskim, amerykańskim twórcą muzyki elektroakustycznej. Niedawno nagrał płytę „On Time Out of Time” używając danych astronomicznych ze zderzenia czarnych dziur. Przy pomocy nowoczesnych urządzeń udało się naukowcom zarejestrować coś, co miało miejsce kilka miliardów lat wcześniej. Basinski stworzył z tej okazji instalację audiowizualną we współpracy z artystami i naukowcami, czego efektem było ukazanie się wspomnianego albumu.

Urządzenia zbierające dane oraz możliwości ich przetwarzania ulegają ciągłemu rozwojowi – bardzo możliwe, że lada chwila pojawią się kolejne fenomeny astronomiczne, które będziemy mogli usłyszeć. Muzyka elektroniczna jest silnie uzależniona od technologii. Podobnie radioastronomia, która od lat 30. XX wieku, od momentu zbudowania pierwszego radioteleskopu, poszła bardzo do przodu. Muzyka elektroniczna i astronomia rozwijały się jakby równolegle, co było ściśle sprzężone z rozwojem nowoczesnych technologii elektronicznych. Ich spotkanie, np. w formie Voices of the Cosmos, właściwie było nieuniknione. Najciekawsze jest to, że nie wiemy do końca, co z tego spotkania ostatecznie wyniknie.

Więcej o projekcie dowiecie się na oficjalnej stronie projektu.

Cover: VOTC live, fot. Agnieszka Janik

Zobacz komentarze (0)

Odpowiedz

Your email address will not be published.

Copyright © Going. 2021 • Wszelkie prawa zastrzeżone