Czytasz
Ej, ale odwalcie się od Leosi i polskich raperek

Ej, ale odwalcie się od Leosi i polskich raperek

Popełniłem w życiu swoje błędy – wychowałem się na kawałkach, których dziś się wstydzę, byłem karmiony rapowym seksizmem, wkradającym się niepostrzeżenie i zaburzającym spojrzenie na rzeczywistość. Zostałem wytrenowany, żeby gardzić rapującymi kobietkami. Ale wypisałem się z tego klubu i dziś wiodę szczęśliwe życie.

Okazuje się, że absolutnie każdy, naprawdę absolutnie każdy – ty, ty, ty, ty i ty – każdy może robić coś okołomuzycznego. Zapraszamy. Zapraszamy was wszystkich. Nie ma już żadnych reguł, nie ma też już żadnych wymagań. Dawajcie, zapraszamy was. Wszyscy róbmy muzę – powiedział wzburzony Vito Bambino po usłyszeniu Szklanek Young Leosi.

Wow, serio? Czyli, że kiedykolwiek było inaczej? Jakie warunki trzeba spełnić, żeby móc robić muzykę? Nagrać 30 demówek, wyłożyć wytłaczankami do jajek 4 garaże czy mieć udokumentowane wrzutki na prehistorycznym serwisie Myspace? A może chodzi o coś innego? Może problemem jest to, że robi to kobitka i jej wychodzi.


A było to tak…

Polskie środowisko rapowe zawsze miało z nawijającymi kobietami pod górkę. Wprawdzie mogliśmy usłyszeć zwrotki Lilu, Reny, Wdowy, Aha czy Ani Sool, ale fakt, że jestem w stanie wymienić je wszystkie w jednym zdaniu i nie czuję przy tym, że pominąłem kogoś ważnego, mówi sam za siebie.



Po latach stagnacji kobieca reprezentacja otrzymała potrzebne wzmocnienia. W przedziale 2012-2014 wypłynęły pierwsze kawałki Guovy i AdMy. Fajnie, ale nie wywróciło to rapgry do góry nogami. W dodatku, pod koniec zeszłego roku Guova nawinęła Nie łudzę się od lat, jeśli mam gdzieś iść po hajs to / Na pewno nie w rap, co chyba świetnie podsumowuje muzyczną rzeczywistość tamtych lat.




U AdMy sytuacja zdaje się wyglądać nieco lepiej: kontrakt w majorsie, mocne single i współprace z topowymi producentami – nice. Choć biorąc to wszystko pod uwagę, fakt, że żaden ze wspomnianych singli nie zbliżył się nawet do miliona wyświetleń na YT, jest również dość znamienny.


Po co ta historyczna wycieczka? Ano po to, żeby pokazać w czym tkwi problem. Kobiety rapują w Polsce od dawna, ale w skali makro ich działalność jest zupełnie marginalna. Pozornie wydawałoby się, że tak mała liczba raperek powinna działać na korzyść choć jednej z nich, dając szansę na zebranie niezagospodarowanego fanbase’u. Jednak to właśnie tu mamy clue całej tej sprawy: nikogo nie obchodzi(ł) polski kobiecy rap i w dużej mierze odpowiedzialni są za to faceci. Niezagospodarowany fanbase nie istnieje, bo raperzy i całe środowisko ciężko pracują, żeby utrzymać to korzystne dla nich status quo.



Łeee, laski są asłuchalne

Jakiś czas temu usłyszałem od kumpla: „nie mam nic do rapujących kobiet w Polsce, ale moim zdaniem to po prostu nie ma sensu, 90% raperek jest dla mnie asłuchalna”. Zastanówmy się, z czego to wynika? Może z tego, że jak głosi przysłowie „nie od razu Rzym zbudowano” lub „Snow The Product walked, so Cardi B could run”. W sensie, poważnie, rozwijanie swoich umiejętności w niekorzystnych warunkach i przy braku wsparcia jest ekstremalnie trudnym wyzwaniem. Spytajcie o to dowolnego sportowca. Nikt nie chce grać do pustych trybun. Gdyby Magic i Bird nie zamienili NBA w jeden z najciekawszych seriali o walce dwóch dynastii, MJ nie stałby się ultimate competitorem; gdyby Steffi Graf nie pobiła wszelkich możliwych rekordów i nie przyciągnęła milionów ludzi przed telewizory, Serena nie poświęciłaby życia treningom i nie wracała na kort po urodzeniu dziecka.



Czy Ryśkowi w ’97 również wytykano na każdym kroku, że strasznie sylabizuje i generalnie to niech da se siana, bo Wu-Tangu to on w Polsce nie zrobi?



Oki, tu masz refren, zaśpiewaj tak od serca, wiesz

Niechęć do raperek w polskim rapgrodzie jest wyczuwalna na odległość od zawsze, o czym trafnie pisała Magda Staniszewska w tekście o Dziarmie. Winę za to ponoszą zarówno raperzy, jak i odbiorcy czy krytycy.



Dlaczego raperzy? Dlatego, że od lat ich wsparcie jest jedynie działaniem na alibi. Pomińmy już legendarny motyw zapraszania wokalistek na refreny pod kolejny rzewny, pianinkowy bit. Odkąd pamiętam, raperzy w Polsce wydzielali określoną przestrzeń dla kobiet lub zapraszali je do współpracy z gotowym już scenariuszem, który w skrajnych przypadkach ograniczał się nawet do dogrania pojedynczych słów i podbitek. Nie, nie chodzi o to, że takie akcje są z góry złe. Problem pojawia się wtedy, kiedy są one standardowym i jedynym rozwiązaniem.


Dziennikarze, krytycy, a daj pan spokój. Klementyna Szczuka w recenzji Szklanek, która była odpowiedzią na tekst z Noizz pisze: Najpierw widzimy, jak podpisuje umowę i ściska dłoń Żabsonowi. Przypieczętowanie jej przynależności do ekipy Internaziomali? Niech będzie. […] Dlaczego „chce dostać ordery królowej imprezy, a potem królowej afterów”? „Bo jej się należy”. Później już tylko „wpadają koleżanki i zaczynają się hulanki”. Leosia oddaje się zabiegom pielęgnacyjnym, przymierza ubrania, aż wychodzi na imprezę. Cały czas popijając Bacardi. Zestawienie tych obrazów z wizerunkiem Young Leosi, jej wysokim głosem, prostymi rymami i słabym flow, po prostu nie jest najlepsze. I to ma być krytyka? Gdyby to takie pociski były kierowane w stronę Tupaca, raper miałby dziś 50 lat…

Ok, rozbierzmy to szybko na kawałki. Leosia podpisuje umowę i ściska dłoń Żabsonowi. Aaa, no tak, Eminem, 50 cent czy The Game oddający hołd doktorkowi Dre pewnie spoko, jak zapłakany Kenny dostawał torch od legend West Coastu pewnie były łezki, ale kobitka to nie może. Order jej się nie należy bo przecież Tedzik nagrał drin za drinem i virtuti melanżari jest jego 4eva…




College Do's and Don'ts: A Seniors Perspective – according to carol




Wpadają koleżanki na hulanki też źle, bo w rapie wpadać mogą tylko ziomy na gibony. Przymierza ubrania i popija Bacardi [SKANDAL – RAPERKA POWIELA NAJBARDZIEJ WYEKSPLOATOWANĄ WIZUALNĄ KLISZĘ W KLIPACH RAPOWYCH].

Ale oka, tu przynajmniej ktoś wczuł się na tyle, żeby zrobić jakąś pseduoanalizę wersów. Portal o znamiennej nazwie „HIPHOPNIGDYSTOP” postanowił w 2019 roku stworzyć top 5 polskich raperek. Ogólnie supi, przewijają się spodziewane ksywki (top 5 nie jest przypadkiem, przy top 10 musieliby pewnie dorzucić rapową hot16 Brodki z braku laku), ale moją szczególną uwagę zwrócił dobór grafiki promującej tekst.




Sprawdź też
Taco Hemingway, okładka płyty "Café Belga", mat. promocyjne


TOP 5 RAPEREK, TOP 3 b (O O) bs. Zajebisty dekolcik, a przy okazji coś tam rapują sobie. No, ale serio. Poczytajcie sobie komentarze pod wrzuconym wyżej traczkiem AdMy. „Brak teledysku to najgorsze co mogło nas wszystkich spotkać”; „SZKODA ZE BEZ TELEDYSKU BO NIE MA DO CZEGO TASOWAĆ JOKERA :/”. You see now? Panowie nakreślili patykiem na piasku dwa soczyste cycuchy i oznajmili paniom: to jest wasza scena dziewczyny, do boju!



To ptak, samolot? Nie, to zwykłe fajne raperki

W końcu możemy przejść do sedna. 14 mln wyświetleń Szklanek czy 16 mln Placebo Dziarmy z Adi Nowakiem to kamienie milowe. Czy tego chcą, czy nie: wszystkie przyszłe raperki w Polsce powinny dziękować obu paniom.



Nie dajcie sobie wkręcić bajek o niezależnym budowaniu kariery i jebaniu komerchy. Jeśli wasze muzyczne działania nie generują zysku, nikogo nie będą obchodzić. I nikt nie pomoże wam się rozwinąć. Od dobrych paru lat cały muzyczny świat zdaje sobie sprawę z finansowego potencjału, jaki drzemie w kobiecym rapie. A Billie (z innych pobudek but still) wyznaje, że tak naprawdę Megan Thee Stallion powinna otrzymać nagrodę Grammy za najlepszy utwór roku. I tylko w PL – jak zwykle – totalny brak ogaru…


A więc teraz pora na POLSKIE RAPERKI PRZEJMUJĄ JUTUBA

Żabsonowi należą się solidne propsy za rolę, jaką odegrał w supportowaniu Leosi. I wiecie, co jest najlepsze? Tym jednym ruchem zrobił on dla całej kobiecej reprezentacji więcej niż wszyscy inni razem wzięci przez lata. Oczywiście nie twierdzę, że przyświecały temu jakieś szczególnie szlachetne przesłanki i nie robię z Żabsona miłosiernego samarytanina. Aby tak się stało, potrzebna była (jak to zazwyczaj bywa) pokoleniowa zmiana. (Internaz)ziomal prawidłowo rozkminił rynek, który zbudowany jest obecnie (w końcuuuuu) z innego typu odbiorców i odbiorczyń. Przewiduję, że w najbliższym czasie branża dozna oświecenia i zacznie się masowe lansowanie rapujących kobitek. A nie, zaraz, przecie to już się dzieje.



„Nie hejtuję, tylko to po prostu jest słabe”

Jestem w stanie zrozumieć krytykę technicznych ograniczeń Leosi, są one słyszalne. Ale zdradzę wam pewien sekret: hajs, wsparcie producentów, realizatorów i zastrzyk motywacji wynikające z dobrego odbioru, mogą w rok (no może dwa lata) zamienić polskie raperki w polskie Cardi i Nicki. Zdecydowanie mniej rozumiem zarzuty o to, że Dziarma korzysta z usług ghostwriterów. Jeśli jesteś jedną z osób, która jęczy z tego powodu, to idź canceluj 2001 Dre i kawałki Drake’a bo obaj nigdy nie kryli się z tym, że dostają czasem linijki (czy nawet całe zwrotki) od innych.





Popełniłem w życiu swoje błędy, wychowałem się na kawałkach, których dziś się wstydzę, byłem karmiony seksizmem w rapie, który wkradał się niepostrzeżenie i zaburzał nieświadomie moje spojrzenie na rzeczywistość. Byłem wyśmiewany za nagrywki, by pózniej wyśmiewać za nagrywki innych. Powielałem utarte schematy zachowań. Powtarzałem te same formułki. Jak wyszło Take Care, to mówiłem, że nie da się słuchać tego jęczenia drejka (bez beki xddddd). Aj, szkoda gadać. Na szczęście się ocknąłem i dzięki zmianie otoczenia zaaplikowałem sobie niezbędną dawkę rigczu. Teraz trzymam kciuki za movement kobitek w rapie i mam dla nich dobre słowo nawet, jak nie wszystko jest gicik. Gdyby ktoś trzymał je za mnie i powtarzał w 2012, że emo-vulnerable-rapik ma sens i że będzie na niego hype i żebym cisnął dalej te zwrotki, to może dziś bym nie klikał tego tekstu, tylko spisywał wersiki pod bity Clamsa. Ale luz, DFW być może trenował tenis przez kawał życia, tylko po to, żeby móc napisać ten cudny tekst o fenomenie Federera – więc ja też mam chyba szansę przekuć to doświadczenie w coś więcej niż tylko sfrustrowane fristajle. Anyway, GO GIRLS!

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone