Czytasz
Złodzieje twarzy: crypto-art i NFT

Złodzieje twarzy: crypto-art i NFT

Modelka Krystall Schott straciła twarz. Jej wizerunek od 2016 roku krąży w sieci bez jej zgody i podpisu. Opowiadający historię kobiety film Curse NFT ma zwrócić uwagę na problem praw autorskich w Internecie i coraz popularniejsze NFT. Obraz możemy oglądać od 18 sierpnia.

Jak czulibyście się, gdyby ktoś ukradł Wasz wizerunek? W wirtualnym świecie o taką sytuację nietrudno. Z pewnością wiele do powiedzenia miałby o tym chociażby Andras Arato, czyli słynny „meme-hero”, który ze swojej mimiczności zrobił zaletę. Węgierski inżynier elektryk stał się sławny dzięki memowi „Hide the pain Harold”. Jego wizerunek doczekał się niekończących się reprodukcji i reinterpretacji.

Jeśli chodzi o prawa autorskie, Internet od początku uznawany był za cyfrowy „dziki zachód”. Ale to się zmienia – wraz z nadejściem NFT. I nie, nie jest to jedna z 16 osobowości w popularnym quizie psychologicznym, choć brzmi bardzo podobnie.

Czym jest NFT?

NFT to skrót od „non-fungible tokens”, czyli inaczej niezbywalnych, unikalnych, jedynych w swoim rodzaju tokenów. Tokeny to reprezentacje czegoś – wartości, jakości lub faktu. Brzmi abstrakcyjnie, ale wcale nie jest takie trudne do ogarnięcia. Tokenem jest np. karta podarunkowa czy voucher, tokenem może być pionek w grze, który symbolizuje określoną wartość.

Prawa do danego NFT można otrzymać kupując „cyfrowy certyfikat własności w blockchainie”. Blockchain to w wolnym tłumaczeniu „łańcuch bloków”, którego funkcja sprowadza się, w wielkim skrócie, do przechowywania oraz przesyłania danych. Można więc rzec, że taki certyfikat to „cyfrowy paragon”, ale nie jest on tożsamy z wykupieniem praw autorskich do danego utworu i tym samym pozbawienia ich artysty.

Może wydaje się to surrealistyczne, ale wystarczy wspomnieć grę Second Life, która na rynku jest już od 2003 roku (to już 18 lat!). Gracze mogą w niej kupić – za prawdziwe pieniądze – wirtualne ubrania, wyposażenie wnętrz, domy. Płacąc swoją kartą kredytową za określone dane nie kupowali jednocześnie prawa do ich reprodukcji lecz określonego, konkretnego modelu. Dziś istnieje wiele różnych pakietów NFT, które pozwalają na mniej lub bardziej swobodne korzystanie z cudzej pracy.

Pamiętacie słynny mem Nyan Cat, któremu w tym roku stuknęło 10 lat? W lutym został sprzedany jako oryginalny, jedyny w swoim rodzaju przykład tzw. crypto-art.

I to za grube pieniądze. Oryginalny GIF Chrisa Torresa poszedł pod młotek, osiągając cenę 580,000 $. To tylko potwierdza, że rynek cyfrowej sztuki już nie może być ignorowany, a ci, którzy do tej pory traktowali wrzucane do Internetu „obrazki” jako własność wspólną, mogą się niedługo mocno zdziwić. Dzięki specjalnej licencji digitalne dzieło sztuki będzie można m.in. pokazywać w wirtualnych muzeach. Brzmi futurystycznie? Poczekajcie na to…

Co jeśli cyfrowym „dziełem sztuki” jest Twoja własna twarz? I nie masz nad nią kontroli?

Taka historia przydarzyła się Krystall Schott. Twarz modelki funkcjonowała jako główny wynik googolowskiego wyszukiwania hasła „face”, zyskując w sieci swoje własne, niekontrolowane życie. Zrobione podczas nowojorskiego Fashion Week zdjęcie oddzieliło się od reprezentowanej na nim osoby do dziś osiągając wysokie wyniki w najbardziej popularnej wyszukiwarce ever. Film dokumentalny Charles’a Currana Cursed NFT pokazuje historię „the uncredited #1 search for ‘face’ on Google”, jak określa się zdjęcie Schott.

Sprawdź też

Internet już posiada moją twarz. Ja nie mam do niej praw.

mówi Krystall Schott

Produkcja jest częścią szeroko zakrojonego projektu Accursed Share, który Charlie Curran woli niekiedy nazywać po prostu „startupem”. „Wtedy ludzie wydają się traktować go jako coś mniej szalonego – przyznaje w wywiadzie dla Dazed Digital. Platforma ma ułatwić artystom i artystkom posługiwanie się NFT a także umożliwić indywidualne eksperymenty w ramach nowej generacji crypto-art. Niedawno projekt pozyskał pierwszych artystów – wśród nich znalazł się zespół The Avalanches oraz młody malarz Julien Nguyen.

Czy crypto-art i NFT to przyszłość? Pandemia pokazała, jak duża część naszego świata znajduje się w komputerach, smartfonach, tabletach. Jeśli same urządzenia traktujemy (niekiedy śmiertelnie!) poważnie, czemu nie mielibyśmy z równym namaszczeniem podchodzić do praw rządzących reprodukowaną w nich rzeczywistością?

Więcej o projekcie dowiecie się tutaj.

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone