Kolektywny umysł członków redakcji Going. MORE
Chcielibyście czasem dowiedzieć się, czego słucha Wasz ulubiony raper, aktor albo pisarz? A może interesuje Was, czyje koncerty przywołuje ze szczególnym rozrzewnieniem? Seria WIĘCEJ w Going. MORE zaspokoi tę ciekawość. Tym razem swoimi inspiracjami i wspomnieniami podzielił się z nami saksofonista, producent i kompozytor Kuba Więcek.
Ruszamy z nowym cyklem WIĘCEJ. Sprawdź, co powiedział nam jego pierwszy gość
– Jestem bardzo na bieżąco z tym, co się dzisiaj dzieje w muzyce. Wiele uczę się od młodszych ludzi: mają w sobie coś inspirującego i nutkę szaleństwa. Szukam artystów, którzy kryją wielką pasję, a sztuka jest dla nich wszystkim i mogą się na niej w pełni skupić – powiedział w zeszłym roku w rozmowie z nami saksofonista i laureat Paszportu Polityki. W tym wiosną wydał album Yumi pod szyldem hoshii, kontynuował (także na żywo!) serię hoshii sessions. Zarówno ta wypowiedź, jak i nowości, którymi częstuje słuchaczy z wyjątkową regularnością, skłoniły nas do tego, żeby zadać mu parę pytań o muzykę… tyle że nie swoją. Przed Wami Kuba Więcek i jego wybory!
Album lub artysta, którego słucham regulanie:
Playboy Carti, bardzo lubię jego minimalizm i repetytywność. Czuję, że jakbym miał moją grę na saksofonie porównać z flow jakiegoś rapera, byłby to właśnie Carti.
Wykonawca, którego ostatnio odkryłem:
Nie słyszałem jeszcze mega dużo rzeczy od wane, ale z tego, co miałem przyjemność poznać, spodobało mi się brzmienie.
Ulubiony album z okresu dorastania:
Collision Course Linkin Park / JAY-Z (2004). Dostałem ten album na święta od kogoś z rodziny. Był tam film dokumentalny opowiadający o tym, jak tworzyli ten materiał i pamiętam, że nie mogłem przestać tego oglądać. Dawało mi to bardzo dużo radości.
Utwór, który zawsze poprawia mi humor:
Sh!t2Luz od Aminé. Dzisiaj ten utwór kojarzy mi się z jakimś okresem, który był ze dwa-trzy lata temu. Pamiętam, że słuchałem go na wakacjach na Maderze.
Pierwszy koncert, na którym byłem:
O.S.T.R. w Chorzowie. Pojechałem na niego z Tatą. Byłem pod wrażeniem freestyle’owania.
Najlepszy koncert, na którym byłem:
Bon Iver z tancerzami w Nowym Jorku. Zawsze latałem do Nowego Jorku, głównie po to, by chodzić na koncerty jazzowe, ale w pewnym momencie to się trochę zmieniło. Przyleciałem, sprawdziłem, jakie koncerty się odbywają i miałem szczęście, że niedaleko miejsca, w którym mieszkałem na Brooklynie, grał właśnie Justin Vernon ze swoim składem.
Koncert, na który chciał_bym pójść:
Franka Oceana. Jest to chyba mój ulubiony artysta i wydaje mi się, że słuchanie go na żywo musi być czymś więcej.
Kolektywny umysł członków redakcji Going. MORE

