Antypopowy idol, ikona alternatywy, prowokator. Morrissey ponownie w Polsce
Kolektywny umysł członków redakcji Going. MORE
Morrissey, czyli lider nieistniejącego już zespołu The Smiths, który równie dobrze poradził sobie z karierą solową, zagra na Letniej Scenie Progresji.
Table of Contents

Letnia Scena Progresji
Plenerowa przestrzeń na warszawskiej Woli ponownie pełna będzie zróżnicowanych brzmień. O to, czy Love is the Answear zapyta MORANDI, Kaliber 44 złoży Hołd dla Joki, a Tash Sultana zapowiada powrót do korzeni. Nie wiemy tylko, czy włącza w te plany obecność na koncercie The Roots. Fani młodszych brzmień będą szturmować Letnią Scenę Progresji już w czerwcu. Wówczas o kolorach rapować będzie PALION. Słuchacze rocka z pewnością zaopatrzyli się też w bilety na jedną z największych marek współczesnego rocka, czyli Breaking Benjamin lub ścisłą czołówkę światowej alternatywy pod szyldem Garbage. Z kolei Suede zachwycą nas mieszanką rocka z britpopowym DNA. To wciąż nie koniec muzycznych atrakcji, przewidzianych na letnie miesiące, a do tego bogatego składu właśnie dołączył właśnie Morrissey.
Gitarowy outsider
Morrissey wkroczył na scenę w połowie lat 70. jako jeden z członków punkowego zespołu The Nosebleeds. Po tym krótkim, choć intensywnym epizodzie próbował swoich sił w dziennikarstwie muzycznym. W 1982 roku porzucił te plany i wraz z Johnnym Marrem powołał do życia formację The Smiths. To wtedy zaczął na dobre kreować swój charakterystyczny image: dowcipnego i sarkastycznego komentatora rzeczywistości, gitarowego outsidera dystansującego się od norm społecznych, neoliberalnej polityki czy miałkiej popkultury. Posługuje się nim także poza sceną. W mediach przedstawia się jako krytyk rodziny królewskiej i obrońca praw zwierząt. Diecie roślinnej hołduje do tego stopnia, że potrafi odmówić występów w miejscach, gdzie spożywa się mięso.
Po rozpadzie The Smiths Morrissey nie wywiesił białej flagi. Słuchacze czekali na jego kolejne kroki, a on nie pozostał im dłużny. Najpierw ukazał się krążek Viva Hate, później przyszła pora na debiut sceniczny. – Podniecenie i atmosfera panujące w sali nie przypominały niczego, czego kiedykolwiek doświadczyłem na publicznym wydarzeniu – relacjonował pierwszy koncert piosenkarza krytyk James Brown. Brytyjczycy byli złaknieni scenicznej dezynwoltury i buntu.
Światło, które nigdy nie gaśnie
Solowa kariera Morrisseya, który w międzyczasie przeprowadził się do Los Angeles, trwa do dziś. Wielu obawiało się, że dyskografia muzyka zatrzyma się na albumie I Am Not a Dog on a Chain z 2020 roku, gdzie jego alt-rockowe fascynacje splatały się z elementami disco i R&B. W jednej z piosenek udzieliła się nawet gwiazda wytwórni Motown, Thelma Houston! Od tamtej pory fani spekulowali o nowym materiale, który początkowo miał nazywać się Without Music the World Dies. Po rozciągniętych na kilka lat komplikacjach (m.in. dogrywaniu nowych utworów, zmianie wytwórni, itd.) w marcu 2026 ukazał się długo wyczekiwany krążek. Finalny tytuł to Make-up Is a Lie. Nie możemy doczekać się, by usłyszeć ten numer w stolicy.
Kolektywny umysł członków redakcji Going. MORE

