Genialny sabotażysta popu wraca do Polski. Oliver Tree wystąpi we wrześniu w Warszawie
Redaktor naczelny Going. MORE. Publikował lub publikuje także na łamach…
W byciu artystą chodzi o to, żeby nieustannie odkrywać się na nowo, a niepokorny twórca przebojów Miss You, Life Goes On i Alien Boy potwierdza to każdą kolejną płytą. Najświeższą, Love You Madly Hate You Badly, już wkrótce zagra na żywo w stołecznej Progresji.
Oliver Tree w Polsce! Co, gdzie, jak?
Artystyczny kameleon
Jako wulgarny, roztrzepany Turbo nosił fryzurę na garnek, różowo-fioletową kurtkę Vintage Montbell i czerwone okulary przeciwsłoneczne. Chętnie opowiadał o swojej słabości do cheetosów, jazdy na hulajnodze i vape’owania, a na wywiadach łatwo wpadał w złość i wszczynał kłótnie. W kolejnej erze związanej z premierą albumu Cowboy Tears zapuścił kozią bródkę i wyciągnął z szafy atrybuty kowboja: kurtkę z frędzlami, kapelusz z okrągłym rondem oraz parę koltów. Wraz z płytą Alone in a Crowd powołał zaś do życia postać Corneliusa Cummingsa — pretensjonalnego projektanta mody kochającego róż. Przerysowaną nonszalancją mężczyzna maskuje coraz większą samotność i niezdolność do okazywania emocji.
Oliver Tree wykreował każdą z tych person z dbałością o każdy szczegół muzyczny, wizualny czy koncepcyjny. Absurdalny humor zrównoważył w nich refleksją nad ludzką kondycją i popkulturą. Połączone role myśliciela, wokalisty, filmowca i reżysera czynią z niego artystę totalnego, który nieustannie zachwyca i zaskakuje. — Tworzę przede wszystkim dla siebie samego. Muszę umieć odkrywać się na nowo i czuć nieustanną inspirację. Celem stworzenia tego projektu było, by nigdy nie dać się zaszufladkować — wspominał w rozmowie z magazynem Vanyaland.
Twarzą w twarz z emocjami
Na nowym, wydanym w kwietniu albumie Amerykanin, co było do przewidzenia, wykonał kolejną woltę. Tym razem zdjął maskę ironisty i zajrzał w głąb świata kontrastujących ze sobą emocji. — Całą karierę spędziłem, upewniając się, że ludzie nie traktują mnie zbyt poważnie, ale dzięki temu w końcu pogodziłem się z byciem wrażliwym. Skończyłem z cięciem na miskę i innymi sztuczkami. Chciałem stworzyć coś, co brzmi jak moja głowa, gdy nie mogę spać; coś pięknego i brzydkiego jednocześnie — tłumaczy.
Podobny rozdźwięk pojawia się w samym tytule płyty, czyli Love You Madly Hate You Badly. — Każdy związek to wypadek samochodowy w zwolnionym tempie. W jednej chwili czcisz ziemię, po której stąpa ta osoba, a w drugiej zastanawiasz się, jak w ogóle możesz oddychać z nią tym samym powietrzem. Cały album to dźwięk tego pęknięcia — dodaje wokalista.
Zmiana wiąże się też z obraniem innego azymutu muzycznego. Jego charakter artysta wytyczył ze swoim wieloletnim współpracownikiem, Whethanem. Nośny, radiowy electropop, do którego przyzwyczaili się słuchacze, splata się tu z alternatywnym rockiem, britpopem i grunge’em z lat 90. Przybrudzone, zadziorne melodie pozwalają w pełni rozbrzmieć różnym przemyśleniom i deklaracjom.
Oliver Tree. Polska usłyszy go jeszcze latem
Mówiąc o performerskim sznycie 32-latka, nie sposób nie wspomnieć o jego koncertowym wcieleniu. Amerykanin na scenie czuje się jak ryba w wodzie, nadając swoim utworom dodatkowej mocy. W tym roku przypomni o tym na trasie Love You Madly, Hate You Badly World’s First World Tour, której jednym z przystanków będzie Warszawa. Wokalista zagra 18 września w stołecznej Progresji, a bilety na to wydarzenie właśnie trafiły do sprzedaży. Warto zobaczyć go tego wieczoru… bo następny występ pewnie będzie już zupełnie inny. Taka natura Olivera.
Redaktor naczelny Going. MORE. Publikował lub publikuje także na łamach „newonce", „NOIZZ", „Czasopisma Ekrany", „Magazynu Kontakt", „Gazety Magnetofonowej" czy „Papaya.Rocks". Mieszka i pracuje w Warszawie.


