Czytasz teraz
Kyle Alessandro o życiu po Eurowizji i nowej płycie. „Powinniśmy częściej pokazywać w popie, skąd pochodzimy”
Muzyka

Kyle Alessandro o życiu po Eurowizji i nowej płycie. „Powinniśmy częściej pokazywać w popie, skąd pochodzimy”

Kyle Alessandro

W ubiegłym roku, mając zaledwie 19 lat, reprezentował Norwegię na Konkursie Piosenki Eurowizji. Dziś wciąż ciepło wspomina udział w plebiscycie, ale jest już gotowy iść dalej — pełny nowych spostrzeżeń, emocji i muzycznych inspiracji sięgających do aż do klasyki czy folku. Rozmawiamy z wokalistą tuż po premierze jego trzeciego albumu AURA.

Kyle Alessandro
Reprezentant Chorwacji i autor przeboju Rim Tim Tagi Dim zagra w Polsce trzykrotnie: 29 listopada w Poznaniu, 30 listopada w Warszawie i 1 grudnia w Krakowie.

Stanisław Bryś, Going. MORE: W piosence Halo, którą zamieściłeś na nowym albumie, twierdzisz, że w ciągu roku można się wiele nauczyć. Co zatem było twoją największą lekcją z ostatnich 12 miesięcy? 

Kyle Alessandro: Nauczyłem się wyznaczać sobie granice. Zrozumiałem, że czasem można powiedzieć nie, a taka odmowa nie będzie niczym złym. Przestałem na wszystko się zgadzać. Zawsze znajdą się ludzie, którzy będą chcieli z tobą współpracować albo coś od ciebie dostać. Ważne jest, by niekiedy umieć się przed tym chronić.

Mówisz raczej o stawianiu granic w życiu prywatnym czy zawodowym? 

O obu, choć raczej myślę o życiu zawodowym. Między 2024 a 2025 rokiem wszystko się bardzo rozkręciło, zaszła ogromna zmiana. Musiałem się nauczyć, jak nie brać pod uwagę wszystkich możliwości.

Kyle Alessandro — Halo

Udział w Eurowizji wywarł na tobie dużą presję?

Kyle Alessandro: Tak mi się wydaje. Ta presja była podwójna: z jednej strony płynęła ze strony nadawcy i delegacji norweskiej, z drugiej — sam ją sobie narzuciłem. Myślałem sobie: O rany, muszę dać z siebie wszystko. Reprezentuję cały kraj i chcę się dobrze zaprezentować, bo nie chcę nikogo zawieść. Poza tym Lighter zadedykowałem mojej mamie, więc tym bardziej chciałem, żeby ta piosenka wygrała. 

Na szczęście tuż przed wyjściem na scenę zorientowałem się, że chyba nie zostałem wybrany bez powodu. Reprezentowałem całą Norwegię, a to wszystko zaczęło się w mojej sypialni, od czegoś, co sam napisałem. Pomyślałem wtedy: OK, wiesz co? Jestem tu, dam z siebie wszystko, a cokolwiek się stanie, będę zadowolony.

Wystąpiłbyś po raz drugi w konkursie? 

Myślę, że musiałbym to zrobić tak jak Justyna Steczkowska, która wróciła na Eurowizję 30 lat później. Patrząc na to, jak rozwija się konkurs, czuję, że dziś byłoby to dla mnie dość skomplikowane. Poza tym chciałbym dać szansę innym artystom marzącym o tym samym. Nie twierdzę, że jestem niewystarczająco dobry, by ponownie wygrać. Po prostu wyrobiłem już markę w społeczności Eurowizji i ta mogłaby mi pomóc znów awansować w Melodi Grand Prix (krajowe eliminacje w Norwegii — przyp. red.).

Kyle Alessandro podczas finału Melodi Grand Prix 2025.

Co jest według ciebie spoiwem łączącym społeczność Eurowizji? 

Kyle Alessandro: Akceptacja. Ludzie po prostu się w niej szanują i naprawdę wspaniale móc obserwować, że to tak otwarta społeczność. Można tu być kimkolwiek się chce. W tym roku, jeśli nie przeszkodzi mi w tym praca, na pewno chcę oglądać Eurowizję — tyle że nie z Wiednia, a z mojej kanapy.

Masz swojego faworyta albo faworytkę?  

Nie znam jeszcze wielu piosenek, ale dzisiaj (rozmowa odbyła się jeszcze przed półfinałami konkursu — przyp. red.) udało mi się posłuchać Pray od Alicji. Bardzo mi się podoba i czuć w niej jej styl, jeśli wiesz, o co mi chodzi. Dużo tu inspiracji gospelem i aluzji do symboliki chrześcijańskiej. Widziałem też sam teledysk, a strój to prawdziwa gratka.

Kyle Alessandro
Kyle Alessandro podczas Eurowizji 2025 / fot. Quejaytee / CC BY 4.0 / Wikimedia Commons

Porozmawiajmy o twoim nowym albumie Aura i ustawmy go na osi czasu. Zacząłeś nad nim pracować przed czy po Eurowizji? 

Kyle Alessandro: W kwietniu zeszłego roku. Odbyłem wtedy kilka sesji studyjnych, ale potem nadeszła Eurowizja i nie miałem więcej czasu, bo jednocześnie wciąż chodziłem do szkoły. Dopiero po konkursie wszystko się zaczęło. Większość piosenek — choć nie wszystkie, bo powstało o wiele więcej demówek niż to, co faktycznie trafiło na płytę — nagraliśmy zeszłego lata.

Czy udział w konkursie zmienił sposób, w jaki podszedłeś do procesu twórczego? 

Zupełnie nie — i tak samo było z Lighter. Początkowo nie pisałem tej piosenki z myślą o Eurowizji. Po prostu siedziałem w swoim pokoju i tworzyłem muzykę, a dopiero potem uznałem, że ta wizja mogłaby się wpisać w konkurs. Spróbowałem ją wtedy dopracować, ale nie zmieniłem charakteru całego procesu.

Opowiedz o nim coś więcej. 

Kyle Alessandro: Czerpałem inspiracje zarówno ze świata dźwięków, jak i obrazów. Każdemu utworowi towarzyszyło wiele moodboardów. Sam tytuł AURA przyszedł mi do głowy mniej więcej w kwietniu zeszłego roku. Później, latem, postawiłem na Blur, ale znowu zmieniłem zdanie. Powiedziałem: Chyba jednak wrócimy do korzeni.

Kyle Alessandro
okładka albumu Aura Kyle Alessandro / fot. materiały prasowe / kup w Empiku

Czym jest dla ciebie ta aura? 

Tak naprawdę może być dosłownie wszystkim, bo oznacza światło, dzięki któremu widzimy. W kontekście tego albumu stanowi moje różne nastroje i doświadczenia. Wyobraź sobie, że masz mały plecak, w którym je nosisz. Na płycie pokazuję, co znajduje się wewnątrz niego.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem nazwę płyty, samemu pomyślałem o czymś innym — o memach, w których pada stwierdzenie, że ktoś ma dużo punktów aury. 

Kyle Alessandro: Myślę, że to też się dobrze wpisuje w ten tytuł. Wiesz, mam nadzieję, że za tę płytę dostanę milion punktów aury (śmiech). Ale warto podkreślić, że aura to też dobra atmosfera. Roztacza ją bycie w harmonii z samym sobą i umiejętność odczuwania emocji. Widać to na moim albumie, który został podzielony na trzy części. Rozpoczyna się od światła, później pojawia się mgła, a na koniec — znowu światło. W środkowym etapie czułem, jakbym tracił siebie. Dwie pozostałe definiują to, co właściwe.

Kyle Alessandro — Backseat

Co osobiście daje ci siłę, by zwracać się ku światłu? 

Miłość: nie tylko międzyludzka, ale także ta, którą darzę muzykę. Ostatni rok był czystym szaleństwem i nie dzieliłem się ze światem wszystkim, czego doświadczałem. Pokazywałem mu tylko pozytywne rzeczy, ale latem miałem kryzys. Zastanawiałem się nad tym, czy dalej chcę się zajmować muzyką. Dużo o tym myślałem, ale w końcu udało się przez to przebrnąć właśnie dzięki miłości do rodziny czy przyjaciół.

Skoro sam wspomniałeś o muzyce, dopytam o nią. Odnoszę wrażenie, że Aura jest na jej polu znacznie dojrzalsza niż poprzednie płyty. Czego słuchałeś podczas tworzenia albumu? 

Kyle Alessandro: Na pewno wielu kompozytorów muzyki klasycznej. Staraliśmy się wpleść do piosenek elementy orkiestralne, co zrobiliśmy już wcześniej w Lighter. Poza tym zawarliśmy wpływy z muzyki ludowej, na przykład w piosence Wearing Me Out. Ciekawiły mnie brzmienia z Hiszpanii i Ukrainy. Zdawało mi się bardzo naturalne, by złożyć hołd moim ukraińskim fanom, jak również mojej macosze, która stamtąd pochodzi. No a poza tym słuchałem dużo popu, zwłaszcza z lat 90. i 00., które uwielbiam. Do lat 80. nawiązuję za to w przedostatnim utworze Us Against the World.

Dlaczego twoim zdaniem warto przemycać muzykę ludową do szerokiego nurtu? 

Przede wszystkim bardzo ważne, by nie zatracać tego, co charakteryzuje nas jako jednostki. Samemu jestem osobą wielokulturową: mam norweskie i hiszpańskie korzenie. Dbam o ich poznawanie i uczę się je doceniać. Urodziłem się i dorastałem w Norwegii, ale zawsze zdawałem sobie sprawę z tego, że mówię też płynnie po hiszpańsku. Znam różne rodzaje flamenco i trochę potrafię tańczyć. Rozpoznaję też inne style z obu krajów. 

Warto jednak nie podchodzić do tradycji w konserwatywny sposób, bo wszystkie kultury kryją w sobie coś pięknego. Powinniśmy częściej pokazywać w popie, skąd pochodzimy. To naprawdę fajne, jeśli by się nad tym naprawdę zastanowić.

Zobacz również
Azja

Taką pochwałą różnorodności jest dla mnie sama Eurowizja. 

Kyle Alessandro: I właśnie dlatego uwielbiam ją od najmłodszych lat: po prostu daje możliwość słuchania tych wszystkich języków i poznawania tak różnych kultur.

Kyle Alessandro podczas finału Konkursu Piosenki Eurowizji 2025.

Jak myślisz, czy istnieje wspólny mianownik hiszpańskiej i norweskiej kultury, w szczególności muzyki? 

W obu miejscach używa się mnóstwo podobnych instrumentów, ale nie w ten sam sposób. Wykorzystałem ten fakt przy stworzeniu Lighter, łącząc dźwięki w spójną całość. Z Norwegii zaczerpnąłem langeleik, a z Hiszpanii — salterio. Dołożyłem także tradycyjne skandynawskie skrzypce przypominające te, które są znane z Andaluzji.

Umiesz wskazać, czy czujesz się bardziej Norwegiem, czy Hiszpanem? 

Kyle Alessandro: Chyba pół na pół. Czasem trochę bardziej na korzyść bycia Norwegiem, bo gdy przez jakiś czas nie mówię po hiszpańsku, zaczynam tracić wprawę w tym języku. Wystarczy jednak jeden dzień, żeby wszystko wróciło. Ale inna sprawa jest taka, że nie wyglądam jak przeciętny mieszkaniec Skandynawii. Kulturowo czuję się bardziej Norwegiem, ale wizualnie bliżej mi do Hiszpana. Może po prostu nie trzeba tego rozsądzać?

Kyle Alessandro — Rosary

Na koniec dopytam jeszcze o nadchodzący Miesiąc Dumy. Czy zamierzasz go świętować?  

Nie mogę jeszcze zdradzić, w jakich akcjach wezmę udział, ale na pewno coś się pojawi. Poza tym wezmę udział w marszu równości w Oslo, ale pójdę w nim jak wszyscy — nie będę występować.

Czy jako dla wyoutowanej osoby przykładasz dużą wagę do takiej celebracji? 

Kyle Alessandro: Jasne, że tak. Nadal musimy się angażować, bo to kwestia wzajemnego szacunku i człowieczeństwa, które względem społeczności LGBTQ+ wcale nie są takie oczywiste. Dla mnie to nie do pomyślenia. Trzeba robić to, co do nas należy, tam, gdzie tylko możemy.

Kyle Alessandro / AURA / 2026



Copyright © Going. 2024 • Wszelkie prawa zastrzeżone

Do góry strony