Czytasz
t.A.T.u., Daft Punk, Bass Astral x Igo… kiedy duety WHAMią serca fanom

t.A.T.u., Daft Punk, Bass Astral x Igo… kiedy duety WHAMią serca fanom

Kosmiczna podróż Igora Walaszka i Kuby Tracza, znanych polskim fanom znacznie lepiej jako Bass Astral x Igo, dobiega końca (o czym donieśliśmy, jako pierwsi, tutaj). Smutno Wam? Być może pocieszy Was to, że fanom innych zespołów również bywa niewesoło. Oto historie rozpadó słynnych muzycznych duetów.



Charakterystyczne bity Bassa Astrala połączone z rockowym wokalem Igo w stylu Lance’a Staleya z Alice in Chains tak dobrze trafiły w swój czas i miejsce, że duet w ciągu 5 lat od grania do kotleta rybki na plaży w Międzyzdrojach dotarł na stadiony, które wypełniał po brzegi.



Ich muzyczne wizje od początku pasowały do siebie jak frytki do dorsza



A propos muzyki i rybki – Kacper poleca sierpniowe koncerty w Trójmieście



I choć ogarnia nas smutek i konsternacja jak na twarzy dziewczynki po prawej na początku powyższego filmiku, to wiemy, że nie na długo. Bass Astral już w październiku wydaje solową płytę pt. „Techno do miłości”, a Igo raz po raz wejdzie w muzyczną kolaborację z tą czy inną gwiazdą.

Spokojne wasze rozczochrane, ich rozpad oznacza po prostu przeniesienie twórczej energii w inne miejsca (musimy sobie to jakoś tłumaczyć, nie?), obywa się więc bez atmosfery skandalu czy imby w stylu bójki członków wybitnego zespołu rockowego Video:

ALE JAZZ


Z nienawiścią lub bez, rozłąki to nieodłączny element muzycznych historii, szczególnie tych, gdzie duety grają główne role. Bo grać z drugą osobą to trochę jak być z nią w związku. Które z nich najbardziej utkwiły w naszych głowach i sercach?


1. Daft Punk

Nie mam wątpliwości, że wszyscy będziemy kiedyś dziadersami, opowiadającymi swoim wnukom „GÓWNIARZU TO BYŁA MUZYKA” i puszczającymi im „Around the World„. Z Daft Punk przyszłość naprawdę mieszała się z teraźniejszością – od technik produkcyjnych, przez wizerunek, aż po występy na żywo. I choć ich ostatni album, „Random Memory Access” z 2013 roku, był raczej ukłonem w stronę przeszłości i od tego czasu ze strony DP nie usłyszeliśmy za wiele, to i tak 22 lutego wszyscy płakaliśmy prawie jak po papieżu.



Wiele z nas wciąż nosi hełm na znak żałoby…



Śpijcie słodko, robociki – zebraliśmy memy o rozpadzie Daft Punk





2. t.A.T.u.

Pamiętacie dwie szesnastolatki w szkolnych uniformach, namiętnie całujące się w deszczu? Teledysk do „All The Things She Said’’) był prawodopodobnie jednym z pierwszych pozytywnych przekazów LGBT, jaki otrzymała większość z nas za dzieciaka. Choć ich namiętność była jedynie zagrywką marketingową (a Julia Volkova ma na koncie homofobiczne wypowiedzi), to bez wątpienia lesbijska poza obecna w pierwszym etapie działalności t.A.T.u. pomogła im wzbić się na szczyty międzynarodowej popularności. 






Homoseksualny wizerunek był nie do utrzymania wobec ciąży Julii. Niemniej, dziewczyny wciąż próbowały szokować w ten czy inny sposób – np. wykorzystując nabrzmiały brzuch Volkovej do teledysku (utwór „White Robe”), w którym Lena uśmierca ciężarną partnerkę z zespołu. Graniczne wygibasy przestały jednak działać na masową wyobraźnię. Formuła zaczęła się wyczerpywać.



Do tego wszystkiego artystki nie tylko nie żywiły wobec siebie namiętności czy przyjaźni, lecz szczerze miały się dość. W 2011 duet t.A.T.u. oficjalnie zakończył działalność. Trzy lata później dziewczyny entuzjastycznie ogłosiły reaktywację, wystąpiły na igrzyskach w Soczi, wydały jeden singiel, a następnie… jeszcze raz ogłosiły zakończenie działalności. Tym razem na serio – ponoć Julia wytoczyła wobec Leny ciężkie działa, m.in. grożąc, że wykorzysta swoje koneksje w rosyjskim kanale Channel 1 (takie rosyjskie TVP po 2015) i sprawi, że solowa twórczość rudowłosej wokalistki kompletnie zniknie z mediów.

Powiedzcie, że nie tylko ja śpiewałem to za dzieciaka „OLA BALAS”




Ostro. Konsztachy Julii z samym Putinem bynajmniej nie są jej wymysłem. W maju tego roku ex-wokalistka ze sloganem „nas ne dogonyat” na wypełnionych botoksem ustach wystartowała z ramienia partii wodza w wyborach do rosyjskiej Dumy. Bez powodzenia.


Bycie symbolem LGBT, a następnie potępianie gejów? Check. Przejście na islam, by po kilku latach wrócić do prawosławia? Check. 



Spuśćmy więc na t.A.T.U. zasłonę milczenia i lećmy dalej.




3. The White Stripes

2011 rok przyniósł ze sobą również koniec innego duetu – małżeństwa Meg i Jacka White’ów aka The White Stripes. Choć koncerty grupy nie wypełniają stadionów już od ponad 10 lat, to i tak słynne Tu – tu – ty – tu – tu – tuum – tuum, czyli utwór „Seven Nation Army”, zyskało tę samą rangę, co „We Are The Champions” Queen – sportowego hymnu, soundtracku do wybuchu wszelkiej stadionowej radości (np. strzelenia gola).




Żeby nie było – zespół był nie tylko maszynką do tworzenia rockowych anthemów. Pomieszanie półamatorskiego garażowego grania z bluesem czy country nigdy wcześniej nie brzmiało tak nowatorsko. A to dlatego, bo za sterami stał Jack White – szalony naukowiec, geniusz garażowego grania, jak i całej amerykańskiej sceny rockowej wczesnych lat 2000. The White Stripes było zjawiskiem.

Qué pasó? Co się stało? Z perspektywy Jacka sprawa wyglądała tak, że Meg po prostu nie była najlepsza w komunikacji – milczeniem konstatowała zarówno twórcze loty i pomysły Jacka, jak i fakt, że granie długich trasy dla milionów ludzi nie było dla niej komfortowe, biorąc pod uwagę neurotyczną i nieco aspołeczną naturę perkusistki.

A że para była doświadczona w rozstawaniu się (w 2000 roku wzięli rozwód, co nie przeszkodziło im we wspólnym graniu i odnoszeniu sukcesów), rozpad The White Stripes przebiegł w dobrej atmosferze. Czerwone rozszczepiło się z białym.


Pamiętajcie więc – warto ze sobą rozmawiać, nie tylko w związkach.


Teledyski: level kosmiczny – TOP5 wideoklipów Bass Astral x Igo



4. Wham!



Zespół założony przez George’a Michaela i tego drugiego Andrew Ridgeleya to coś więcej niż „Last Christmas” i „Wake Me Up Before You Go-Go„. Zanim Michael zrobił swoje go-go z zespołu, grupa nagrała pierwszy album, któremu bliżej do falsetowego disco w stylu Bee Gees niż popowych ballad. Funky shit.





W 1984 Michael zostawił swojego muzycznego partnera z wyznaniem, że chciałby robić coś „bardziej dojrzałego i ambitnego”. Mimo gorzkich słów, obyło się bez imby – Michael określił to rozstanie jako „najbardziej przyjacielskie w historii popu”.
Zanim panowie podali sobie ręce, odbył się „The Final” – ostatni koncert grupy na Wembley. To niezwykłe widowisko trwające 6 godzin, które swoim performensem uświetnił m.in. Elton John. Tak się należy rozpadać!

Sprawdź też



5. Syny

31 lipca odbył się ostatni koncert Synów, a dym z Antari przestał buchać. No dobra, wcale nie, bo solowa działalność (oraz koncerty) zarówno Piernikowskiego, jak i 1988, przesączone są synoską mgłą do cna. Tak więc, podobnie jak w przypadku Bassa Astrala i Igo, chlipiemy, ale tylko trochę – bo za rogiem czai się już nowa płyta beatmakera.






6. Grupa Operacyjna

To bardziej w ramach ciekawostki i jakby jeszcze mało Wam było nostalgii po t.A.T.U. Mieszko Sibilski i Ziemowit Brodzikowski byli rapowymi śmieszkami – memiarzami (w epoce wczesnego memocenu), co prawdopodobnie było główną przyczyną ich sporej popularności.

BTW mamy rok 2021, a internetowa popularność Kononowicza, w przeciwieństwie do Grupy Operacyjnej, nie słabnie



Oprócz kilku śmiechowych traczków, panowie zasłynęli z konfliktu z Dodą, który zakończył się w sądzie przegraną divy (chodziło o nazwanie jej „blacharą”).



„Najmądrzejsi są, którzy nie widzą się w cztery oczy” – Dorota Rabczewska




W 2012 Mieszko opublikował komunikat, w którym stwierdził, że nie ma już energii twórczej na wydawanie nowej muzyki. Swoje siły witalne skanalizował gdzie indziej – aktualnie jest korpoczłowiekiem zajmującym się PR-em w dużych firmach.


Feeling old yet?



Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone