Czytasz
Biennale Warszawa 2022 – baśń o nowych technologiach [WYWIAD z Anną Galas-Kosil]

Biennale Warszawa 2022 – baśń o nowych technologiach [WYWIAD z Anną Galas-Kosil]

biennale warszawa

Utopia czy dystopia? Tegoroczna edycja Biennale Warszawa: Seeing Stones and Spaces Beyond the Valley przygląda się nowym technologiom. Od 3.06 do 17.07 w warszawskich Domach Towarowych Wars Sawa Junior wspólnie zastanowimy się nad tym, co przyniesie przyszłość. 

Pandemia uzmysłowiła nam, jak bardzo zależni jesteśmy od technologii. Dziś praktycznie nie da się bez niej funkcjonować. Dlatego tegoroczna edycja Biennale Warszawa jest tak aktualna. Więcej o jej koncepcji opowiedziała nam Anna Galas-Kosil – teatrolożka i tłumaczka, kuratorka programu międzynarodowego Biennale.

Anna Galas-Kosil, współkuratorka I i II edycji Biennale, mat. promocyjne

Motywem przewodnim II edycji Biennale są nowe technologie – temat, który może wydawać się skomplikowany. Do kogo zatem skierowana jest tegoroczna wystawa? Czy trzeba być „technologicznym freakiem”, żeby znaleźć w niej coś dla siebie?

Wystawa skierowana jest do wszystkich, którzy korzystają z nowych technologii i chcieliby dowiedzieć się, o co w nich tak naprawdę chodzi, kto chce je nam narzucić czy sprzedać. Biennale Warszawa zaprasza do popatrzenia na nie przez nieoczywisty pryzmat. 

Do tej pory o technologicznym postępie mówiono raczej w superlatywach. Z drugiej strony technologia daje coraz większe pole do popisu dla szarlatanów.

Technologia miała rozwiązywać nasze problemy, ułatwiać nam życie, pokazywana była głównie w pozytywnym świetle. Powoli odkrywa się przed nami jej prawdziwe oblicze.

Przywołując książkę Shoshany Zuboff “Wiek Kapitalizmu Inwigilacji”, pozyskiwanie i sprzedawanie danych bahawioralnych jest rodzajem nowej wiedzy. Musimy uświadomić sobie, że ta wiedza jest monopolizowana i kontrolowana przez korporacje. Jesteśmy w momencie, gdy ta iluzja zostaje zdemaskowana. W ramach przygotowanej przez nas wystawy “Seeing Stones and Spaces Beyond the Valley / Widzące kamienie i przestrzenie poza Doliną”  staraliśmy się przyjrzeć nowym technologiom w sposób krytyczny, ale z drugiej strony popatrzeć na nią również bardziej spekulatywnie, prezentując alternatywne wizje przyszłości. 

mat. promocyjne

Druga część tytułu wystawy “Beyond the Valley / poza Doliną” odnosi się do Doliny Krzemowej, która narzuciła swoją narrację myślenia o technologiach, ale jednocześnie wskazuje możliwość wyjścia poza nią i zakwestionowania takiej optyki.

Przez cztery i pół roku działalności Biennale Warszawa staraliśmy się projektować, nowe, alternatywne scenariusze przyszłości. Dlatego również tym razem zaprosimy publiczność – zarówno podczas wystawy, jak i programu publicznego – do wspólnej refleksji nad nowymi technologiami w kontekście przyszłości. 

II edycja Biennale powstaje właściwie od końca 2019 roku. W międzyczasie wybuchła pandemia, potem wojna. Jak te wydarzenia zmieniły linię kuratorską tegorocznej edycji?

W 2019 roku, kiedy kończyliśmy pierwszą edycję Biennale Warszawa zatytułowaną “Let’s Organize our Future / Zorganizujmy sobie przyszłość”, zastanawialiśmy się nad tematem przewodnim kolejnej edycji. Wtedy wydawało nam się, że będzie nim autorytaryzm. Wybuch pandemii trochę przeformułował te plany, chociaż nie tak bardzo. Planowana na 2021 rok druga edycja została przesunięta o rok. Nasz stały program musiał ulec zmianie. Jak większość instytucji, zaczęliśmy prowadzić działania w trybie online. Autorytaryzm pozostał, ale jako jeden z elementów szerszego pola jakim są nowe technologie. Jest on bardzo widoczny, gdy zadajemy sobie pytanie o to, kto sprawuje władzę w kapitalizmie inwigilacji. 

W niektórych częściach świata narzędzia technologiczne dzięki pandemii były i są wykorzystywane do kontroli społecznej – chociażby poprzez aplikacje, z których musieliśmy korzystać podczas kwarantanny czy testy systemu zw. z rozpoznawaniem twarzy w Chinach. 

mat. promocyjne

Pandemia jeszcze bardziej pokazała, jak bardzo jesteśmy zależni od technologii w codziennym życiu. Nie mając Internetu właściwie  można było być zupełnie wykluczonym z życia społecznego – z edukacji, pracy zawodowej. Przypomina mi się globalna panika związaną z ostatnią awarią Facebooka.

Technologia jest bardzo ważnym elementem naszego obecnego życia. Nie wiem czy świat mógłby z niej teraz zrezygnować. Ale za ten postęp płacimy też bardzo wysoką cenę – jako jednostki, społeczeństwa – i płaci za to też nasza planeta.

Dopiero od niedawna wzrasta świadomość, ile to nas – środowiskowo i ekonomicznie – kosztuje. Ekstraktywizm, czyli inaczej pozyskiwanie dóbr bez konsekwencji, jest jednym z tematów II edycji Biennale. 

Do wytworzenia sprzętów, telefonów komórkowych, komputerów i serwerowni potrzebujemy wielu minerałów, często metali ziem rzadkich, które wydobywa się w biedniejszych regionach świata, z miejsc zlokalizowanych na obszarach globalnego Południa. Z drugiej strony coraz więcej mówi się o kosztach związanych ze śladem węglowym. Ten temat był obecny podczas kolejnych lockdownów. Siedząc w domu, mniej korzystaliśmy z samochodów, mniej lataliśmy samolotami, ale każdy post w mediach społecznościowych generował CO2. Przeniesienie pracy i życia do świata wirtualnego ma wpływ na pogłębianie kryzysu klimatycznego. Wielkie centra danych potrzebują bardzo dużo energii i wody. Cała infrastruktura Internetu, co też naświetlamy na Biennale, ma konkretną materialność, znajduje się w konkretnych miejscach. Chmura nie jest jakąś chmurą unoszących się cząsteczek tylko konkretnym budynkiem. Te wszystkie elementy generują policzalne koszty dla naszej planety i dla nas samych.

95 % kabli internetowych znajduje się na dnie mórz i oceanów, ingerując w podwodny świat.

Tego nie widzimy na pierwszy rzut oka. 

Z drugiej strony ujawnia się nowy aspekt ekstraktywizmu. Z człowieka wydobywane jest to, co w nim najbardziej ukryte – pragnienia, dążenia, myśli – poprzez algorytmy, które czytają pozostawione w sieci ślady naszych preferencji czy zachowań. Każdy z nas doświadcza profilowania reklam, które pojawiają nam się jako podpowiedzi. Te dane są monetyzowane a korporacje czerpią z nich realne zyski.

Vanessa Graf, Zestaw do prac terenowych nad materialnym Internetem, dzięki uprzejmości artystki, mat. promocyjne

Przypomniały mi się wszystkie pandemiczne memy o rzekomym odrodzeniu natury pod nieobecność człowieka – do Wenecji miały powrócić delfiny, a nawet dawno wymarłe gatunki. Jednocześnie, jak w jednym z wywiadów zauważył Bartosz Frąckowiak, hashtag #climatechange sam generował duże pokłady śladu węglowego. Takie paradoksy dają do myślenia – jak można skutecznie działać w obronie środowiska nie używając tych samych technologii, które go niszczą? Czy da się od tego uciec? 

Wydaje mi się, że staliśmy się już hybrydami, techno-sapiens i trudno wyobrazić sobie świat “odłączony” czy “wylogowany”. Jak wspominałam, nie wiem czy jest to możliwe.  Ja chyba w to nie wierzę. Nasuwa mi się raczej pytanie w jaki sposób będziemy z nich korzystać dalej? 

Wiele osób myśli, że za algorytmami czy sztuczną inteligencją kryje się myśląca maszyna, która tak jak człowiek umie korzystać z doświadczeń obecnych i przeszłych, by projektować przyszłość. W rzeczywistości one przeliczają dane, które podał im człowiek, rozdzielają je, klasyfikują, szukają w nich analogii czy błędów.

Zapominamy, że za technologią stoją ludzie – w tym wielkie korporacje, które potrzebują określonych danych, by realizować swoje własne, głównie finansowe, cele. 

W rzeczywistości to od nas zależy, jak będziemy chcieli korzystać  z tych wszystkich narzędzi. Czy tak, żeby nam pomagały, ale nie miały przy tym ostatniego słowa? W jaki sposób mogą współtworzyć bardziej sprawiedliwy i demokratyczny świat?

Przeświadczenie o przezroczystości technologii, jakby wzięła się znikąd, była wieczna i nadludzka prowadzi do tego, że nie chcemy za nią brać odpowiedzialności. A przecież algorytmy są w dużej mierze stronnicze.

Absolutnie tak. Algorytmy, klasyfikując dane, powielają ludzkie uprzedzenia – seksualne, rasistowskie czy te wynikające z historii kolonizacji. Przyjrzenie się w jaki sposób działają algorytmy jest ważnym wątkiem nadchodzącego Biennale. Dwie z prac, które będą na wystawie, Nooscope i Nowy Ekstraktywizm to przestrzenne, wizualne mapy odkrywające mechanizmy działania algorytmów, obrazujące kolejne etapy pozyskiwania i przetwarzania przez nie danych. Obie robią to w bardzo przystępny i atrakcyjny dla publiczności sposób.

Przechodząc już do samych dzieł – po okresie zachłyśnięcia się technologią, kiedy towarzyszyło nam poczucie, że każdy rozwój technologiczny to rozwój ludzkości, przyszła pora na wspomnianą krytykę. Czy na Biennale mamy spodziewać się zatem mrocznych, dystopijnych wizji? Czy znajdzie się też miejsce na dzieła projektujące pozytywną relację człowieka z technologią?

Kiedy odkrywa się coś, co jest zakryte, zawsze generuje to moment zderzenia człowieka z prawdą. Dla części odbiorców może to być trochę bolesne zderzenie. 

Na Biennale pokazujemy dużo prac, które odnoszą się do sojuszy władzy, państwa, polityki z korporacjami i kapitałem. Jedną z nich jest projekt kolektywu Forensic Architecture o szpiegowskim oprogramowaniu Pegasus – w Polsce nadal temat zakupu i wykorzystywania tego oprogramowania jest dość gorący. Forensic jest kolektywem wykorzystującym w swojej pracy metody śledcze, korzystającym również z open source’owych danych, które dostępne dla zwyczajnych użytkowników komputera i Internetu. 

Kolektyw Forensic Architecture, mat. promocyjne

Pojawi się też praca Paula Kollinga „Na Zachód–190621” opowiadająca o nowym jedwabnym szlaku w kontekście mapowania przymusowych obozów pracy Ujgórów (grupa etnicznej pochodzenia tureckiego zamieszkała w Chinach i nosząca status mniejszości – przyp. red.) zbudowanych wzdłuż tej nowej infrastruktury. Chiny masowo testowały na nich m.in. technologie face recognition (rozpoznawania twarzy). 

Na wystawie znajdzie się też kilka prac dot. infrastruktury i materialności sieci. Jedna z artystek Vanessa Graff zmapowała infrastrukturę internetową w Warszawie. Nie zabraknie prac bardziej projektujących, pokazujących alternatywy. Pojawi się bardzo ciekawa praca kolektywu Grow your Own Cloud pt. “Data Garden”.

Co by było, gdybyśmy w DNA roślin zaczęli zapisywać dane? A zamiast na przenośnym dysku przechowywali je w kwiatku na parapecie w sypialni?

Nagle ogród miejski mógłby stać się wielkim zewnętrznym dyskiem. Jest to możliwe.  DNA jest bardzo trwałym materiałem – nawet z zeschłego liścia rośliny jesteśmy w stanie wygenerować jej kod genetyczny, czyli potencjalnie również nasze dane. 

To przykład projektu, który zaczął się od spekulatywnego pomysłu, a jego realizacja okazała się możliwa. Ta technologia wciąż jest za droga, aby wykorzystywać ją  masowo, ale może być pierwszym krokiem ku większej rewolucji. Generujemy coraz więcej danych cyfrowych i potrzebujemy rozwiązań, które będą przyjazne dla środowiska. Kolektyw testuje teraz możliwości zapisywania informacji m.in. w grzybach. Może to początek cyfrowo-ekologicznej rewolucji? 

Grow your Own Cloud, “Data Garden”, mat. promocyjne

Ten projekt zaliczyłabym do tych utopijnych – teoretycznie mógłby doprowadzić do większego poszanowania roślinności. Może gdybyśmy nadali jej funkcję przechowującą nie dewastowano by tak przyrody?

I może moglibyśmy wtedy ograniczyć budowanie wielkich centrów danych, które potrzebują coraz większych przestrzeni, energii i wody.  

Kooperacja zamiast kolonizacji.

W ten nurt współpracy wpisuje się też projekt “Bird Language” Heleny Nikonole. Artystka używa sztucznej inteligencji i algorytmów jako narzędzia które może posłużyć do rozwijania komunikacji międzygatunkowej. Analizując realny śpiew ptaków SI znajduje w nich powtarzalne elementy, na bazie których tworzy własną konstrukcję językową, język ptaków. Będzie go można usłyszeć na wystawie. 

Wiele z tych prac to coś w rodzaju trailerów, które można byłoby uznać za przepowiednie możliwych dróg rozwoju technologicznego. Nie zawsze będą to jednak dobre wróżby.

Przypomina mi się serial „Black Mirror”, który z powodzeniem można określić mianem “dystopii”. Technologia stawała się tam źródłem cierpienia. Być może, dla przeciwwagi, potrzebne nam są dzieła dające nadzieję.

To pytanie o utopię i dystopię jest bardzo ciekawe i bardzo zasadne w dzisiejszych czasach. Podczas pracy nad wystawą dotarło do mnie, że poza totalną eksploatacją planety, środowiska, znaleźliśmy się w momencie, gdy człowiek jako istota stał się ważnym elementem całego systemu eksploatacji. W tej sytuacji ważna jest nadzieja, dostrzeganie światełka w tunelu, a przynajmniej odkrycie drogi, która pokaże nam, że można inaczej, że nasz wzrok może wykraczać “poza Dolinę”. 

Program publiczny, który jest częścią II edycji Biennale będzie poszerzał perspektywę związaną z nowymi technologiami. Zapraszamy na spotkania, wykłady, debaty i warsztaty.

Cały program wydarzeń towarzyszących dostępny jest tutaj.

Spróbujemy na przykład porozmawiać o dominacji big-tech w takich sferach życia, które nie znalazły swojej reprezentacji w postaci prac artystycznych. Jednym z takich spotkań będzie debata pt. “AI na traktory?”. Porusza ona bardzo ważny temat wykorzystywania nowoczesnych technologii w rolnictwie i przemyśle żywieniowym. To jest sfera życia, która dotyczy nas wszystkich – wszyscy jemy i wszyscy tego jedzenia potrzebujemy.

Wizja odpoczywającego rolnika, patrzącego w dal na ogromne pole, po którym jedzie autonomiczny traktor, nad którym lata dron, podczas gdy wszystko sterowane jest przez sztuczną inteligencję jest (być może) coraz bliżej.

Tylko, że ta idylliczna wizja z filmiku w Internecie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Big-Tech wkracza w przemysł rolno-spożywczy, monopolizując rynek nasion, zbierając big data po to, aby lepiej dopasować ofertę sprzedażową. W zamian za dostęp do technologii rolnicy mają dostarczać wszystkie informacje dot. pola, upraw, gleby, pogody. To technologia skierowana do przemysłowego rolnictwa opartego głównie na monokulturach czy przemysłowej hodowli zwierząt. 

Sprawdź też
yung lean

W ramach debaty organizowanej we współpracy z Fundacją Heinricha Bölla będziemy się zastanawiać, czy nowe technologie mogą wspomóc agroekologię. W jaki sposób mniejsze gospodarstwa ekologiczne mogą korzystać z narzędzi cyfrowych i jak mogą ich one wspierać? Cały czas chodzi o to, aby to wszystko służyło każdemu z nas i naszej planecie, aby wspierać nasz rozwój, zamiast stawać się narzędziem masowej kontroli społecznej. 

Najważniejsza wydaje się tu praca u podstaw, edukacja. Lęk przed technologią często rodzi się ze strachu przed potencjalnym zastąpieniem człowieka maszyną. Czy będę nadal potrzebny? Czy stracę pracę? – myślę, że takie pytania pojawiają się coraz częściej. 

Špela Petrič, „Wegetariat: Praca Zero”, fot. Hana Josic, mat. promocyje

Technologia wkracza w nasze życie często niezauważenie – wystarczy wspomnieć chociażby kasy samoobsługowe. Czasami jesteśmy wręcz zmuszeni, żeby z nich korzystać. W Chinach nie trzeba już nosić nawet karty czy telefonu – wszystko załatwia się poprzez skan twarzy, dzięki niemu można zrobić nawet tak banalne rzeczy jak zakupy w sklepie. Wszczepianie czipu do organizmu nie jest już potrzebne.

Z drugiej strony taka wizja może być jeszcze bardziej przerażająca – omijamy pewien proces, przez co wchodzimy w ten system niemal bezwiednie. 

Paweł Wodziński i Bartek Frąckowiak, współkuratorzy Biennale, prowadzili na SWPS zajęcia dot. nowych technologii i opowiadali, że studenci podchodzą do tego inaczej. Oni świetnie rozumieją, jak np. działają cookiesy i reklamy w Internecie, ale akceptują to sprofilowanie, jest to dla nich czymś naturalnym. Uważają, że z tym nie da się nic zrobić, ale jednocześnie widzą więcej zalet korzystania z sieci. Pamiętajmy, że dzisiejsi dwudziestolatkowie nie pamiętają świata analogowego, technologia jest elementem ich życia.

mat. wizualne

Biorąc pod uwagę sieć i jej historię, czy można w takim razie pokusić się o stwierdzenie, że zatoczyła ona koło? Internet powstał dla celów wojskowych, by rywalizować z innymi państwami.

W okresie Zimnej wojny powstały dwie główne koncepcje Internetu – radzieckiego i amerykańskiego. Ten pierwszy pojawi się w pracy video Bahar Noorizadeh “Po niedoborze”. W latach 60. Internet miał służyć jako narzędzie kontroli w ramach gospodarki planowanej. Radzieckiemu Internetowi miał poświęcić pracę video Oleksiy Radynski, ukraiński artysta, ale wybuch wojny sprawił, że nie mógł jej dokończyć. Ostatecznie, specjalnie na zamówienie Biennale, Oleksiy zrealizował pracę “Gaz” opowiadającą o gazociągu Nord Stream II oraz sposobie, w jaki zyski z importu rosyjskiego gazu do Europy od lat finansowały rosyjską machinę militarną. 

To prawda, że Internet jako element infrastruktury miał być narzędziem służącym realizacji interesów konkretnych państw. Dzisiaj państwa budują bardzo niebezpieczne partnerstwa z korporacjami funkcjonującymi często na pograniczu instytucji państwowych i biznesu. Przykładem jest NSO Group, izraelska firma, będąca dostawcą oprogramowania Pegasus, której założycielami są byli funkcjonariusze związani z aparatem państwowym. Praca „Cyfrowa przemoc. Jak NSO Group pozwala na stosowanie państwowego terroru” opowiada o tym jak za pomocą złośliwego oprogramowania inwigilowani byli aktywiści, obrońcy praw człowieka i dziennikarze. W całości pokażemy ją na Biennale, dodatkowo z przygotowaną na nasze zamówienie częścią odnosząca się do polskiego kontekstu. 

Dyktator polityczny zmienia się w dyktatora technologicznego. Tytuł Biennale nawiązuje zresztą do firmy Petera Thiela, potentata technologicznego, właściciela firmy Palantir Technologies, która odpowiada za analizowanie danych. 

Palantiry to inaczej wspomniane w tytule tegorocznej edycji “widzące kamienie” (seeing stones), które zostały bezpośrednio zaczerpnięte z trylogii “Władcy Pierścieni” Tolkiena. Dzięki nim można było widzieć przeszłość i przewidywać przyszłość. 

Thiel nadaje swoim firmom i startupom, które finansuje nazwy związane z twórczością brytyjskiego pisarza, czego przykładem jest chociażby Anduril, miecz Aragorna, który w powieści był też określany “płomieniem Zachodu”. To przykład firmy reprezentującej sojusze prywatno-państwowe. Anduril odpowiada za technologie ochrony granic i był wykorzystywany na granicy amerykańsko-meksykańskiej podczas kadencji Donalda Trumpa, gdy rozważano budowę muru oddzielającego kraj od imigrantów. Thiel zresztą wprost deklaruje misję wprowadzanych przez niego technologii – mają chronić Zachód. 

Czyli utrzymywać pewien status quo. 

Tak. Taka strategia wynika z myślenia zakładającego podział świata na Zachód i resztę.

Różne partie prawicowe inspirują się narracją z Tolkiena. Jest to po części związane z jego miejscem w popkulturze, a więc zbiorowej wyobraźni.

W Hiszpanii lider skrajnie prawicowej partii Vox, Santiago Abascal, w ramach kampanii politycznej nagrał film, w którym stylizowany na Aragorna przemierza na koniu południe kraju w takt muzyki z “Władcy Pierścieni”. 

Trochę to śmieszne, a trochę przerażające. Poprzez “Władcę Pierścieni” wracamy nie tylko do popkultury, ale także uniwersalnej baśni. To pozwala nadać tym jak najbardziej aktualnym, teraźniejszym celom politycznym wymiar uniwersalny. Mityczny i monumentalny ton ukorzenia w czymś ponadczasowym. 

Dzięki temu iluzorycznemu odwoływaniu do mitycznej walki dobra ze złem, jednocześnie można pozycjonować się po tej rzekomo dobrej stronie. 

To kojarzy mi się z Pierścieniem Nibelunga i wykorzystywaniem słowiańskiej mitologii przez władze nazistowskie. 

Jest to bardzo ciekawy wątek. Louis August Krawen jest autorem pracy “The Shire II” poświęconej wykorzystywaniu przez władze narracji skonstruowanej na bazie popkulturowej baśni. Peter Thiel w siedzibie wspomnianej Palantir Technologies wita wchodzących napisem Save The Shire, który pochodzi bezpośrednio z “Władcy Pierścieni”. Jego pracownicy chodzą w koszulkach i czapkach z podobnym hasłem. 

Firmy wchodzące w kontakty rządowe świetnie wpisują się w narrację doktryny wojny z terrorem, którą wprowadzono po ataku na World Trade Center. Wykorzystywano w niej narzędzia zaawansowanej analityki danych, algorytmy i sztuczną inteligencję.

Np. oprogramowaniem szpiegowskim Pegasus objęci byli głównie dziennikarze i aktywiści klimatyczni czy ekologiczni, a więc osoby, które starają się ujawniać niesprawiedliwości tego systemu. 

Potrzebny jest pretekst – dzięki niemu można wpisać się w baśniową narrację walki dobra ze złem, a jednocześnie usprawiedliwić pozyskiwanie danych. 

Technologia w formie np. Siri czy Google Assistant przedstawiana jest pod płaszczykiem pomocy. Z drugiej strony coraz bardziej jawna staje się perfidia stojąca za nowymi technologiami i firmami pozyskującymi w ten sposób informacje. Celowe komplikowanie i przykrywanie tych mechanizmów sprawia, że jeszcze trudno jest nam o nich mówić, czy je analizować. Jednym z celów tegorocznego Biennale jest ich demaskowanie – nie tylko poprzez wystawę, ale i program publiczny. 

Biennale Warszawa 2022 zaczyna się już 3.06. Więcej informacji o wystawie znajdziecie tutaj.