Czytasz
Być literą B: Dymek SZCZERZE o swojej biseksualności i popkulturze | Going. PRIDE

Być literą B: Dymek SZCZERZE o swojej biseksualności i popkulturze | Going. PRIDE

źródło: Getty Images

Identyfikowanie się z LGBTQ+ jest dla mnie czymś absolutnie naturalnym, choć nie zawsze tak było. Tyle tylko, że nie identyfikuję się ani jako gej, ani jako osoba transpłciowa – jestem biseksualistą. W akronimie LGBTQ+ jestem literą B.


Początkowo samemu trudno było mi to zrozumieć – podobają mi się i mężczyźni, i kobiety? Jest się albo hetero, albo homo – współczesny świat lubi jednoznaczność, lubi kategoryzować ludzi, a ja, jak i inne osoby bi, jestem gdzieś pomiędzy. Szczególnie w młodym wieku kwestia samookreślenia jest niesamowicie ważna. A my, osoby LGBTQ+ w Polsce, często musimy sobie z tym radzić samotnie.

Z pomocą w młodzieńczych bolączkach przychodzą nieraz bohaterowie popkultury. Ich image, twórczość, działania potrafią mieć niebagatelny wpływ na kształtującą się tożsamość. Na moją miały na pewno. Nigdy nie zapomnę momentu, kiedy w podstawówce pierwszy raz obejrzałem na niemieckiej Vivie (R.I.P) teledysk do Beautiful Christiny Aguilery. Jeśli nie pamiętacie akcji tego klipu, to już Wam pomagam:


Jest w nim scena, w której dwóch chłopaków zaczyna się bardzo namiętnie całować do dźwięków tej wzniosłej piosenki. Za każdym razem, kiedy widziałem te kadry (a ciężko było ich nie widzieć, bo Beautiful było ogromnym hitem, który rotował na ekranie mniej więcej co godzinę xD), jakaś wewnętrzna część mnie kurczyła się i zamykała w sobie. Halo, przecież dziewczyny też mi się podobają…! “W tę albo we w tę, kochany” – tę presję jednoznacznego wyboru odczuwałem z obu stron “barykady”. Gdzieś po drodze wkradł się bowiem nieuczciwy stereotyp: heterycy uważają bi za zakamuflowane osoby homoseksualne, a osoby homoseksualne mają nas za zakamuflowanych heteryków.

fot. Mercedes Mehling / Unsplash


No tak – bifobia istnieje i niestety ma się równie dobrze, co homofobia czy szereg innych wykluczeń. I to co w niej najboleśniejsze, to fakt, że wychodzi ona zarówno z heteronormatywnego mainstreamu, jak i środowiska LGBT. Badania pokazują, że osoby biseksualne spotykają się z agresją czy zastraszaniem TAKŻE ze strony społeczności lesbijek i gejów. Bifobia jest zapewne jedną z przyczyn tego, że istnienie orientacji biseksualnej  jest często pomijane w generalnym dyskursie, co, niestety, ma swoje przełożenie na (niedo)reprezentację osób bi w życiu publicznym. No właśnie, jak to wygląda w popkulturze?

Pamiętam, jak mój tata powiedział mi kiedyś, że David Bowie, którego w tamtym czasie uwielbiałem, był jednym z pierwszych wyautowanych biseksualistów. Wyobrażacie sobie, jak takie info działa na chłopaka, który sam czuje, że jest biseksualny?

Lou Reed, Mick Jagger David Bowie na przyjęciu, źródło: Bettmann / Getty Images


Potem przyszły czasy namiętnego słuchania Lou Reeda i Velvet Underground. Co ciekawe i David, i Lou mieliswoje momenty” [WINK EMOTICON] z kolejną muzyczną legendą, Mickiem Jaggerem, uosobieniem maczystowskiego rock’n’rollowego seksapilu… Owocem tych momentów jest (między innymi) piosenka Dancing In The Street, do której teledysk aż kipi od seksualnej niejednoznaczności:

Bowie kojarzony jest z kosmicznym stylem i niesamowitymi  kreacjami, które weszły do kanonu muzyki i mody. Wielu z Was pewnie nie jest bardzo zaskoczona jego seksualnością. Większym zaskoczeniem na pewno będzie to, co powiedział o sobie bożyszcze pokoleń kobiet, Marlon Brando:



Jak duża część mężczyzn, też miałem doświadczenia z innymi mężczyznami i nie wstydzę się tego.


Szok, co? Możemy pójść jeszcze głębiej w historię, bardzo proszę. Niedawno na jaw wyszły listy naszej dumy narodowej, Fryderyka Chopina. Pianista, mimo iż utrzymywał relacje ze słynną George Sand, swoje uczucia kierował ku Tytusowi Woyciechowskiemu. Pisał do niego:



Jak zawsze noszę ze sobą Twoje listy. Jak dobrze będzie, gdy wyciągnę twój list i upewnię się, że mnie kochasz. A przynajmniej spojrzeć na pismo i rękę tego, którego mogę tylko kochać. 

Tak istotny szczegół z życia Wielkiego Polaka, a poznaliśmy go dopiero teraz! Historia z jakichś powodów długi czas ukrywała orientację kompozytora, choć, ze względu na burzliwe związki z kobietami, plotkowano nawet o jego homoseksualizmie. Rozumiecie: jak nie heteryk, to homo – czyżby nikomu do głowy nie przyszedł bbbb…besos!

Świat muzyki otwiera się zresztą coraz bardziej i coraz więcej osób związanych ze sceną zaczyna mówić głośno o swojej tożsamości. Lady Gaga, Cardi B, Janelle Monae, Princess Nokia to bohaterki najgłośniejszych biseksualnych “wyjść z szafy” ostatnich lat. Ważnym momentem był też coming out Franka Oceana, który, opisując w wywiadzie piosenkę Thinking About You, powiedział, że traktuje ona o miłości do mężczyzny. W innym wywiadzie padły z jego ust z kolei takie słowa:



GQ: So do you consider yourself bisexual?
Frank Ocean: You can move to the next question. I’ll respectfully say that life is dynamic and comes along with dynamic experiences, and the same sentiment that I have towards genres of music, I have towards a lot of labels and boxes and shit.


Część środowiska skupionego wokół klimatów hip-hop i R&B miała oczywiście POTĘŻNY problem z tym, że ktoś może “kochać inaczej”. Cóż, bifobia dnia naszego powszedniego.

A jak to wygląda w filmie i telewizji? Biseksualnych aktorek i aktorów jest trochę więcej niż wspomniany wcześniej Marlon Brando. Warto wymienić tu choćby niegdyś kandydującą na urząd burmistrza Nowego Jorku Cynthię Nixon, czy najbardziej znanego syna swojego ojca, czyli Jadena Smitha. 

Sprawdź też

Brokeback Mountain, mat. promocyjne

Oscarowe Brokeback Mountain Anga Lee to opowieść o romansie dwóch pasterzy. Mimo, że obaj zakładają rodziny, ich miłość jest silniejsza niż jakiekolwiek inne relacje, które mieli w życiu. Ennisowi, granemu przez Heatha Ledgera, udaje się być dobrym ojcem, dbającym o swoją rodzinę. Bohater zdaje się być rozdarty pomiędzy miłością do Jacka, któremu znacznie trudniej odnaleźć się w małżeństwie, a swoją żoną. Mimo że, nie jest to powiedziane wprost, można odnieść wrażenie, że Ennis jest biseksualistą. Zresztą posłuchajmy samego Ledgera:



I don’t think Ennis could be labeled as gay. Without Jack Twist, I don’t know that he ever would have come out… I think the whole point was that it was two souls that fell in love with each other. [Time]

W polskiej popkulturze, jak i całej polskiej przestrzeni publicznej, jest “trochę” gorzej. Trudno, by było inaczej w sytuacji, w której niektórzy politycy czy hierarchowie odbierają nam człowieczeństwo, nazywając OSOBY LGBT “zarazą”, a w najlepszym razie “ideologią”.



Choć i u nas zdarzają się miłe niespodzianki – wyobraźcie sobie, że w polskiej telewizji istniała postać biseksualna! W Na Wspólnej Ola Zimińska, grana przez Martę Wierzbicką, była w relacji z kobietą. Mimo wcześniejszych związków z mężczyznami Oli, serwisy plotkarskie jednoznacznie określiły ten wątek “lesbijskim”. Ja odczytywałem postać Oli jako osobę bi. Jaka nie byłaby intencja scenarzystów, muszę przyznać, że ogromnie mnie to zaskoczyło. Nie oglądam takich seriali, ale producentom Na Wspólnej należy się mocna piątka. Teraz jeszcze bardziej rozumiem, dlaczego prawica tak nienawidzi TVN-u!

Ciężko oprzeć się wrażeniu, że to wszystko wciąż za mało. Wciąż wiele osób nie mówi głośno o swojej biseksualności. Z tabu wynika niedoreprezentacja, a z niej – stereotypy i sztywny dychotomiczny podział na hetero i homo, wpajany nam od dziecka. Gdyby istniała odpowiednia edukacja, uprzedzeń mogłoby być mniej.



Dobrą robotę, jeśli chodzi o oswajanie ludzi z “nieznanym” wykonują w ostatnich latach Netflix i inne serialowe platformy streamingowe. Bohaterką disneyowskiego serialu The Owl House jest Luz Noceda – nie dość, że Amerykanka z dominikańskimi korzeniami, to jeszcze… biseksualistkaczternastoletnia… “Marksizm kulturowy” (xD) jak z najgorszych prawicowych koszmarów!



Złą robotę wykonują oczywiście cyniczni politycy i hierarchowie kościoła (politycy incognito) – inżynierowie strachu, próbujący z ludzi walczących o prawa zrobić stracha na wróble  własnego elektoratu. LGBT, Unia Europejska, zgniły zachód (warto zauważyć, że wschód jakoś zgniły nie jest – rubelki muszą się zgadzać?), żydzi, you name it – strach ma wiele imion. I łatwo nim sterować, bo to emocja wymykająca się racjonalnemu rozumowaniu.

Czy w takim razie kiedyś będzie dobrze, dzieciak? Liczę na to, choć oczywistym jest, że potrzeba wiele czasu, by zmienić podejście heteronormatywnego mainstreamu i świadomość – również tę środowiska LGBTQ+. W końcu nie od razu przysłowiowy Kraków zbudowano. A póki co: Errybody say LOVE!

Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone