Czytasz
Maraton na Antarktydzie, jadalnia pumy i Kiełas. Inee to kobieta rakieta

Maraton na Antarktydzie, jadalnia pumy i Kiełas. Inee to kobieta rakieta

Inee

Inee coraz mocniej zaznacza swoją obecność w muzyce. Jest jednak tak ciekawą postacią, że porozmawialiśmy z nią nie tylko o nowym singlu zamiast serca mam granat, ale też o wielu rzeczach, wśród których są dalekie podróże, ukryte marzenia i ładne melodie.

W pierwszych słowach kawałka słyszymy o Palo Santo. Dlaczego?

Inee: Według rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej jego zapach ma właściwości oczyszczające umysł i zwiększające przepływ energii. Jako że fragmenty utworu nawiązują do mojej przeprawy przez Amerykę Południową na Antarktydę, stwierdziłam. że to właściwe odniesienie. Po tamtej podróży czuje się oczyszczona ze złej energii. Mam poczucie, że niewiele jest mnie w stanie zatrzymać czy złamać.

Już miałem pytać, czy ta Antarktyda w tekście to metafora.

Inee: Wszystko, co zaraz powiem, może zabrzmieć nieco nieprawdopodobnie, ale jest prawdą. W grudniu 2021 roku przebiegłam maraton na Antarktydzie, stając się najmłodszą kobietą w Polsce i czwartą na świecie, która przebiegła maratony na wszystkich siedmiu kontynentach. Uwielbiam stawiać sobie duże cele, a ten był jednym z nich.

Jak to wspominasz?

Inee: Na wiecznej zmarzlinie człowiek czuje się jak na innej planecie. Oddycha się tam ciężko, nie mówiąc nawet o bieganiu. To było chyba najbardziej ekscytujące dokonanie w moim życiu. To cud, że tam dotarłam – dosłownie, bo liczba przeciwności, z jakimi musieliśmy się wraz z mężem zmagać po drodze, była przytłaczająca. Daniel pomógł mi dotrzeć do Chile, co było najtrudniejsze, a następnie czekał w Punta Arenas, podczas gdy ja poleciałam cztery godziny samolotem na południe pobiegać. Udokumentowałam to nie tylko w numerze.

A gdzie jeszcze?

Inee: Napisałam o tej drodze książkę, która ukazała się w czerwcu tego roku nakładem wydawnictwa Pascal o tytule Bez strachu. Niestety musiałam ją mocno ocenzurować, bo gdybym przyznała się do wszystkiego, mogłyby mnie spotkać za to spore konsekwencje.

To dlaczego nie miałaś oporów przed śpiewaniem o pętli na szyi?

Inee: Rok temu razem z mężem ryzykowaliśmy zdrowiem, życiem i wolnością. Było oczywiste, że przeleję to kiedyś na bit. Najbardziej stresujące i niebezpieczne było poruszanie się we dwójkę po obszarze między Argentyną a Chile, w miejscu, w którym grasowały pumy. Na pamiątkę zrobiłam sobie zdjęcie rowu wypełnionego ogromną ilością zwierzęcych szczątków. Taka jadalnia dla dzikiego kotka, już po posiłku.

Takie doświadczenia hartują. Podejrzewam zatem, że ogarnięcie kawałka nie sprawiło ci zbyt wielkich trudności.

Inee: Jedną rzecz określiłabym mianem najtrudniejszej. Chodzi o wysłanie wiadomości z prośbą o stworzenie wspólnego numeru.

Do Kiełasa?

Inee: Tak. Jestem ogromną fanką jego głosu. Jest niepowtarzalny, nikt nie ma w nim podobnych emocji i nikt nie ma podobnego flow na naszym rynku. W głębi duszy od dawna marzyłam o tej współpracy, natomiast pozostawało to w sferze marzeń do momentu, gdy wygadałam się managerowi pewnego labelu – było to w kwietniu lub maju tego roku. Czułam się jednak niewystarczająco dobra, by móc w ogóle myśleć o pojawieniu się na jednym bicie z tak wspaniałym artystą. Mój rozmówca spojrzał na mnie, uśmiechnął się i zapytał: czego ci brakuje i kiedy będzie dobry czas? Pokrzepił mnie, dodał pewności siebie i namówił do napisania wiadomości. Kiełas się zgodził i zapytał mnie o szkice utworów. Co jakiś czas wysyłałam mu propozycje.

Co było dalej?

Inee: Wyszedł kawałek Piękny świat Gibbsa i Kiełasa, przez co bałam się kontynuować temat. Zupełnie niepotrzebnie. Któregoś razu wysypał mi się termin w studiu, a miałam ogromne parcie na nagranie chociaż jednej prevki, tak w stylu: muszę albo się uduszę. Napisałam do Fena, który wraz z Wojtkiem Geniuszem przyjął mnie w studiu ATM w Warszawie. Wyrzuciłam wstępną koncepcję utworu, napisałam wszystko od nowa w mniej niż dwie godziny. Potem, po dwóch miesiącach, nieśmiało przypomniałam się Łukaszowi. Tydzień później mieliśmy już gotową kompozycję.

Gibbs zagra w przyszłym roku na FEST Festivalu. Możecie już nabyć karnety!

Od kogo wyszedł pomysł wspólnego zaśpiewania części utworu?

Inee: Od niego. Napisałam refren, wysłałam, a Kiełas dodał od siebie fragmenty, które po pierwszym odsłuchu sprawiły, że się popłakałam.

Nie konsultowaliście ze sobą tekstów?

Inee: Wolę, gdy wychodzą z serca twórcy. Nie wtrącam się w to, co ktoś chce przekazać. Opowiedziałam o swoich ciężkich doświadczeniach, a Łukasz – o swoich. To dało niepowtarzalne połączenie emocji. Początkowo numer powstał na innym gitarowym bicie, który Kiełas kompletnie przearanżował, nadając mu niepowtarzalnego, charakterystycznego dla jego produkcji klimatu. Jego produkcje rozpoznaję po kilku sekundach i bardzo je doceniam. Jestem zaszczycona, że nagraliśmy razem.

Sprawdź też
Bedoes - koncert finałowy

W jakich klimatach czujesz się najlepiej jako artystka? Tu mamy do czynienia z balladą.

Inee: W mrocznych, gitarowych bitach z domieszką lo-fi. Staram się, by numery, które robię, były nieco nostalgiczne, bo takich słucham na co dzień. Muzyka ma budzić emocje. Popełniłam w życiu kilka gaf wydawniczych, lecz niczego nie żałuję. To moja droga, którą przebyłam, a ta obecna wciąż mnie czegoś uczy. Presja, którą sama sobie narzucam, jest bardzo ważna.

Czemu?

Inee: To pozwala stawać się lepszą. Dodam, że chcę nagrywać z ludźmi z rynku rapowego, bo słucham głównie tego gatunku. Gościnki są bardzo budujące, ludzie spotykający się na bicie mogą od siebie wiele zaczerpnąć i uczyć się wzajemnie. No i pozwolić słuchaczowi odkrywać zupełnie nowe rejony muzyczne.

Co myślisz o polskim kobiecym rapie?

Inee: Słucham głównie raperów, ale staram się nie zamykać. Dziarma ma wspaniały warsztat wokalny – chciałabym, żeby jeszcze częściej wypuszczała nowości. Ruskiefajki ma melodyjność i mam nadzieję, że w przyszłości nasze drogi się przetną. Ostatnio Def Jam wydał singiel Meggie, który urzekł mnie klimatem niemieckiego rapu.

A sama czujesz się raperką?

Inee: Nie do końca i chyba nie chcę się tak określać. Na pewno wyróżniają mnie rockowa charyzma i wszechstronność. Łączę śpiewanie z rapem i darciem japy, kocham ładne melodie. Mam nieco mistyczne podejście do muzyki, to ona mnie wyraża. Trochę ponawijam, trochę pośpiewam, przeleję emocje na bit i jeżeli chociaż jeden słuchacz poczuje się dzięki mnie lepiej, to będę usatysfakcjonowana.

Copyright © Going. 2021 • Wszelkie prawa zastrzeżone