Czytasz
Małpa wraca – czy nowa płyta „Bóg nie gra w kości” przypomni o magii debiutu?

Małpa wraca – czy nowa płyta „Bóg nie gra w kości” przypomni o magii debiutu?

małpa

Najnowszy album rapera – Bóg nie gra w kości – pojawi się już w piątek 29 kwietnia. Z tej okazji analizujemy jego przebieg kariery i zastanawiamy się czy truskulowe płyty mają sens w 2022 roku.

Małpa: kiedyś to było…

Mamy początek 2009. Od premiery Najebawszy Smarka minęły cztery lata, od płyty Dinali trzy, a Gorączka W Parku Igieł Jimsona ukazała się zaledwie rok temu. Ortega Cartel zebrała podziemny dream team i wypuściła klasyk, który stał się nieodłącznym elementem letnich wypadów w opcji plaża, kocyk, radler.

Forum Ślizg przeżywa swój szczyt popularności. Prawdziwi znawcy i krytycy polskiego rapu nie piszą recenzji w necie czy czasopismach – wyklikują za to wczute posty na forumku wdając się wielodniowe debaty. Być reprezentantem rapowego podziemia znaczy mniej więcej tyle, co być pattisonowskim Batmanem. To ogromny powód do dumy i łatka, której nie chce się stracić. Fani to rozumieją i doceniają.

Mamy końcówkę listopada 2009. Niejaki Małpa kojarzony z projektem Proximite, który współtworzył z Jinxem, wypuszcza Kilka numerów o czymś. Tytuł albumu nie pozostawia żadnych wątpliwości. Polskiej scenie objawił się skryty latami rycerz truskulu, który nawiązuje do gatunkowego opus magnum, czyli siedmiu kawałków Smarka.

małpa

Wśród powiązanych z projektem postaci widzimy takie ksywki jak DJ Ike, 2sty czy The Returners, którzy maczali palce w najważniejszych boom-bapowych płytach w historii polskiego rapu. Małpa nie mógł znaleźć lepszego momentu na wypuszczenie swojego debiutu. Jego premierze nie towarzyszyła nerwowa aura niepewności. Była to raczej atmosfera meczu na swoim stadionie, przy wsparciu wiernych kibiców i z wizją łatwego zwycięstwa.

Kilka numerów o czymś zażarło, bo miało ku temu szereg powodów. Jednym z kluczowych elementów układanki była dbałość o wielokrotne rymy, które były wówczas synonimem technicznej maestrii. Proste bity wymuszały na raperach kombinowanie z samymi wersami. Gęsto utkane rymami zwrotki były łatwiejsze do nawinięcia, a w dodatku brzmiały lepiej. Rozumiał to dobrze sam Małpa rapując: mógłbym nawinąć wszystkie tracki do samych bębnów. Mógłby, bo rapując skupiał się na tempie i werblach, a nie ozdobnikach.

Z wokalem Małpy niektórzy mieli problem, ale należeli do mniejszości. Dość wysoki, lekko zachrypnięty głos nie budził grozy, ale za to urzekał pewną kruchością i szczerością. Na korzyść Małpy działało również jego plastyczne flow, które pozwalało mu się miękko wklejać w bity. Całość sprawiała wrażenie niezmanierowanego rapowania, które miało wówczas mocne wzięcie. Choć z dzisiejszej perspektywy byłoby pewnie ocenione zupełnie inaczej.

Na osobne wyróżnienie zasługują same bity. Wspomniana grupa producentów dostarczyła naszpikowane samplami i charakterystycznymi perkami z MPC-tki podkłady, które w moment stały się truskulowymi klasykami. Trudno pomyśleć o rapie z tamtych lat i nie usłyszeć w głowie pętli z Paznokci, Pozwól mi nie mówić nic czy Nie byłem nigdy. Małpa mógłby rapować pod same bębny, ale to właśnie wyszukana selekcja sampli sprawiła, że Kilka numerów o czymś miało aż tak wielką siłę rażenia.

Małpa – powrót po siedmiu latach

Niektórzy chyba po prostu kochają bycie w cieniu. Sukces debiutu sugerował oczywiste pójście za ciosem. Czy Małpa wybrał tę ścieżkę? Oczywiście, że… nie. Na kolejny album jego fani zmuszeni byli czekać długie 7 lat. Na szczęście – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Długa przerwa pozwoliła raperowi przejść diametralną transformację. Mówi uzyskało status platynowej płyty, co potwierdziło, że ryzykowna strategia Małpy się opłaciła.

Małpa

Recenzenci chwalili różnorodność projektu i wokalną ewolucję artysty z Torunia. Boom-bapowe podkłady nadal pełniły funkcję pewnego fundamentu, ale były przeplatane nieoczywistymi, syntetycznymi petardami jak choćby Po sygnale z gościnnym udziałem Włodiego. Małpa zaliczył rapowy progres, ale ciężko było oprzeć się wrażeniu, że blask jego świetności w pewnym sensie zbladł. Jak to możliwe, skoro liczby sugerują coś zupełnie innego?

Sprawdź też
Łajzol

Małpa

Chodzi o ówczesny muzyczny krajobraz i koniunkturę na wizję rapu, którą nadszarpnął przysłowiowy ząb czasu. Potwierdził to zresztą wypuszczony trzy lata później Blur. Album sprzedał się nieźle, ale nie powtórzył osiągnięć poprzednika. Krytycy również dopatrywali się w nim większej liczby mankamentów. Głód na klasyczny rap zmalał. Premiera przeszła bez większego echa, przeżywali ją głównie najwierniejsi fani i dziennikarze. Rzeczywistość wysłała Małpie jednoznaczny sygnał: trwanie przy utartych schematach może być obecnie bardzo ryzykowne.

Bóg nie gra w kości – czy truskul może się sprzedać w 2022?

Melodyjne refreny na auto-tune’ie, bity, które rozruszają każdą imprezę – tego na tej płycie nie ma. Są za to precyzyjnie napisane teksty, pełen emocji wokal oraz bity stanowiące idealny soundtrack do kolejnej osobistej opowieści artysty.” Możemy wyczytać z zapowiedzi najnowszego albumu. Jak widać sam Małpa zdaje sobie sprawę z panujących obecnie trendów w polskim rapie. W przeciwieństwie do 2009 roku, realia towarzyszące tej premierze są zupełnie inne. Rzeczywistość wymusza na nim parcie pod prąd, stawanie w opozycji do reszty sceny.

Tych, którzy trwają wiernie przy brzmieniu, z którym wchodzili do rapgry, ostało się niewielu. Zdecydowana większość raperów dostosowała się w mniejszym lub większym stopniu do obowiązujących obecnie standardów. Nic dziwnego. Fanbase starzeje się i zmienia swoje przyzwyczajenia i zainteresowania. Entuzjaści klasycznego stylu oczywiście nadal istnieją, ale nie interesują się weteranami, wolą śledzić nowe historie i kariery swoich rówieśników. Czy w tych warunkach czwarty album Małpy ma szansę zaistnieć?

Wbrew wszelkim przeciwnościom – zdecydowanie tak. W ostatnim czasie wiele legend świętowało jubileusze premiery swoich najbardziej rozpoznawalnych płyt z początków kariery. Tede celebrował 20 lat od wydania S.P.O.R.T.U, O.S.T.R. 20-lecie swojej działalności. Na horyzoncie jest również głośny projekt JIMKA i jego gości, czyli Historia Polskiego Hip Hopu. Mamy więc mały revival truskulowego rapu. Być może sentymentalna fala starszych słuchaczy będzie w stanie zachęcić młodszych do nadrobienia zaległości z przed lat. Czy tak będzie? Przekonamy się już w piątek przy okazji premiery Bóg nie gra w kości.

małpa

JIMEK, Molesta, Grammatik i wielu innych przedstawią historię polskiego hip-hopu