Czytasz
Najlepszy raper – Eminem, Kendrick czy Denzel Curry? A może ktoś inny?

Najlepszy raper – Eminem, Kendrick czy Denzel Curry? A może ktoś inny?

najlepszy raper

Najlepszy raper? Istnieje taki? Co miałoby o tym decydować? Nie wiem. Wiem za to jak wybrać tego, który swoimi skillami przyćmiewa resztę.

najlepszy raper

Najlepszy raper? Sorka, nie ty…

Freddie Gibbs

Zacznijmy od oczywistości – Freddie to przykład rozjeżdżania bitów w klasycznym stylu. Jeśli istnieje jakiś stylowy spadkobierca Tupaca, to jest nim właśnie Gibbs. Jego wokal to przede wszystkim nasycony toną charyzmy huragan niskiego tonu, ale nie tylko. Pod jego brzmieniową warstwą kryje się bowiem imponująca umiejętność mieszczenia się w taktach, sprawnego zwalniania i przyśpieszania, a czasem świadomej zabawy offbeatem. Świetnie oddaje to jego występ w serii Colours (zmiana bitu w 1.34 i przejście w slow flow Freddiego to top topów).

Lil Wayne

Jejuuuuu, pamiętam czasy, kiedy zupełnie nie kumałem Wayne’a. Mój przeżarty samplami truskulowo-boombapowy łeb nie potrafił zrozumieć jego fenomenu. Latami wysłuchiwałem peanów na jego cześć, o tym, jak zmienił grę i podejście do nawijania. Olśnienie przyszło po usłyszeniu I’m Single. Lil Wayne to czysty generator częstotliwości. Jego wokal jest po prostu cyfrową wtyczką, dźwiękiem jak z syntezatora, który można dostroić wedle upodobań. Wielu odbije się od jego maestrii z powodu specyficznej maniery – dobrze o tym wiem, bo sam miałem ten problem. Warto jednak spróbować to przełknąć, ponieważ pod spodem kryje się pakiet umiejętności, który sprawia, że można rozważać Wayne’a jako najlepszego technicznie rapera ever.

Future

Nikt jak Future, taka prawda moi drodzy… Reprezentant Atlanty od początku swojej kariery ściągał w pajęczynę autotjuna fanów niegotowych na bardziej zuchwałe zabawy z tym narzędziem. Jeśli ktoś nie mógł strawić wcześniej Lil Wayne’a, nie kumał geniuszu Young Thuga, to Future był dla niego bezpieczną przystanią.

Złośliwi mogą wytknąć jego jednowymiarowość, ale byłoby to mocno niesprawiedliwe. Po pierwsze, Save Me istnieje i jest żywym dowodem tego, w jak odległe muzyczne rejony Future potrafił się zapuścić. Po drugie, nie ma chyba drugiego rapera, który swoje stillo rozwijałby z tak wielkim wyczuciem i świadomością. Autor Honest usprawiedliwia istnienie powiedzenia o szlifowaniu diamentu. Z każdym kolejnym projektem jego flow zyskiwało masę niuansów i smaczków. Jedyny w swoim rodzaju trapowy romantyk…

A$AP Rocky

Kariera Rocky’ego to trudna do zrozumienia historia wygasającego hajpu. Po części odpowiada za to jego artystyczna zadyszka; 3-4 letnie interwały między albumami to coś, na co może pozwolić sobie chyba tylko Kendrick. Nie zmienia to faktu, że A$AP Rocky posiada skille, o których inni raperzy mogą tylko pomarzyć. W kategorii wszechstronności jest na pewno w ścisłej czołówce.

Rocky to nie tylko charakterystyczna modulacja i firmowe przeciąganie sylab, ale też szalenie precyzyjne delivery i świetnie pomyślane zabawy rytmem i dzieleniem wersów. Słyszeliście może jego fristajle? Typ jest chodzącym generatorem flow. Liczę, że All Smiles przypomni światu o tym szefie.

Young Thug

Czy trzeba tu cokolwiek tłumaczyć? Wokal Thuggera to magiczna substancja, która może przybrać dowolną formę jak w Terminatorze. Przeciwnicy autotjuna od lat powielają ignoranckie brednie o tym, że potrafi on zamienić kogokolwiek w wokalistę. Nic bardziej mylnego. Umiejętność jego wykorzystania to ogromna sztuka, a Thugger wielokrotnie to udowadniał ukazując możliwości swojego czystego głosu. W moim rankingu Barter 6 jest szczytem jego muzycznej wizji, ale nie mogę odmówić budzącej szacunek ambicji późniejszych projektów. Występ w ramach Tiny Desk Concerts pomaga za to zobrazować mój autotjunowy rant. Piękne, że Thugger czuję się tak dobrze i swobodnie w swoim nowym wcieleniu.

Tyler The Creator

O początkach Tylera można rozprawiać w nieskończoność. Jedna z głównych twarzy ODDFUTURE przyzwyczaiła nas do szalonych, przesterowanych sonicznych tripów, które równie często imponowały, co odrzucały. Wyjątkowo – w tym szaleństwie nie było metody. Dlatego zwrot w kierunku spójnego budowania albumów przez Tylera był dla mnie jednym z największych rapowych wydarzeń ostatnich lat.

Tyler wyciągnął rap z szuflady i rzucił na szerokie wody nieograniczonej kreatywności. Obecnie nie ma już rzeczy, której nie potrafiłby zrobić. Od momentu wypuszczenia Flower Boy, druga część jego ksywy jest w pełni uzasadniona. Zdobywca tegorocznego Grammy za najlepszy rapowy album nie boi się żadnego eksperymentu. Jego głos kumuluje całą muzyczną ekspresję, która w nim drzemie, tworząc niesamowity efekt. Nie mogło go zabraknąć w tym zestawieniu, chyba zgoda, co?

Najlepszy raper ever?

Megan Thee Stallion

Megan to szefowa. Jej głos został wykuty w kuźni, aby dopełniać potężne basowe tsunami 808. Tak, ciężko zaprzeczyć, że jest to nieskończone powielanie jednej formuły, ale rapowe skille Stallion sprawiają, że ciężko się temu oprzeć. Nie ma tu miejsca na sztuczne sklejanie wersów i studyjne czary. Jej delivery, umiejętność tworzenia rytmicznych patentów i kontrola intensywności wokalu to coś, co niejeden rapier chciałby mieć u siebie na poziomie, jaki oferuje Megan. Kto by pomyślał, że za utrzymanie legendarnego południowego brzmienia w mainstreamie będzie odpowiadać raperka. Piękne <3

Denzel Curry

Najlepszy raper ever?

Nie ukrywam, ogłoszenie Denzela najlepszym obecnie raperem na świecie przez Cyryla Rozwadowskiego sprowokowało mnie do sklejenia tego rankingu. Curry to naprawdę spoko pretendent do tego miana. Sam przynależę do kultu Currych, a tego drugiego, który biega po parkietach i rzuca z logo na halach przeciwnych drużyn, uważam za najważniejszego zawodnika tej ery. I ta dygresja, w nieco pokrętny sposób, sprowadza mnie do najważniejszego argumentu, który ma za zadanie strącić Denzelowi koronę króla MC’s.

Jego dyskografia to być może najrówniejszy zbiór albumów rapowych, jakim ktokolwiek mógłby się pochwalić, ale żaden z nich nie rewolucjonizował rapu w przełomowy sposób. Oczywiście, nie można Denzelowi Curremu odrzucić jego kosmicznych umiejętności. Jeśli chodzi o sprawne poskramianie bitów, nie ma sobie na ten moment równych. I choć z każdą płytą eksploruje nowe dla siebie zakątki, finalnie oferuje podobne rozwiązania i pozostaje w wokalnej strefie komfortu. Denzel Curry byłby królem rapu, gdybyśmy dalej żyli w latach 90-tych. Obecnie potencjalne spektrum wrażeń, które może oferować ten gatunek muzyczny, jest nieziemsko szerokie. Ciężko mianować królem kogoś, kto oferuje zaledwie jego skrawek – przynajmniej dla tych uszu.

Andre3000

Błagam, zrób coś dla mnie serdeczny czytelniku. Przewiń ten numer do 3.00 i daj Andre przemówić. A teraz powtórz: Andre3000 jest PO-ZA ZA-SIĘ-GIEM. Każda gościnna zwrotka emerytowanej połowy Outkastu to puzzelek z ogromnego obrazka ANDRE THE GOAT. Kiedy usłyszę ostatnią z nich – co się niechybnie zbliża, z czym trudno się pogodzić – nie wiem czy zapłaczę, czy wstanę i zacznę klaskać do głosników (pewnie jedno i drugie). Wybaczcie ten ton, ale wyjątkowe postaci prowokują takie emocje…

Sprawdź też
kanye west czipsy

Formuła perfekcyjnych rapowych zwrotek została odkryta przez tego właśnie człowieka. Mało tego, stało się to jeszcze za czasów Outkast. Powracające featuringi to tylko bonus, który o tym przypomina. Dre3000 jako jedyny odkrył sposób na żonglowanie patentami i flow bez zamęczania słuchacza. Jego zwrotki to free-jazzowe solówki z wykorzystaniem sylab. Nikt nie miał nigdy takiej plastyczności. Nikt nie stworzył tak niepowtarzalnego wewnętrznego metronomu, który jakimś cudem perfekcyjnie skleja się z każdym bitem. Czy Andre3000 jest nadraperem? Jest, ale sam, z własnej woli zrzekł się tego tytułu i pozwolił się o niego ścigać innym lub – co osobiście uważam za trafniejsze – sprawił, że te zawody nie mają sensu. Najlepszy technicznie raper ever wyprzedził konkurencje o dwie długości i zatrzymał się przed metą nigdy jej nie przecinając. Da się bardziej legendarnie?

Najlepszy raper ever?

Kendrick Lamar

Jeśli jednak trzeba by wybrać… Zapytany przez Zane’a Lowe w wywiadzie po wypuszczeniu DAMN, o to, kto jest najlepszym raperem ever powiedział: Ja nim jestem. Po prostu, muszę nim być. Studiowałem wszystkich największych przede mną. Nigdy nie chciałem mieć jednego dobrego wersu, zwrotki, refrenu, kawałka – staram się, by wszystko, co tworzę było najlepsze. Każda podbitka, chórek czy przejście musi być wybitne. Żyję tym.

Patent z „top of the mornin” – tak prosty, a tak skuteczny

Budowanie swojego mitu przez Kendricka jest dla wielu przegięciem. Ckliwą, naiwną, przepompowaną średniowieczną odą ku chwale wielkiego artysty-geniusza. Oki. W moim świecie potrzeba właśnie takich historii. Kenny ma w sobie sportową obsesję Kobego i nigdy tego nie ukrywał. Za każdym razem zawiesza sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Robi to jawnie, na oczach swoich fanów, ale też krytyków. Jakim cudem nadal jej strącił?

O największych w rapgrze mówił wielokrotnie. Oddawał cześć wspomnianym tu Andre, Lil Wayne’owi, ale też Eminemowi. I od tego ostatniego zabrał naprawdę sporo, co momentami wpycha go zresztą w pewną pułapkę. To dobry moment, żeby przegadać przypadek Ema. Pominięcie go w tym zestawieniu jest celowym zabiegiem. Rap God utracił totalnie kontakt z rzeczywistością w momencie, kiedy postanowił zostać KrÓulEm TeChNiKiii. Pompatyczne przejścia w bitach budowane pod jego wjazd, klasyczne wyciszenie podkładów i męczące szczekanie a capella mające dowieść jego statusu mistrza flow są nie do zniesienia. To zwyczajnie dyskwalifikuje Eminema.

Takie akcje nie są również obce Wayne’owi, choć ten potrafi jakoś nad tym panować. Kendrickowi zdarza się za to czasem zatonąć w tym Emineizmie zbyt głęboko. Chce udowodnić swoją wielkość w zbyt dosłowny sposób, forsuje. Ale to tylko szczegół. Nie ma wszechstronniejszego rapera niż Kenny. Moim ulubionym przykładem jego geniuszu jest dość niepopularne Lust.

Najlepszy raper ever?

To budowanie dramaturgii, rymowanie nie tylko pojedynczych wersów, ale nawet ich zestawu, ciągła manipulacja wokalu, by ten na zmianę uzupełniał bit i z nim kontrastował. Lamar naprawdę poświęcił życie, żeby być uznanym za najlepszego ever. Oczekiwanie na następcę DAMN to męka i trwa zdecydowanie za długo. Nie było jednak ważniejszego albumu w jego karierze niż ten, który wyda właśnie teraz. To decydujący element. Jeśli uda mu się potwierdzić swoją wielkość w obecnym muzycznym krajobrazie, nikt nie zaprzeczy, że jest GOATEM. Ja w to wierzę. Kendrick przyzwyczaił mnie do spełniania oczekiwań.