Czytasz
Polskie Wojny Majonezowe | Going. FOODIES

Polskie Wojny Majonezowe | Going. FOODIES

Który majonez jest najsmaczniejszy? Który może mianować się tym jedynym słusznym? Winiary czy Kielecki? Te pytania rozpalają do czerwoności większość rodaków i urastają do rangi największego polskiego konfliktu, który dzieli kraj mocniej niż rządy PiSu. W dniu majówkowego grillowania przyjrzyjmy się Polskiej Wojnie Majonezowej.



Wraz z postępującą memizacją codzienności i coraz większą podatnością na kłótnie w internecie, wszelkie kwestie dotyczące wyboru pomiędzy A lub B przeradzają się w mniejsze albo większe wojny podjazdowe, w których zamiast czołgów do walki stają zastępy śmiesznych obrazków i ostrych komentarzy. Konflikt Majonezowy trwa w Polsce chyba dłużej niż trwał mezozoik, ale dopiero od niedawna przeżywa swoją memiczno/imbową drugą młodość. Zresztą zobaczcie sami, człowiek nie może nawet sobie w spokoju Fejsbuczka odpalić:



Majonez wywołuje niesłabnące emocje we wszystkich kombinacjach ludzi zmuszonych do przebywania ze sobą – w domu, szkole, parku, może nawet w kościele hehe, a szczególnie w zakładzie pracy, co niedawno pokazała światu ekipa Pan tu nie stał, w swojej zabawnej i druzgocąco realistycznej produkcji:



Kontakt z majonezem potrafi doprowadzić do ekstazy samą Panią Magdę Gessler




Redakcja Going. MORE postanowiła przyjrzeć się bliżej eskalującemu majonezowemu konfliktowi. Zostałam wysłana na front tej bratobójczej walki z jednego ważnego powodu – nie jem majonezu. Tak, serio. To trochę jak przyznać się publicznie do niezmieniania majtek, ale w wyniku dużej traumy z dzieciństwa (oszczędzę Wam opisów) nie mogę go tknąć w czystej postaci od kilkunastu lat. W związku z tym nie opowiadam się nawet minimalnie za żadnym obozów – ani Winiary mnie nie grzeje, ani Kielecki. Możecie zaufać mojej bezstronności!


Zanim jednak zanurzymy się w epicentrum walk i zakrztusimy kurzem bitewnym, dobrym zwyczajem pochylmy się nad tłem historycznym. Zaczyna się tajemniczo… Majonez powstał nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie. Większość badaczy skłania się ku tezie, że ze względu na jego prostotę i łatwą dostępność tworzących go składników (oliwa, jajka i ocet), wielu ludzi zamieszkujących w basenie Morza Śródziemnego przygotowywało go na co dzień w swoich domostwach w różnych krajach i epokach niezależnie od siebie. Za przełomową uznaje się pierwszą sprzedaż gotowego majonezu. Dokonała się ona w 1905 roku, w Nowym Jorku, w sklepie delikatesowym niejakiego Richarda Hellmana. Domyślam się, że to nazwisko coś Wam mówi. Rychu zaczął od sprzedawania niewielkich ilości majonezu wyrabianego przez swoją żonę w drewnianych korytkach przewiązanych niebieską wstążką, a 7 lat później założył fabrykę produkującą majonez pod marką Hellman’s. Wstążka widnieje na etykiecie do dziś. 




Pół wieku później, w 1959 roku, rozpoczyna się produkcja pierwszego w Polsce majonezu przemysłowego, którym jest… (tu du du dum)… Kielecki! Produkt Wytwórczej Spółdzielni Pracy w Kielcach od samego początku, do teraz, produkowany jest bez sztucznych dodatków i konserwantów (moje biadolenie o tym, jak ważny jest czysty skład produktów przeczytacie tutaj).

Charakterystyczna żółto-zielona etykieta Kieleckiego przyprawia o szybsze bicie serca smakoszy nie tylko w Polsce, ale też w: Wielkej Brytanii, Irlandii, Niemczech, Grecji, Rosji, Słowacji, Kazachstanie, Azerbejdżanie, Turkmenistanie, Rumuni, Czechach, Stanach Zjednoczonych, a nawet w Australii, uff!

Na podstawie jego receptury została oparta norma określająca w Polsce co można w ogóle nazywać majonezem. O kultowości Bestii z Kielc w majonezowych kręgach świadczy także to, że krakowska sieć lodziarni Good Lood stworzyła limitowane lody o smaku Kieleckiego, które okazały się być hitem.

Good Lood



Mogłoby się wydawać, że wszystko przemawia za królowaniem Kieleckiego na polskich ziemiach. Badania mówią jednak coś innego: jego udział w rynku to 16%, gdzie aż 52,6% przypada jego ARCYWROGOWI – majonezowi Winiary.

Zaczęto go produkować 15 lat po Kieleckim, we wsi Winiary pod Kaliszem, która stała się później dzielnicą miasta. Ogromny zakład produkcyjny od dłuższego czasu jest pod władaniem koncernu Nestle. W latach majonez Winiary 2002–2003 otrzymał szereg nagród w konkursach branży spożywczej. 

Winiary jest tańszy od swojego głównego oponenta, ale przy tym nieco mniej czysty, jeżeli chodzi o skład – można znaleźć w nim jeden chemiczny dodatek, czyli E385, pełniący rolę przeciwutleniacza. Jest chwalony przez swoich (rekreacyjnych hehe) użytkowników za gęstą, urokliwą konsystencję oraz łagodny smak, który znacznie mniej dominuje potrawy niż konkurent z Kielc. 



Dwa największe obozy, czyli Kielecki i Winiary już znamy. Ale w zażartych kłótniach często pojawiają się także wojownicy innych chorągwi, czyli miłośnicy m.in. majonezu Kętrzyńskiego, Pomorskiego, Motyla, Świdnickiego i Napoleońskiego od Mosso, którzy walczą z przeciwnikami memem, ciętym słowem, a czasem po prostu głęboką miłością do swojego majonezowego ideału.



Przyglądam się tej majonezowej wojnie właściwie od początku i pierwszym pytaniem, jakie mi się nasunęło było: dlaczego ludzie toczą imby o to, który majonez jest najlepszy, a na przykład ketchupu nie traktują nawet w połowie tak emocjonalnie? Dla majonezu warto rozdzierać szaty, a dla musztardy już nie bardzo? Z jakich powodów w Polsce majonez ma status KULTOWY?



Odpowiedź może kryć się właśnie w tym ostatnim słowie. Majonez nieodzownie łączy się w Polsce z wieloma formami kultu, a przede wszystkim kultem świąt Wielkiej Nocy. Według najnowszych badań aż 90% Polaków zadeklarowało, że Majonez pojawi się na ich stołach z okazji Zmartwychwstania Chrystusa. Czy widzieliście kiedykolwiek taką jednomyślność w narodzie?! Chyba nawet na pytanie “Czy chcesz dostać 3 miliony złotych?” mniej osób odpowiedziałoby TAK.

Sprawdź też

Majonez stanowi nierozłączną parę z jajkami, czyli symbolem Wielkanocy, uzupełnia wszystkie pokarmy ze święconki, a także jest podstawą naszego dobra narodowego – sałatki jarzynowej aka kaczego żeru, której spożycie w święta przelicza się na tony. Przez nieustanne stykanie się z sacrum i bycie w centrum obrzędów religijnych, majonez także stał się świętością. A czy istnieje cokolwiek, o co Polacy walczą bardziej, niż o świętości?

żródło: Kangurek Kao Pej



Być może chodzi też o archetyp – smak majonezu, jaki znamy (i kochamy) z dzieciństwa. Zwłaszcza że jeszcze nie tak dawno aprowizacja w sklepach nie była tak jak dziś, w związku z czym Mazurzy skazani byli na Kętrzyński, Wielkopolanie na Winiary, a Scyzoryki – na Kielecki. Jeśli jesteś z tych Kielc, do tego Twoi rodzice są z Kielc, to szansa na to, że archetypowym smakiem majonezu z rodzinnego domu jest smak Kieleckiego, są dosyć, kurczę, spore. Na to wszystko nakładają się jeszcze regionalizmy i lokalne patriotyzmy, które, jak to z patriotyzmami bywa, często są wyrażane silną niechęcią do tego, co nie nasze.



Łukasz Prokulski, fb.com/DaneAnalizy




Gdyby Matejko żył, w majonezowych przepychankach odnalazłby swój Grunwald – wielki, kolorowy kocioł bitewny, wartka akcja, ideały, dla których warto umierać, różnorodność motywacji i wyznań… Oj, byłoby co malować! W przeciwieństwie jednak do Grunwaldu, wojna majonezowa wciąż nie została rozstrzygnięta – każdej zimy i wiosny, w okolicach świąt odradza się na nowo, pochłaniając kolejne ofiary. I będzie trwać, póki trwa Polska! 



Weronika Lewandowska


PS Jako że nasi czytelnicy są bez wątpienia ciekawą próbą badawczą, dołóżmy kolejną cegiełkę do muru dzielącego rodaków i zapytajmy:



PPS (od redakcji) Na pyszny majonezowy deser dalibyśmy Wam lody o smaku kieleckiego, ale ciężko jest je lizać przez ekran telefonu czy komputera. Zamiast tego – klasyczna już pasta o majonezie, autorstwa, prawdopodobnie, tego anonka z Wykopu. Smacznego:


Po prostu uwielbiam jak pada temat majonezu w nowej pracy, kto jaki lubi. Prawidłowa odpowiedź jest tylko jedna. Ale o tym na koniec. Zawsze, ale to ZAWSZE większość mówi WINIARY, a jak zapytasz czy próbowali inny to, że nie, bo po co skoro najlepszy jest tylko jeden.
Nosz kurwa właśnie, że nie.
No to wychodząc z pracy zahaczam o najbliższy sklep i kupuje ten ich majonez, tylko po to żeby go wywalić z tego słoika i przełożyć tam jedyny słuszny majonez Kielecki. Przygotowuję sałatkę, oczywiście nadmiar, żeby poczęstować pozostałych pracowników sałateczką z ich ukochanym majonezem. Celowo przynoszę ze sobą słoik, żeby widzieli napis „Winiary” Argumentuje to, że preferuje na świeżo dodawać majonezu do swojej sałatki, bo tak mi po prostu bardziej smakuje.
Każdy cieszy bułe bo w końcu jakieś żarcie inne niż gotowe ze sklepu, zaczynają nakładać i przychodzi pora na majonez. Nakładając dodają UUUAAA ten najlepszy (no kurwa wiadomo)
Zaczyna się.
Wszyscy wpierdalają i pytają co takiego dodałem do sałatki, że taka dobra. Podaję faktyczne składniki i każdy stwierdza, że robi tak samo a jego inaczej smakuje.
Jeden patrzy na majonez u jakiś inny kolor tego winiary, pewnie świeża partia.
W duchu się cieszę i patrzę na te wszystkie wesołe mordy, bo wiem że za chwilę ich świat legnie w gruzach.
Wchodzę na stółi niczym Poniatowski mówię Jak wam smakuje majonez? hehe
-mmm dobry *odpowiadają wszyscy
Nie dobry, tylko najlepszy bo to kurwa kielecki
Od razu zaczęły się szepty, że jednak nie jest za dobra ta sałatka, oni robią lepszą. Ale w mojej pamięci i tak zostanie fakt, że wpierdalali moją sałatkę przyznając mi że ich język nigdy niczego lepszego skosztował.
A Ty co? nadal się oszukujesz?

PS Jutro do roboty biorę słoik kieleckiego wypełniony jogurtem naturalnym i szczyptą kurkumy dla koloru i będę wpierdalał go na ich oczach łyżką

PS2 Jeżeli jesteście również fanami Kieleckiego i nie wiecie jak smakuje „inny majonez” to możecie spróbować kremu do rąk, którym równie dobrze można dekorować swoje potrawy.


źródło: Janyst.eu




PPPS (od redakcji) pamiętajcie o szczepieniach!


źródło: Facebook FAKEFORGE
Copyright © Going. 2020 • Wszelkie prawa zastrzeżone